• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • Ja się tego bałem

    Aleksandra Pietryga

    |

    Gość Katowicki 27/2015

    dodane 02.07.2015 00:00

    – W Kościele starożytnym bycie biskupem wiązało się automatycznie z męczeńską śmiercią. I dziś, myślę, biskupie namaszczenie związane jest z męczeństwem.

    Kiedy w 1975 roku objął jako proboszcz parafię Mariacką w Katowicach, usłyszał od bp. Herberta Bednorza, że to nominacja tylko na 10 lat. – Powiedział mi: „Jeśli będziesz chciał, po tym czasie możesz przejść na mniejszą parafię” – wspomina abp. Damian Zimoń. – Nastawiłem się na tę mniejszą parafię, a 10 lat później zostałem ordynariuszem diecezji katowickiej...

    O tej biskupiej nominacji zawsze opowiada z rozbrajającą szczerością: „Ja się tego bałem, potem nawet żałowałem, że się na to zgodziłem”. Pierwsze kroki skierował do kontemplacyjnego zakonu sióstr wizytek w Siemianowicach Śląskich. „Pojechałem prosić o modlitwę, bo byłem bezradny, totalnie bezradny...”. –

    Do każdego innego zadania człowiek może się przygotować. A tu nagle mówią: „Proszę, jesteś biskupem” – wyznaje arcybiskup senior. – W Kościele starożytnym bycie biskupem wiązało się właściwie automatycznie z męczeńską śmiercią. I dziś, myślę, to biskupie namaszczenie też w jakiś sposób związane jest z męczeństwem, ciągłym umieraniem dla siebie. Nie na darmo biskup nosi na piersiach krzyż...

    A biskup też na emeryturze?

    Przez swoje kapłańskie życie, a potem całą biskupią posługę starał się być blisko ludzi. Tak jest do dzisiaj. Należy do tych szczęśliwców, którzy najlepiej odpoczywają przy innych. W każdej sytuacji szuka okazji do nawiązania rozmowy czy choćby zamienienia kilku słów. W zmęczeniu nigdy nie ucieka od innych, ale przeciwnie, idzie do nich, sam ich szuka. To rzadka cecha. Ludzie też sami podchodzą do arcybiskupa seniora, szukają okazji do rozmowy. – Kiedy idę ulicą, to nieznajomi, zwłaszcza starsze panie, które kard. Lustiger nazywał „narzeczonymi Pana Boga”, zagadują mnie: „To ksiądz biskup też jest na emeryturze?”. Zaczynamy rozmawiać, dodając sobie otuchy – opowiadał abp. Zimoń w rozmowie z Basią Gruszką-Zych.

    Przyznaje, że emerytura to dobry czas. Cieszy się, że ma więcej czasu na zwyczajne rozmowy i niezobowiązujące spotkania z ludźmi. – Dobrze mi się przeżywa teraz swoje kapłaństwo – przyznaje. – Odeszły trudne obowiązki, związane na przykład z decyzjami personalnymi, ale sakrament święceń pozostał. Zawsze chciałem być przede wszystkim księdzem.

    Na motto posługi biskupiej abp Zimoń wybrał słowa św. Pawła: „Głosimy Chrystusa ukrzyżowanego”. – Byłem przekonany, że biskupstwo bez krzyża jest właściwie niemożliwe – wyznaje. Tłumaczy, że chodzi o przylgnięcie całym sobą nie tylko do krzyża, ale przede wszystkim do Ukrzyżowanego. – Chodzi o to, żeby było jak w scenie ze św. Piotrem, który widząc Pana Jezusa chodzącego po jeziorze, wybiega Mu naprzeciw i idzie po falach, ale natychmiast sobie uświadamia, że to przecież zawieszenie praw natury, wątpi i zaczyna tonąć. Sądzę, że i biskupowi jest potrzebna taka sytuacja tonięcia, żeby na nowo zaczął wzywać Chrystusa i uwierzył.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół