• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • Współpracowali?

    dodane 15.06.2017 00:00

    O donosicielach i księżach przechodzących autolustrację mówi prok. Andrzej Majcher, naczelnik Oddziałowego Biura Lustracyjnego IPN w Katowicach.

    Mija 10 lat od rozpoczęcia działalności pionu lustracyjnego IPN. Instytut gromadzi informacje o funkcjonariuszach aparatu bezpieczeństwa, osobach przez nich pokrzywdzonych oraz sprawujących funkcje publiczne. Oświadczenia lustracyjne tych ostatnich (np. prezydentów miast czy burmistrzów) muszą ukazać się w ciągu 30 dni od objęcia przez nich stanowiska. Jednym ze współpracowników Służby Bezpieczeństwa okazała się na przykład niepozorna kobieta, która oświadczenie lustracyjne składała jako kontroler NIK.

    Był rok 1968. Środowisko artystycznej młodzieży: studenci i licealiści z Tarnowskich Gór chcieli zorganizować wiec poparcia dla studentów z Warszawy. Miał się on odbyć w niedzielę w południe, po Mszy św. Do wiecu nie doszło, bo o świcie wszyscy zostali wyciągnięci z łóżek. Tych, którzy już pracowali, zwolniono, uczniom nie pozwolono przystąpić do matury, nigdy nie zdobyli wykształcenia. Dziś jeden z nich, wtedy początkujący poeta, nie ma pieniędzy, by na przesłuchanie spod Tarnowskich Gór przyjechać do Katowic.

    – Życiorysy tych osób zostały zniszczone właśnie przez działalność tej jednej pani, która na zlecenie SB inwigilowała to środowisko. Zgłosiła się do jednego z nich jako maszynistka do przepisywania wierszy. Zawarła z nim bliższą znajomość i… donosiła na niego regularnie – mówi prok. Andrzej Majcher. Prokurat wyjaśnia, że wśród lustrowanych znajdują się i byli funkcjonariusze, którzy „zapomnieli” o swojej przeszłości. – Mówią: „Byłem pewien, że mnie nie wybiorą, ale prosili, żebym kandydował. Myślałem, że jak mnie nie wybiorą, to nie będziecie mnie sprawdzać” – przyznaje.

    Czasem o autolustarcję proszą księża zarejestrowani jako „kontakt operacyjny” albo „tajny współpracownik”. – Twierdzą, że nigdy nie współpracowali. Problem jest taki, że Wydział IV, który zajmował się księżmi, nie musiał pobierać zobowiązań pisemnych. Czasem wystarczyło, że ktoś ich psem nie poszczuł i już rejestrowali go jako współpracownika – mówi prok. Majcher. O taką autolustrację wystąpili np. trzej ojcowie kamilianie z Tarnowskich Gór i wszyscy zostali oczyszczeni.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół