• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • Język profesora

    Joanna Juroszek

    |

    Gość Katowicki 41/2016

    dodane 06.10.2016 09:27

    Gdyby nie był językoznawcą, zostałby... muzykiem. Najbardziej znany popularyzator wiedzy o języku polskim jest kolejnym laureatem nagrody Lux ex Silesia.

    Ma 70 lat i dopiero co przeszedł na emeryturę. Profesor Jan Miodek z Tarnowskich Gór. Mimo że nie jest już dyrektorem Instytutu Filologii Polskiej Uniwersytetu Wrocławskiego, ze studentami się nie żegna. Nadal od czasu do czasu będzie dla nich prowadził wykłady. „Siły fizyczne, odpukać, jeszcze we mnie są – przyznaje w jednym z wywiadów. – Dydaktyka zupełnie mnie nie męczy, wręcz przeciwnie – napędza mnie, bez niej chyba nie mógłbym żyć”.

    Niespełniona miłość

    Na emeryturze chce także znaleźć czas na lekturę literatury pięknej i zabawę z wnukami. Bo pilnowanie bajtli to dla niego „dziadkowska, przeogromna przyjemność”. Nagrodę katowickiego metropolity – Lux ex Silesia – otrzymuje za konsekwentne pielęgnowanie etosu śląskiego oraz wybitne osiąg- nięcia dla poznawania gwary śląskiej jako źródła języka i kultury polskiej. Mówi, że gdyby nie poszedł na studia polonistyczne, widziałby się w roli muzyka: „To jest jakaś taka moja niespełniona miłość. Kiedy patrzę na dyrygenta, do dziś jestem przeniknięty zazdrością. Też bym tak chciał stanąć przed orkiestrą i podyrygować”. Urodził się w Tarnowskich Górach w rodzinie nauczycielskiej. To tam uczył się miłości do polszczyzny. Już jako kilkuletnie dziecko wiedział, kto napisał „Wesele”, „Dziady” czy „Quo vadis”.

    Z drugiej strony był normalnym dzieckiem. Lubił sport, zwłaszcza piłkę nożną, której wielkim kibicem był jego ojciec, przedwojenny piłkarz. – Znamy się od dzieciństwa. Mieszkaliśmy w Tarnowskich Górach na sąsiednich ulicach, nasi ojcowie się przyjaźnili, obaj byli nauczycielami – mówi o nim senator Maria Pańczyk-Pozdziej, pomysłodawczyni konkursu „Po naszymu, czyli po śląsku”. – Do szkoły podstawowej chodziłam ulicą Strzelecką, gdzie on mieszkał. Janek wysiadywał w oknie swojego domu na parterze i robił różne miny do przechodzących ludzi. Włącznie z tym, że czasem, na przykład dziewczynom, pokazywał język. Wypisywał też różne hasła, a ponieważ to był bardzo niski parter, to ludzie się zatrzymywali i je czytali. Był to przejaw jego ogromnej fantazji. W późniejszych latach szkolnych on chodził do liceum ogólnokształcącego, ja – do liceum pedagogicznego, gdzie uczyła jego mama, polonistka. Nasze kontakty nie były tak ożywione z uwagi na to, że jestem od niego o 4 lata starsza. Dla mnie to on był takim smarkatym synkiem – przyznaje. Kontakty odżyły, gdy Jan Miodek zamieszkał we Wrocławiu, a Maria Pańczyk-Pozdziej została dziennikarką Radia Katowice.

    Po faulu strzelałem z elwra

    Ta relacja trwa do dziś. Profesor towarzyszy każdej edycji najbardziej rozpoznawalnego konkursu wokół śląskiej gwary. Sukces corocznych rywalizacji Maria Pańczyk-Pozdziej przypisuje także obecności prof. Jana Miodka. – Nieprzerwanie od 23 lat on w tym konkursie jest przewodniczącym jury, za co jestem mu ogromnie wdzięczna. Jest bardzo otwarty na ludzi i niezwykle ciepły. Nie jest purystą językowym – jest człowiekiem, który dopuszcza zmiany w języku; wie, że język ewoluuje, że musi z czasem się zmieniać – ocenia. – Nie ukrywam, że jeśli mam jakieś wątpliwości językowe, to do niego dzwonię. A on sam przyznaje, że w kwestiach gwarowych bardzo wiele uczy się w naszym konkursie – dodaje, precyzując, że nauczycielami profesora w „Po naszymu…” są zwykli, prości ludzie posługujący się godką. Ale nie tylko dzięki nim Jan Miodek śląski zna bardzo dobrze. Godka poznoł już za bajtla. „Jak graliśmy w piłkę nożną, to mówiłem, że gramy w bala – czyli w piłkę, trafiałem balą w latę – czyli w poprzeczkę, a po faulu strzelałem z elwra – czyli z jedenastki. Im jestem starszy, tym chętniej używam gwary. Jak idę wyrzucić śmieci, to oczywiście mówię żonie, że ida je wyciepnąć na hasiok!” – mówił. Jest jednak zdecydowanie przeciwny uznaniu śląszczyzny za odrębny język. „Te dążenia są naiwnością połączoną z fanatyzmem. Myślę, że znajdą się językoznawcy gotowi na wszystko. Ja umywam ręce. Jak Piłat. I wątpię w kompetencje historyczno-językowe tych gotowych na wszystko” – przyznał pięć lat temu w rozmowie z „Dziennikiem Zachodnim”.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół