Nowy Numer 07/2018 Archiwum

Dłuższe ŚDM

Są z Azji, Europy i Afryki. Po spotkaniu z papieżem zostali w Polsce nieco dłużej. Opowiadają nam o sobie.

tekst i zdjęcia joanna.juroszek@gosc.pl ZKazachstanu, państwa leżącego częściowo w Europie, a częściowo w Azji, do Polski na spotkanie z Franciszkiem przyjechało 156 osób. Podczas Festiwalu Młodych w Mysłowicach 40 z nich, pochodzących z archidiecezji Świętej Marii w Astanie, gościli Ślązacy. Do Polski pielgrzymi przyjechali z naszym misjonarzem ks. Rafałem Larem z Piekar Śląskich. Jak wygląda państwo, w którym zamieszkał śląski kapłan? Jest osiem razy większe od Polski, graniczy z Chinami, Kirgistanem, Turkmenistanem, Uzbekistanem oraz Rosją.

Dawaj z powrotem!

– Krajobraz Kazachstanu jest bardzo zróżnicowany. W części północnej, niedaleko Astany, jest jedyne takie połączenie jakby Beskidów i Mazur. Krąży legenda, że to piękno jest tam z wyroku Boskiego. Potem w zasadzie z każdej strony, przez 2 tys. km, jest równa przestrzeń. To jest kraj przede wszystkim stepowy. Step najpiękniejszy jest wiosną, kiedy kończy się zima i jest pięknie zielony. Jest też pustynia, są jeziora – opisuje ks. Lar. Przed powrotem do swojego kraju młodzi w Katowicach spotkali się z abp. Wiktorem Skworcem. Później troje z nich w Piekarach-Brzozowicach-Kamieniu, rodzinnej parafii ks. Lara, przyjęło sakramenty: bierzmowania i Komunii św. – Tym koronujemy nasz wyjazd – przyznaje ks. Rafał. Mówiący po polsku kleryk drugiego roku Sergiusz Drobyszew z naszym krajem związany jest już od dłuższego czasu. – Kiedy skończyłem szkołę, od razu chciałem iść do seminarium. Ale powiedziałem: „Panie Boże, jestem za młody, nie znam jeszcze życia”. Wyjechałem więc na studia do Polski. Studiowałem politologię w Łodzi przez 4 lata. Ale Pan Bóg powiedział: „Już starczy, dawaj z powrotem!”. Moi rodzice zawsze wiedzieli, że czuję powołanie, ale kiedy pojechałem do Polski, powiedzieli: „Uff… na pewno już nie pójdzie”. A ja wróciłem 4 lata później i powiedziałem, że idę do seminarium. Pogodzili się już z tym, bo wiedzieli, że to Pan Bóg mnie woła, a nie moje ambicje. Tata mi powiedział: „Chciałeś być politykiem – bardzo dobrze, ale to, co wybrałeś, jest najlepsze. Bo prowadzisz ludzi do świętości i sam idziesz tą drogą”. W z rąk abp. seniora Damiana Zimonia Anastazija przyjęła bierzmowanie, Wladislaw i Margarita – Pierwszą Komunię św.

Kluski i kapusta

Margarita wiarę katolicką poznawała, kiedy ks. Lar z Komunią św. jeździł do jej chorego dziadka. Po śmierci dziadka kontakt urwał się na 5 lat. Znajomości odżyły, gdy ks. Lar potrzebował organistki. Dziewczyna gra na tym instrumencie. Tak przybliżyła się do Pana Jezusa i postanowiła przyjąć Komunię św.; ochrzczona została wcześniej, w cerkwi. Wladislaw o Bogu dowiedział się dzięki duszpasterstwie rodzin. Kościół w Kazachstanie, jak przyznaje ks. Lar, przypomina ten z Dziejów Apostolskich: małe wspólnoty dzielące się z potrzebującymi. W Polsce wielu młodych z tego kraju po raz pierwszy zobaczyło potęgę Kościoła powszechnego. Dla wielu z nich była to również podróż śladami swoich polskich przodków. Swój pobyt na Śląsku przedłużyli także młodzi z Zambii i Ugandy. Na ŚDM przyjechali z naszymi śląskimi misjonarzami posługującymi w tych dwóch afrykańskich krajach. Ich przyjazd koordynował ks. Grzegorz Wita, wikariusz biskupi ds. misji. Najpierw podczas Dni w Diecezji zachwycili się Rybnikiem, potem – Krakowem, a na koniec mogli zobaczyć, jak wygląda nasze seminarium. Tam właśnie zamieszkali po zakończeniu Światowych Dni Młodzieży. W tym czasie odwiedzili także redakcję „Gościa”. Z Ugandy na zaproszenie świeckiej misjonarki Moniki Krasoń z Łazisk, która w tym roku skończyła misje w Afryce, przyjechała Brenda Aliga. To pielęgniarka pracująca w sierocińcu św. Judy w Gulu. Ma jedenaścioro rodzeństwa. – Kiedy tylko dowiedziałam się, że przyjadę do Polski, bardzo się ucieszyłam. Tak samo cieszyła się moja rodzina i znajomi. Pytali: „Jak to możliwe, że udało ci się to wszystko załatwić?!”. Na co ja: „Wszystko jest możliwe, wystarczy się modlić” – przyznaje. Zaraz później mówi, czym najbardziej zachwyciła się na Śląsku. To doświadczenie silnej, tradycyjnej rodziny. – W Rybniku pierwszy raz w życiu mieszkałam z pełną rodziną: mama, tata, babcia. To było niesamowite doświadczenie, moi rodzice rozwiedli się wiele lat temu, mieszkam z moim tatą i macochą. Tutaj doświadczyłam czegoś całkowicie innego. Naprawdę wszyscy byli wobec mnie tak bardzo otwarci i życzliwi. Wezmę to z powrotem do Ugandy – dodaje. Chisha Changala do Polski przyjechał z Nabwalya, z Zam- bii, gdzie posługuje ks. Waldemar Potrapeluk, rodem z parafii Hołdunów koło Lędzin. Chisha to nauczyciel przedmiotów technicznych w szkole średniej. – Jestem czwartym dzieckiem, mam trzy starsze i trzy młodsze siostry. Mój ojciec był muzułmaninem, mama – chrześcijanką, ale wszyscy wychowani zostaliśmy w Kościele katolickim, dla mojego taty nie był to problem – wyjaśnia. Bardzo zasmakowała mu nasza kuchnia. Przede wszystkim zaś – wypowiedziane przez niego po polsku – kluski i kapusta, oczywiście modro. Mbili Gift pochodzi z Namalundu w Zambii, gdzie do tej pory posługiwał m.in. ks. Grzegorz Kaput z Rudy Śląskiej-Halemby. Teraz na jego miejsce pojedzie ks. Dawid Lubowiecki z Żor. Mbili jest nauczycielem historii i wiedzy o społeczeństwie. Na Śląsku zaskoczyło go ciepło, z jakim rodziny przyjęły pielgrzymów. – Zachowywali się tak, jakbyśmy byli ich rodzonymi dziećmi. Niesamowite były też reakcje ludzi, których spotykaliśmy po drodze. Stojąc przy swoich domach, częstowali nas wodą, jedzeniem... – opowiada.•

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Reklama

Reklama

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy