• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • Nasi w bitwie

    Przemysław Kucharczak

    |

    Gość Katowicki 06/2017

    dodane 09.02.2017 00:00

    Grot strzały ze zbiorniczkiem na substancję zapalającą, imponujący miecz znaleziony w Tychach, śmiertelnie groźne topory bojowe – można podziwiać w Bytomiu na wystawie „Ślązacy pod Grunwaldem”.

    Więcej Ślązaków biło się pod Grunwaldem po stronie Krzyżaków niż w wojskach Jagiełły. I właśnie im, a zwłaszcza jednemu z nich, jest poświęcona wystawa w Muzeum Górnośląskim w Bytomiu. Ten Ślązak to książę Konrad VII Biały. Miał zaledwie około 16 lat, kiedy ze swoimi śląskimi poddanymi spod Bytomia, Koźla i Oleśnicy znalazł się na polu jednej z największych bitew średniowiecza. I to po przegranej stronie.

    Paź królowej Anny

    Konrad pochodził z księstwa oleśnickiego, ale jest ważny przede wszystkim dla Górnego Śląska. Sześć lat po wielkiej bitwie w spadku po ojcu dostał bowiem Księstwo Kozielskie i tutaj zamieszkał. – Należała do niego połowa Bytomia. To księstwo miało dwie stolice: Koźle i Bytom – mówi Ewelina Imiołczyk, kurator wystawy „Ślązacy pod Grunwaldem”. Zanim książę Konrad trafił pod skrzydła Krzyżaków, jako bardzo młody chłopiec był związany z polskim dworem. Był paziem królowej Anny Cylejskiej, drugiej żony króla Władysława Jagiełły. Wyjechał z Krakowa do Malborka dopiero w 1409 roku. – Prawdopodobnie tam Konrad został pasowany na rycerza. I właśnie w państwie krzyżackim zastała go wojna – zwraca uwagę pani kurator. Ojciec Konrada wysłał wtedy dwóch posłów, żeby sprowadzili go do domu, zanim wokół zrobi się gorąco... Ewelina Imiołczyk podejrzewa, że chłopak uznał powrót na Śląsk w takiej chwili za czyn tchórzliwy, niegodny rycerza.

    – Uniósł się honorem i postanowił zostać... Miał dopiero około 16 lat i chyba nie do końca wiedział, co robi. Był młody, ambitny, chciał się wykazać – podejrzewa. Młody książę ruszył więc z Krzyżakami pod Grunwald. Dowodził chorągwią, w której służyło 250–300 ludzi, w tym 80–90 ciężko uzbrojonych rycerzy. Prawdopodobnie przez większość bitwy stali w odwodzie. Poszli do ataku dopiero na sam koniec, wraz z wielkim mistrzem Ulrykiem von Jungingenem. Ich szarżę zatrzymały jednak chorągwie małopolskie, a później wojska krzyżackie zostały okrążone i zmiażdżone. Konrad miał ogromne szczęście, że wyszedł z tej krwawej bitwy w jednym kawałku. Polacy wzięli go do niewoli i bardzo dobrze traktowali. Król Władysław Jagiełło już nazajutrz po walce zaprosił Konrada na ucztę. Wspomniał o tym w swojej kronice Jan Długosz. Po tej nauce Konrad znów zaczął współpracować z polskimi królami. W 1412 r. towarzyszył Jagielle w podróży na Węgry. Wziął tam udział w polowaniach i w turnieju rycerskim, na którym wystąpił też sławny rycerz Zawisza Czarny. Wreszcie w 1414 r. Konrad wypowiedział posłuszeństwo Krzyżakom i już do końca życia był wielkim sojusznikiem polskich królów – także w wojnach z zakonem.

    Miecz z Tychów

    Na wystawie w Muzeum Górnośląskim w Bytomiu można zobaczyć dziś autentyczne uzbrojenie z tego okresu. Jest na przykład wspaniały miecz o długości 1,1 metra, znaleziony w Tychach. Leżał 1,5 metra pod ziemią, a odkryto go przypadkiem w czasie budowy przy ulicy Damrota, niedaleko stacji kolejowej. Są kamienne kule armatnie, podobne do tych, którymi pod Grunwaldem Krzyżacy ostrzelali Polaków. Na wojsku Jagiełły ten ostrzał nie zrobił zresztą wielkiego wrażenia. Taka wczesna artyleria sprawdzała się przy rozbijaniu fortyfikacji, a nie w otwartej bitwie. Wystawę „Ślązacy pod Grunwaldem” można oglądać w drugim budynku Muzeum Górnośląskiego w Bytomiu, przy ul. Korfantego – do 31 maja.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół