• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • „Gość Katowicki” ma 25 lat!

    Przemysław Kucharczak

    |

    Gość Katowicki 05/2017

    dodane 02.02.2017 00:00

    Pisaliśmy na przykład o Ślązakach, którzy w 2000 r. dziękowali Bogu za ocalenie z katastrofy samolotu Concorde w Paryżu. Albo o problemach w kościele św. Antoniego w Rybniku, skąd w 1992 r. złodzieje ukradli kolejno skarbonki, krucyfiks, rynny i... specjalnie sprowadzonego do pilnowania psa wilczura.

    Pierwszy numer „Gościa Katowickiego”, z datą 9 lutego 1992 r. składał się z jednej zaledwie strony. To była strona „mutowana” – dostępna tylko w diecezji katowickiej; czytelnicy w innych częściach Polski dostawali w tym miejscu informacje ze świata. Stąd w naszym „gościowym” slangu oddziały diecezjalne to do dziś mutacje, a my – ich pracownicy – to mutanci... Odgryzamy się za to, nieoficjalnie nazywając największą salę w redakcji „Salą pod baranami” – bo nad nią pracują nasi przyjaciele z redakcji ogólnopolskiej...

    Zawiśli jak małpy

    W ciągu tych 25 lat odwiedziliśmy chyba wszystkie parafie w archidiecezji. Przywoziliśmy stamtąd opowieści poruszające lub zabawne. A czasem jedno z drugim, jak w przypadku kościoła św. Józefa w Czerwionce. Kiedy był jeszcze budowany, odwiedził go przejazdem abp Damian Zimoń.

    „Panowie, ja wam błogosławię: w imię Ojca...” – zawołał do pracujących na rusztowaniu, 10 m nad ziemią, 12 mężczyzn. Odwrócił się i wyszedł, a w tym momencie... rusztowanie się zawaliło. – Na pierwszy rzut oka to zdarzenie wygląda śmiesznie. Ale zastanów się głębiej nad zbieżnością tego błogosławieństwa i zawalenia rusztowania. Arcybiskup, który nigdy nie miał czasu nas odwiedzać, wpadł akurat w momencie, w którym nam najbardziej było potrzebne błogosławieństwo! – mówił nam w 2001 r. ks. proboszcz Jan Piontek. – O mały włos, a oni wszyscy, dwunastu chłopa, byliby zabici! A jednak wszyscy zdążyli się czegoś chwycić i zawiśli jak małpy na tych rynsztunkach, aż przybiegliśmy z drabinami i ich ściągnęliśmy – powiedział „Gościowi Katowickiemu”. Rusztowanie na szczęście nie runęło na zewnątrz, ale przechyliło się na ścianę. Proboszcz mówił przy tej okazji o mocy błogosławieństwa. – Ta wizyta to nie był przypadek, bo przypadki są tylko w gramatyce – stwierdził.

    Przetrwał w zawale

    Decyzję, żeby utworzyć „Gościa Katowickiego”, a po nim kolejne wydania diecezjalne, podjął nasz poprzedni naczelny, ks. Stanisław Tkocz. Tuż po naszej własne mutacje „Gościa” przyjęły diecezje opolska, bielsko-żywiecka, gliwicka, kielecka. A potem już sypnęło się w diecezjach w całej Polsce. W grupie osób, które odpowiadały za pierwsze numery „Gościa Katowickiego”, był ks. Stefan Czermiński, dziś proboszcz w Katowicach-Zarzeczu. Później „mutacją” dowodził ks. Artur Stopka, po nim Mirosław Rzepka – świecki dziennikarz rodem z Mikołowa. Mirek był jednym z pierwszych, którzy opisywali historie Ślązaków, wywiezionych w 1945 r. przez sowieckich żołnierzy do pracy na Wschodzie.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół