• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • Przekroczyłem próg

    Aleksandra Pietryga

    dodane 03.12.2015 16:00

    Emmanuel? Skąd ta nazwa? Bo kiedy rzuciłem robotę, Bóg nie zostawił mnie samego.

    Świetnie zarabiał, realizował się zawodowo i był prawą ręką szefa. Ale cały czas czuł, że żyje w konflikcie ze swoim sumieniem.

    – W firmie, w której wtedy pracowałem, nie wszystko odbywało się uczciwie – wspomina Czesław Mauer, właściciel Hurtowni Książek Katolickich i Wydawnictwa Emmanuel.

    Było lato 1994 roku. Czesiek wraz z katowicką wspólnotą Emmanuel wyjechał na kilka tygodni do Dursztyna.

    – Dni wyglądały podobnie: praca i modlitwa. Zacząłem się zastanawiać nad swoim życiem i zrozumiałem, że nie mogę dłużej pracować w tej firmie. Pojechałem do szefa i od ręki złożyłem wypowiedzenie. Potem wróciłem i poprosiłem przyjaciół, żeby się ze mną modlili – o światło i rozeznanie, co dalej mam robić. Efektem modlitwy wstawienniczej były głęboki pokój serca i słowa pociechy płynące z Pisma Świętego. Do dzisiaj przechowuję kartki, na których moi znajomi zapisywali te słowa. Był tam między innymi fragment z prologu do Mądrości Syracha o czytaniu i pisaniu ksiąg, aby „Uczniowie dla obcych stali się pożyteczni przez mowy i pisma”...

    I co dalej?

    To były prorocze słowa, z czego Czesiek w tym czasie nie zdawał sobie jeszcze sprawy. Przez trzy miesiące błąkał się bez celu, nie wiedząc, w którym kierunku iść i co dalej robić.

    – Kiedyś ks. Jarek Międzybrodzki, nasz przyjaciel i opiekun wspólnoty, powiedział: „Masz dużo czasu. Jedź ze mną dzisiaj do Lublina”. Już na miejscu poszedłem na KUL pooglądać nowości wydawnicze. Patrzę, a w sklepiku długa kolejka i wszyscy kupują jakąś książkę. Pierwszy wywiad z Janem Pawłem II: „Przekroczyć próg nadziei”. Nie znam pozycji, nie słyszałem o niej, ale myślę sobie, że jak już tu jestem, to kupię całą paczkę tych książek – wspomina Czesiek.

    – Przywiozłem do Katowic i okazało się, że to bestseller. Prawdziwy hicior. Książki rozeszły się jak ciepłe bułki. Następnego dnia pożyczyłem malucha, zabrałem wszystkie oszczędności z domu i z powrotem do Lublina. Załadowałem samochód do pełna książkami i przywiozłem na Śląsk. Stanąłem pod seminarium w Katowicach i od ręki wszystkie sprzedałem. Ja też w jakiś sposób przekroczyłem wtedy próg nadziei – wspomina.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół