• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • Jeden do jednego

    Joanna Juroszek

    |

    Gość Katowicki 29/2017

    dodane 20.07.2017 00:00

    Włoskie mamy dziękują polskim. Za rok polskie podziękują włoskim. ŚDM 2016 trwa. Przynajmniej w Tychach…

    Tysiące młodych, wszystkie języki i kolory świata, uśmiechy, radość, polska gościnność i doświadczenie żywej wiary Kościoła młodych. Dokładnie tak było u nas roku temu, kiedy od 20 do 25 lipca w czasie Dni w Diecezji gościliśmy 12 tys. pielgrzymów świata. Potem był Festiwal Młodych w Mysłowicach i wydarzenia centralne w Krakowie oraz w Brzegach. Koniec – i zostały tylko wspomnienia?

    Jak na ŚDM

    Na pewno nie w Tychach. Tamtejsi młodzi z opiekunami – ks. Marcinem Wylężkiem, wikarym w parafii bł. Karoliny, oraz ks. Tomaszem Wojtalem (po wakacjach dyrektorem Ośrodka Spotkań i Formacji im. św. Jadwigi Śląskiej w Brennej) – niedawno wrócili z Włoch. Przez tydzień mieszkali u swoich przyjaciół z diecezji Alba w Piemoncie, których gościli rok temu w czasie Dni w Diecezji…

    Pięćdziesięciu młodych zamieszkało wtedy w trzech tyskich parafiach: bł. Karoliny, św. św. Franciszka i Klary oraz Ducha Świętego. Tyle samo Ślązaków odwiedziło ich tego lata. Decyzję o rewizycie Włosi i Polacy podjęli już rok temu. – To nie była ani typowa pielgrzymka, ani typowy wyjazd krajoznawczy – wyjaśnia ks. Tomasz Wojtal, dodając, że celem wyprawy było wzajemne doświadczenie Kościoła, poznanie kultury oraz krajobrazu. Włosi chcieli także podziękować za zeszłoroczną gościnę. Z tego też względu śląscy pielgrzymi, jak na prawdziwych ŚDM, mieszkali u piemonckich rodzin. – Mnie akurat trafiła się rodzina dziewczyny, która była na ŚDM tu, w parafii bł. Karoliny. I jak potem się okazało, gdy przeglądaliśmy zdjęcia, mamy jedno wspólne – mówi Natalia Banach, studentka doradztwa filozoficznego i coachingu. Jak porozumiewała się ze swoimi włoskimi gospodarzami? Z córką po angielsku, z rodzicami – używając mowy ciała oraz pojedynczych angielskich i włoskich słówek. Ślązaków zaskoczyła włoska kuchnia. Przede wszystkim zaś śniadania serwowane na słodko i obfite kolacje. – Rano było espresso, nutella, rogaliki, grzanki z miodem, ewentualnie bagietka i pomidorki koktajlowe – wymienia Natalia. – Byliśmy w mieście, gdzie narodziła się nutella – dopowiada ks. Tomasz. Musiała być więc pod każdą postacią. – Ale większości to chyba nie przeszkadzało – stwierdza ks. Marcin Wylężek, który razem z ks. Tomaszem i najmłodszymi tyszanami zamieszkał u księdza, który gościł u „Karoliny” rok temu. – Po kilku dniach młodzi chętnie jedli też konfitury z moreli, które rosły pod probostwem – opowiada.

    Cisza w kościele

    – Gdziekolwiek byliśmy, miałam wrażenie, że oni chcieli ugościć nas wszystkim tym, co jest najlepsze. A chyba według nich najlepszy jest… makaron – wspomina ze śmiechem Marta Kost, pracująca w logistyce. – Zaskoczyło mnie jeszcze to, ile oni jedzą! Marta w ubiegłym roku także gościła pielgrzymów. I mimo że jej mama świetnie gotuje i całym sercem przyjmuje gości, to od swojej córki po powrocie z Italii usłyszała, że gotowała za mało...

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół