• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • Od baroku do Facebooka


    Klaudia Cwołek

    |

    Gość Katowicki 16/2016

    dodane 14.04.2016 00:00

    Bytomski instrument Carla Berschdorfa może zastąpić całą orkiestrę dętą. Jego podstawową rolą jest jednak służba liturgii. Oba te zadania wymagają dobrej kondycji, a ta podupada.

    Liczące 75 lat organy w kościele św. Barbary w Bytomiu czekają na remont. – Jest to największy tego typu instrument na terenie diecezji gliwickiej i jeden z największych na Górnym Śląsku. Najprawdopodobniej są to także ostatnie organy budowane przez Carla Berschdorfa. Posiadają 65 głosów, cztery klawiatury manuałowe i klawiaturę pedałową oraz 13 głosów językowych. Można powiedzieć, że instrument zastępuje orkiestrę dętą – wyjaśnia Marcin Jurczyk, organista parafii. Naciskając kolejne klawisze, wydobywa dźwięki puzonu, kontrapuzonu, trąbki, oboju. 
Problem w tym, że nie wszystko działa tak jak trzeba i możliwości znakomitego dzieła niemieckiej pracowni z Nysy wraz z upływem czasu maleją. Tym samym możemy je bezpowrotnie stracić.


    Błyskotliwe brzmienie


    – Instrument jest nietypowy także dlatego, że utrzymany jest w charakterystycznej stylistyce brzmienia – tzw. „Orgelbewegung”. Jest to styl w budownictwie organowym, który powstał w Niemczech. Chodziło w nim o to, aby po okresie romantyzmu podczas budowy nowych organów przywracać im cechy instrumentów barokowych. I tak w latach międzywojennych nawiązywano do brzmień bardziej błyskotliwych, charakterystycznych dla baroku. Nasze organy reprezentują ten okres – tłumaczy. 
Sposób, w jaki Marcin Jurczyk opowiada o instrumencie, od razu zdradza, że nie jest on dla niego zwykłym narzędziem pracy. Gdy w 2013 roku kończył Akademię Muzyczną w Katowicach, nie przypuszczał, że będzie mu dane na co dzień korzystać z organów, które znał z rodzinnych opowieści. Z parafii św. Barbary w Bytomiu pochodzą jego dziadkowie i rodzice, a on sam – szczęśliwym zrządzeniem Opatrzności – otrzymał tu pracę i mieszkanie. Wraz z żoną zamieszkali blisko kościoła. 
Marcin Jurczyk zastąpił Romualda Dwornika, którego podziwiał. – Myślałem, że co najwyżej będę czasem chodził sobie tutaj na Mszę, by posłuchać, jak gra – opowiada. Tymczasem po niespodziewanej śmierci organisty zajął jego miejsce. W ten sposób rozpoczął nowy ważny rozdział w życiu.


    Pomysł na recital


    Po pierwszym roku grania w kościele św. Barbary, gdy odkrył już wiele usterek wysłużonych organów, w jego głowie zaczęły się rodzić różne pomysły, co zrobić, żeby przywrócić im dawny blask. Wiadomo było, że starzejąca się i niezbyt zamożna parafia nie jest w stanie sama udźwignąć kosztu poważnego remontu. Inspiracją dla młodego organisty stała się postać jednego z jego poprzedników, prof. Ottona Barona.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół