• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • Tu mieszka Bóg

    Joanna Juroszek

    |

    Gość Katowicki 49/2016

    dodane 01.12.2016 00:00

    Bezręki Pan Jezus, poobijana, zawinięta w foliową torbę Maryja i święty Józef z aureolą. Wyszli ze strychów. Prawie tak samo, jak ich właściciele.

    Jest jeszcze całkiem dobrze utrzymany Jezus Miłosierny i mała Matka Boża Częstochowska. Ale już wkrótce czeka ich kolejna przeprowadzka. Poniszczone i kalekie zdobić będą kaplicę na osiedlu Kaufhaus w Rudzie Śląskiej.

    Śmiech na sali

    Te święte figury i obrazy przypominają otaczające je zabytkowe XIX-wieczne familoki. Pięknie zaniedbane. W środku – mieszkania osób starszych, pamiętających, jak osiedle tętniło życiem, i młodych, którzy z lękiem myślą o przyszłości. To miejsce kontrastów: bieda, ciche dobro, alkohol, przemoc, kradzieże, narkotyki, uśmiechy, tęsknota za miłością... Także tu zamieszkał Pan Jezus.

    Moim przewodnikiem po Kaufhausie jest ks. Tomasz Koryciorz. Znają i szanują go tu wszyscy. Jest „przepustką” do miejsc, gdzie samemu strach wchodzić nawet za dnia. Na osiedle prowadzi nas wyboista, nigdy nie remontowana droga. Jedziemy wolno, tak by mijać kałuże. Na szczęście to nie zima – przeszkód jest więc całkiem mało. Naokoło familoki, w środku – krzyż, przy którym raz do roku odprawiana jest Eucharystia oraz nabożeństwa majowe i różańcowe.

    Idziemy do świetlicy. Przy wielkim stole, który dzień wcześniej służył za ołtarz podczas sprawowanej tu co tydzień Mszy, siedzi kilkunastu uśmiechniętych starszych ludzi. Znajduje się miejsce i dla naszej dwójki. – Nóm do szczyńścio niczego nie brakuje – przyznaje pani Róża, rzecznik prasowy całej grupy. –  Spokój móm, no, może ino zdrowio mi brakuje. – I szybkiego połączenia z internetem – dodaje pracownik świetlicy.

    Wszyscy na sali wybuchają śmiechem. Pani Róża, podobnie jak jej koleżanki, opanowała Facebooka. Wszyscy na świetlicę przyjdą też dnia następnego. Będzie to piątek i tradycyjna już modlitwa różańcowa. Po niej – kawa i ciastko. – Wigilio nóm ks. Tomasz tu zrobił – chwalą kapłana mieszkańcy. – A kto stoły przyniósł? Kto piekł pierniki? Kto udekorował? – tłumaczy się zakłopotany. – Ale to ksiądz zaproponowoł.

    – A jak zaproponuję: jadymy do Honolulu? – To pojadymy. Bez niczego bych jechała. Ni ma takigo drugigo ksiyndza nigdzie. Zjednoczył ludzi na tym osiedlu. Wcześniej było nie bardzo. Nie było źle, ale nie było też dobrze – mówi pani Róża.

    Teraz i zajęcie jakieś mają, i do modlitwy są chętniejsi. A jak powstanie kaplica, to w ogóle będzie super – Msze odprawiane będą tu w każdą niedzielę. Mieszkańcy już typują ministrantów. Byle kogo do zbierania kolekty wysłać nie zechcą... Na osiedlu obecnie mieszka ok. 1250 osób. Jakie jest najważniejsze dla nich miejsce? – No, świetlica – odpowiadają bez wahania.

    Jak było Boże Ciało, to panie przez dwa tygodnie właśnie tu na okna familoków własnoręcznie robiły emblematy. A potem chodziły od mieszkania do mieszkania i rozdawały je domownikom. Niektóre z ozdób wiszą tam do dziś. Na Boże Ciało na osiedlu powstały też dwa ołtarze. I przez całą noc nikt nie ukradł tworzących je desek...

    Pani Róża skarży się na serce i cukrzycę. – Jakby kto chcioł cukru, to moga sprzedać – uśmiecha się i cherla. Nie pali tylko pani Ewelina. Mimo to cherla jak cała reszta tego przesympatycznie radosnego towarzystwa.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół