• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • Bóg zawsze chce więcej

    dodane 22.09.2016 00:00

    Ojciec Remigiusz Langer OFM, misjonarz miłosierdzia, mówi o półtoragodzinnych łzach, gwałtownikach królestwa i pasji Ojca.

    Joanna Juroszek: – Bóg nie męczy się przebaczaniem, a miłosierdzie to Jego największy przymiot – powtarza papież Franciszek. Nie ma tam gwiazdki i wyjaśnienia: „jest tak, jeżeli…”?

    O. Remigiusz Langer OFM: W moim najgłębszym poczuciu nie ma. Żadna międzyludzka relacja, a w konsekwencji cała wspólnota Kościoła, nie miałaby sensu, gdyby nie moglibyśmy dzielić się miłością i miłosierdziem. Przesłanie, o którym przypomina papież, jest istotą człowieczeństwa. Boże miłosierdzie chce się odzwierciedlać w każdym człowieku. Jest ono naszą najgłębszą potrzebą, daje poczucie bezpieczeństwa. Miłosierdzie w wykonaniu Boga jest najpiękniejsze, bo jest najgłębsze, ma najwyższą formę. Miłosierdzie okazywane przez nas jest zawodne, ma swoje granice. Miłosierdzie Boże granic nie ma.

    Pamięta Ojciec moment, kiedy najmocniej doświadczył tego miłosierdzia?

    Miałem niecałe 18 lat. Pamiętam, jak na adoracji, w ostatnim dniu rekolekcji oazowych, klęcząc przed Panem Jezusem, bliziutko przy ołtarzu, mówiłem w sercu: „Po co tu przyjechałem? Nic się nie wydarzyło, jak chcesz coś robić, to rób teraz!”. I kiedy z mojego serca w stronę Jezusa padły te słowa, poczułem ogromne ciepło w środku, w okolicy klatki piersiowej. Rozlewało się ono w dół i w górę, a w moich oczach automatycznie pojawiły się łzy. To nie były łzy smutku, zawodu czy depresji. To były łzy, choć wtedy tak ich nie nazywałem, oczyszczenia, radości.

    Doświadczenie to trwało ponad półtorej godziny. Nie umiałem przestać płakać. To był pierwszy moment w moim życiu, kiedy doświadczyłem, że Bóg mnie kocha. Wierzę, że to był przejaw Jego miłosierdzia wobec mnie. Ulitował się nade mną, dał mi poczuć swoją miłość po to, żebym pamiętał o niej przez całe życie. I faktycznie wracam do tamtego momentu. To doświadczenie, jak w sporcie, jest trampoliną, dzięki której mogę przeskoczyć przez kozła.

    Człowiek potrzebuje doświadczyć miłości Boga, żeby później być Jego uczniem. Sama teologia nie wystarczy?

    Zdecydowanie potrzebujemy doświadczenia. Bo o miłości teoretyzować się nie da. Miłosierdzie nie jest tylko słowem. Ono dzieje się w czynie. Dopóki my, jako ludzie Kościoła, jako uczniowie Jezusa, nie zaczniemy robić miłosierdzia, to wszystko pozostanie bezskuteczne. Miłość, miłosierdzie ma sens tylko wtedy, kiedy się dzieje.

    Jak robi je Pan Bóg, a jak robimy je my?

    Podstawowa różnica jest taka, że kiedy Ojciec daje nam miłosierdzie, kiedy postanawia być miłosiernym wobec konkretnego człowieka, to nie myśli o sobie. My często, chcąc nie chcąc, nawet nieświadomie, coś dla siebie próbujemy uszczknąć. Żeby mnie pochwalono, zauważono, podziękowano. Trochę tej chwały, która należy się tylko Bogu, chcemy zachować dla siebie. I to jest nasz podstawowy minus w czynieniu miłosierdzia. Dlatego żeby uczyć się Bożego miłosierdzia, potrzebujemy nieustannie go doświadczać.

    W Roku Miłosierdzia papież ustanowił misjonarzy miłosierdzia. Jakie są Wasze zadania?

    Kiedy pojechałem do Rzymu razem ze swoimi współbraćmi w kapłaństwie, którzy też zostali nominowani do tej posługi, papież wprost powiedział, że naszym głównym zadaniem jest żyć tak, aby miłosierdzie Ojca było w nas widoczne, wręcz dotykalne. Papież bardzo chciał mieć w nas tych, którzy swoim codziennym życiem będą pokazywać, że Ojciec jest miłosierny. Kolejnym zadaniem, które nam zlecił, to niestrudzone głoszenie miłosierdzia w formie rekolekcji, kazań, konferencji… Trzecią sprawą, na której papieżowi bardzo zależało, jest podzielenie się z nami władzą w rozgrzeszaniu z grzechów, których odpuszczanie zarezerwowane jest tylko Stolicy Apostolskiej.

    Otrzymaliście od papieża specjalną stułę.

    Fioletową. Ten kolor stuły towarzyszy każdemu kapłanowi, który siedzi w konfesjonale i spowiada. Szafuje Bożym miłosierdziem. Papież chciał, aby właśnie przez tę stułę misjonarze miłosierdzia czuli między sobą jedność. Aby tę jedność czuli także, a może przede wszystkim, z samym papieżem.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół