• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • Duch Święty i my?

    Andrzej Macura

    dodane 22.11.2016 11:35

    W niedzielę Chrystusa Króla zakończył się w naszej archidiecezji synod. Mam nadzieję, że nie był tylko i wyłącznie dziełem ludzkim.

    To może w skrócie: to był dopiero II synod naszej katowickiej archidiecezji, bo i diecezja nie ma jeszcze stu lat. Trwał, nie licząc okresu przygotowań, cztery lata. Brało w nim udział.... Nie, nie policzę. Mnóstwo różnorakich zespołów synodalnych, kilkanaście komisji. Czyli całkiem spora armia ludzi.  O tych, którzy wspierali synod modlitwą już nie mówiąc.  Spotkań.... Najpierw w komisjach, w których po konsultacjach z zespołami w parafiach (i innymi) przygotowywane były projekty dokumentów, potem na sesjach plenarnych  i spotkaniach otwartych komisji, gdzie dyskutowano (czasem zażarcie) na temat poprawek. Sporo tego było. A do tego jeszcze wymiana korespondencji. Choć byłem w tej synodalnej maszynerii tylko drobnym trybikiem w mojej mailowej skrzynce zostało mi po synodzie dwieście czternaście otrzymanych wiadomości. A przecież jako bałaganiarz pewnie niektórych  zapomniałem zarchiwizować.  W końcu wyłonił się z tego wszystkiego dokument końcowy: „Wsłuchani w Ducha”. Nie licząc dodatków czysto dokumentacyjnych – koło stupięćdziesięciostronicowa broszura. Skondensowany owoc synodalnych przemyśleń. Pięknie uporządkowanych wokół tematów wspólnoty, świadectwa, liturgii i służby. Może dzięki tej niewielkiej objętości nie będzie tylko zdobił półek, a stanie się często lekturą wszystkich, którym leży na sercu dobro naszego lokalnego Kościoła?

    Wiem, że nie brakowało takich, którzy słysząc słowo „synod” reagowali pytaniem „po co?”. Że to wszystko niepotrzebne, że to zawracanie głowy i strata czasu. Bo przecież, jak to powiedział w jednym z wywiadów nasz Arcybiskup (Wiktor Skworc), „istnieje rodzaj eklezjalnego narcyzmu, przekonania, że u nas wszystko jest w porządku i niczego nie trzeba zmieniać lub – z drugiej strony – eklezjalnego pesymizmu, że nic się nie da zmienić”.  Ale mnie też się wydaje, że te spotkania naprawdę miały sens.

    Uczestniczyłem w synodzie pierwszy i pewnie już ostatni raz w życiu. Było to dla mnie piękne doświadczenie. Dzięki niemu mogłem (po raz kolejny) naocznie przekonać się, jak wielu jest ludzi, którym na sercu leży dobro Kościoła. Mogłem zobaczyć, jak wielkie jest bogactwo przemyśleń, wizji. I mogłem przekonać się, jak bardzo ta mnogość różnorodnych talentów i charyzmatów, wzajemnie uzupełniając się a czasem i ścierając, może przyczynić się do wzrostu. Tak, prawdziwe bogactwo różnorodności. A przecież wszyscy na tym synodzie wyrośliśmy z tego samego pnia naszego lokalnego Kościoła. Jak bogaty musi być Kościół powszechny?

    Pozostaje pytanie co dalej. Mówi się czasem, że uchwały synodu trzeba wprowadzić w życie. Trochę się jednak wzdrygam na takie sformułowanie. Bo przecież nie Kościół ma służyć uchwałom synodu, a raczej uchwały synodu Kościołowi. Dlatego wolałbym, by mówiono, że teraz trzeba (odważniej) pójść w kierunkach wskazanych przez synod. Reszta, jak zawsze zresztą, jest w ręku Boga.

     

    PS.

    Czemu zatytułowałem ten komentarz słowami z Dziejów Apostolskich „Duch Święty i my”? Jestem przekonany,  że On też podczas synodu działał. W każdym razie przed każdym spotkaniem Go o to prosiliśmy. A że modlitwa jest piękna, pozwolę ją sobie tutaj przytoczyć (za http://synodkatowice.pl/,348)

    Oto jesteśmy, Duchu Święty Boże,
    choć podlegli ohydzie grzechu,
    to jednak gromadzimy się właśnie w Twoje Imię.
     
    Przybądź do nas, pozostań z nami
    i racz przeniknąć nasze serca.
     
    Poucz nas, co mamy czynić, dokąd mamy podążać
    i ukaż, co powinniśmy rozstrzygnąć,
    abyśmy z Twoją pomocą mogli się Tobie we wszystkim podobać.
     
    Ty sam bądź doradcą i sprawcą naszych decyzji, bo tylko Ty
    wraz z Bogiem Ojcem i Jego Synem pełne chwały masz Imię.
     
    Ty, który w najwyższej równości znajdujesz upodobanie,
    nie dozwól, abyśmy stali się burzycielami sprawiedliwości.
     
    Niech niewiedza nie zwodzi nas na manowce,
    niech nie odmienia nas ludzka przychylność,
    a wzgląd na godności czy na osoby niech nas nie deprawuje.
     
    Ty zaś złącz nas ze sobą skutecznie darem Twojej wyjątkowej łaski,
    abyśmy byli jedno w Tobie i w niczym nie oddalili się od prawdy;
    skoro zebraliśmy się w Twoje Imię,
    niech tak we wszystkim przestrzegamy sprawiedliwości,
    kierując się ponadto pobożnością,
    aby teraz nasze postanowienia w niczym nie sprzeciwiały się Tobie
    i abyśmy w przyszłości osiągnęli wieczną nagrodę za dobre dzieła.
     
    Amen.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    • Gość
      22.11.2016 12:50
      zadziwia mnie jak wyciagle Panie..Panie..Panie do Jezusa... tak sie trudzicie,tyle przemyslen, wzruszen a jak Jezus stanal u wrot oczekujac pomocy to otworzyla mu je ...Merkel
    • Gość
      22.11.2016 17:13
      a tak mało potrzeba - drogi autor , synod spotkania komisyje i Bóg wie co jeszcze .A wychodzi jak zwykle zwątpienie , zamieszanie i nowe - bo nowe być musi bo świat z postępem idzie i przykazania trza dostosować do ludzi .daleko wy odeszli od przykazań i od jednego - to co jest miernikiem bycia chrześcijaninem - od krzyża . Ja pisal kiedyś żew krzyż postawili pod ścianą coby nie przeszkadzał - a nasz Pan Jezus Chrystus mówił - kto chce iść za mną niech się zaprze samego siebie - a o jakim zaparciu mowa gdy z ramion ludzi ściąga się krzyże w imię miłosierdzia któremu na imię róbta co chceta . Adyć to i pisać już się nie chce - ale dobrze jest czasem popatrzeć w lustro , pozdrawiam i czołem , drogi autor .
    • Andrzej_Macura
      22.11.2016 22:29
      No to.. Coś chyba wypada napisać.

      Uczennico6, bardzo dziękuję za dobre słowo. Dobrze jest czasem coś takiego usłyszeć.

      JAWA25... Nie wiem co powiedzieć.

      Gość... Chyba ta sama osoba pisząca na początku a potem jeszcze kilka postów, krytykująca postawę Polaków wobec uchodźców.... No cóż... Ja się z tą wypowiedzią właściwie zgadzam. Myślę, ze polscy katolicy, a w pewnej mierze też Kościół nie zdali tego egzaminu. Wystarczyło przynajmniej zachować większy umiar i pozwolić działać tym, którzy mieli pomysł i potrafili coś zrobić. Ale prawdą jest, ze nasi redaktorzy - bo nie tylko ja - często jednak pisaliśmy, ze uchodźców trzeba przyjmować. Za co zresztą ciągle nam się w komentarzach obrywa... Oczywiście nie twierdzę, że w tym przyjmowaniu nie należy zachować roztropności. Ale ta roztropność nie może być pretekstem do odmowy....

      Gość z 17.13.... Z naszego synodu wcale nie wynikło ani zwątpienie ani zamieszanie. Wręcz przeciwnie. Mam wrażenie, że co najmniej uczestnicy synodu wyszli z tego umocnieni. A z dokumentami końcowymi synodu można się zapoznać pod adresem: http://synodkatowice.pl/,1246 I wcale synod nie odchodził od Ewangelii. Synod nie zajmuje się przecież prawdami wiary, a wskazuje pewne praktycznie rozwiązania, drogi, którymi powinno się pójść, jeśli chce się skutecznie zanosić Ewangelie dzisiejszemu światu.

    • Tinka
      24.11.2016 11:36
      Jestem katoliczką i bardzo boli mnie, kiedy utożsamia się wszystkich katolików z antyuchodźcami. Głosy jednej opcji politycznej wspieranej przez jedną ze stacji były faktycznie bardzo silne i wygodne dla wielu konformistów. Mieszka już u nas od lat parę osób z Bliskiego Wschodu, z Iraku i są zupełnie normalni. Nikt się od nich niczym nie zaraził, nie biją żon. Jeśli damy dobre świadectwo, jeśli taka będzie wola Boga, może przyjmą chrzest. Można pikietować, można modlić się, można wspierać materialnie. Drogi Gościu, bardzo Cię proszę, dostrzeż też w katolikach tę drugą grupę i wesprzyj nas, jak możesz
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół