• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • Śląskie orły

    Przemysław Kucharczak

    |

    Gość Katowicki 36/2014

    dodane 04.09.2014 00:00

    Skauting. Katoliccy harcerze na Górnym Śląsku zyskują pełną samodzielność! Zaledwie 3 lata temu utworzyli pierwszy zastęp w archidiecezji katowickiej, a dziś powołują już niezależny 1. Hufiec Śląski Skautów Europy.

    Przybywa ich na Górnym Śląsku w ogromnym tempie – 50 proc. rocznie. Są już w Rybniku, Gliwicach, Zabrzu i Lublińcu. A szykują ekspansję na Katowice, Mikołów, Pszczynę, Bielsko i Żywiec. Skautów Europy w wieku od lat 9 po 50, w mundurach z dumnymi, złotymi orłami Piastów Śląskich naszytymi na ramionach, z fantazyjnie przekrzywionymi beretami na czołach, spotkasz w niedzielę, 14 września, na odpuście u Matki Bożej Uśmiechniętej w Pszowie.

    Kto jest ciekaw rozmowy z nimi, może dołączyć do ich pielgrzymki, która rusza do Pszowa wraz z parafianami z Rydułtów-Radoszów pod Rybnikiem 14 września o godz. 8 rano. Będzie można podejść w drodze do szefów katolickiego harcerstwa. Dotąd Górnoślązaków wspierali przyjaciele ze skautingu z Wrocławia. Dzisiaj w męskiej gałęzi Skautów Europy jest u nas już tylu dorosłych, tworzących wspólnotę szefów, że można założyć niezależny hufiec.

    Żegnaj, maminsynku

    Jeśli ktoś twierdzi, że z Zachodu płynie tylko zepsucie, nie wie, o czym mówi. Jednym z przykładów na to, że bywa inaczej, jest Federacja Skautingu Europejskiego. Zwłaszcza we Francji Skauci Europy to ruch żarliwie katolicki. Jest ich tam ok. 30 tysięcy, a skauting jest zaliczany do ruchów odnowy Kościoła. To właśnie spośród francuskich Skautów Europy pochodzi dziś większość powołań kapłańskich nad Sekwaną. Polscy Skauci Europy to też harcerstwo żarliwie katolickie, z Jezusem na pierwszym miejscu. Młodzi przyjmują tam na całe życie prawdy, których nie przyjęliby od rodziców, bo przekazują im je szczególne autorytety – tylko trochę od nich starsi koledzy i koleżanki. Nastoletni zastępowi codziennie w czasie obozów otwierają z młodszymi kolegami Pismo Święte, uczą ich, jak o przeczytanym fragmencie Biblii rozmawiać. Razem też się modlą. A przy tym wszyscy skauci, od już dorosłych „wędrowników” po dziewięcioletnich wilczków (odpowiednik zuchów z ZHP), przeżywają niesamowitą przygodę. Rodzice harcerzy i wilczków bywają zdumieni, widząc przemianę swoich dzieci po powrocie z pierwszego w życiu obozu. To wyraźne zwłaszcza u chłopców. Za pierwszym razem wyjeżdżają jako wydelikacone maminsynki, zwłaszcza że często to dzieci z tzw. dobrych domów. Wracają wciąż mali, ale już jakoś męscy, pewniejsi swojej siły, niesamowicie samodzielni. Stachowi i Oli z Rydułtów opadły szczęki, kiedy w 2010 roku ich młodszy syn po powrocie z obozu zaczął piec świetne ciastka i naleśniki z bananami, robić leczo i częstować tym wszystkim całą rodzinę. A starszy syn po obozie zaczął robić aż 100 pompek dziennie.

    Miły dyżur w kuchni

    Jakim cudem dzieci w skautingu tak pozytywnie dojrzewają? Bo to harcerstwo w przedwojennym stylu. Tu kadra nie wyręcza młodych w pracy. Sami muszą np. zbudować sobie obóz. Harcerze (czyli skauci w wieku 12–16 lat) budują więc przemyślne domki na drzewach, z podłogą wyplecioną ze sznurków. W budowie obozu uczestniczą nawet jeszcze młodsze od nich wilczki (9–11 lat). – Ci chłopcy nierzadko po raz pierwszy w życiu mają w rękach narzędzia – piłę, siekierę, noże – zauważa Jarosław Głażewski z Mikołowa, który staje na czele 1. Hufca Śląskiego Skautów Europy. Do tej pory prowadził w Rybniku dla najmłodszych chłopaków gromadę wilczków. A wstąpił do skautingu dopiero 4 lata temu, wraz z własnym synem, wtedy wilczkiem, dziś harcerzem. – Żyjemy w czasach, gdy dzieci nie zapoznają się z ostrymi narzędziami w domu rodzinnym. Nie dajemy dziecku noża, żeby sobie niczego nie zrobiło. To jednak wychowanie do bezpieczeństwa w złym sensie – uważa. – Na naszych obozach okazuje się, jaką wielką radością dla małych wilczków potrafi być dyżur w kuchni! Mogą tam samodzielnie porąbać drewno, mogą pokroić jarzyny albo mięso. Czasem pierwszy raz w życiu obierają ziemniaki albo kroją cebulę. I w ciągu tych 4 lat nigdy nie spotkałem się w tym miejscu z jakimś ociąganiem! – dodaje. Jeszcze większym zaskoczeniem, zwłaszcza dla matek, jest to, że ich mali synowie po powrocie z obozu potrafią samodzielnie coś wyprać. – Ponieważ w domach są pralki automatyczne, chłopcy widzą dzisiaj tylko, że kiedy wrzucą brudne rzeczy do kosza, to potem otrzymują wyprasowane na półce. A na obozie mają okazję np. wyprać sobie mundur na niedzielę. Odkrywają, że nawet zmora wszystkich matek, czyli zielone kolana, da się zmyć, trzeba tylko cierpliwości w tarciu – śmieje się Jarosław. Często, zwłaszcza na początku obozu, wilczki twierdzą, że nie mają nic do prania. Opiekunowie każą im wtedy wyprać przynajmniej skarpetki i majtki. Raz jeden z chłopców przyznał się wtedy, że nie umie prać. „To przynieś, co masz brudnego, spróbujemy się nauczyć” – powiedział mu Jarek. – Zobaczyłem wtedy w tym chłopcu fascynację, że potrafi sam coś zrobić. Następnego dnia sam się już pojawił z rzeczami do prania... Spodobało mu się! Odkrył, że potrafi sam przywrócić rzeczy do stanu używalności – wspomina. Chłopcy tutaj mężnieją. Nawet wilczki zaczynają się na obozach kąpać w zimnej wodzie, chociaż często mają do dyspozycji także ciepłą, nagrzaną w słońcu. – Wilczki są jednak prawdziwymi chłopcami, no i w deszczowe dni stwierdzają, że już są umyci. W sumie mają trochę racji. W deszczowe dni mycie jest więc ograniczone – tłumaczy wesoło przyszły hufcowy.

    Blat ze sznurków

    We wrześniu powstaje nie tylko 1. Hufiec Śląski, ale i 1. Drużyna Rybnicka Skautów Europy, bo dotąd rybnickie zastępy miały drużynowego z Wrocławia. Rusza też 2. Gromada Rybnicka, czyli propozycja dla dziewczynek – wilczków w wieku 9–11 lat. Prawdopodobnie powstaną też dwa zastępy dla dziewczyn w wieku 12–16 lat: jeden w Psarach pod Lublińcem, a drugi w Ćwiklicach pod Pszczyną. Chcą je powołać dwie nastolatki – Marysia Gorol i Magda Głażewska, obie od paru lat w skautingu. Właśnie zaczynają szukać dziewczyn chętnych do swoich zastępów. Swoje przyrzeczenia harcerskie Marysia i Magda złożyły w sierpniu pod wieżą Eiffla w Paryżu, w czasie powrotu z Eurojamu, czyli wielkiego spotkania wszystkich Skautów Europy. W tym roku miało ono miejsce w Normandii. Powstanie też Krąg Świętego Józefa z Nazaretu, czyli wspólnota szefów, dorosłych, którzy chcą pełnić służbę w skautingu. – Tworzymy go z potrzeby dorosłych ojców rodzin, którzy chcą stworzyć dla swoich dzieci fajne i bezpieczne środowisko wzrostu. I z potrzeby młodych chłopaków, którzy już wyrośli w skautingu i chcą w tę świetną przygodę wciągnąć młodszych kolegów – mówi Jarosław. Jarek Głażewski należy zre- sztą do pierwszej z grup. Wstąpił do Skautów Europy z synem w 2010 roku, jako 40-latek. Nie miał żadnych wcześniejszych doświadczeń harcerskich. Został jednym z pomocniczych opiekunów w gromadzie wilczków. Okazało się, że skauting wciągnął nie tylko jego synka, ale i tego dorosłego mężczyznę. Jarek najpierw sam nauczył się ciekawych rzeczy, np. umiejętności wyplatania, żeby potem uczyć tego wilczków. Skauci Europy nie używają bowiem gwoździ. Łączą za pomocą sznurka drewniane elementy, np. stelaż pryczy albo stołu, a później wyplatają środek. – Blat stołu wygląda u nas trochę jak hamak, z tą różnicą, że sznurek jest bardzo mocno naciągnięty. Można na nim spokojnie stawiać np. talerze i kubki – mówi Jarek. – Okazało się, że odkrywanie tego świata harcerskiego razem z naszymi dziećmi to jest bardzo fajna przygoda. Jako opiekun starał się z chłopcami być, rozmawiać z nimi i ciągle czymś zajmować. – To po to, żeby nie mieli zbyt dużego pola do brojenia... I żeby nie mieli czasu na myśli, że w lesie jest ciemno, zimno i daleko do mamy... I przez 4 lata nie zdarzyło mi się, żeby rodzice musieli przyjechać na obóz po wilczka z jakiegokolwiek powodu – czy to jego zachowania, czy jego tęsknoty – zauważa. Co jest dziś najbardziej potrzebne harcerstwu katolickiemu do ekspansji? Dorośli gotowi do współpracy! Mężczyźni i kobiety, którzy czują, że chcieliby się w ten ruch zaangażować, a w przyszłości np. przeszczepić Skautów Europy do swojej parafii. Zaproszeni są też duszpasterze, których w skautingu jest wciąż za mało. Jedni i drudzy są bezcenni. Gromad wilczków mogłoby być już dziś o wiele więcej, gdyby nie brak opiekunów. – Pomożemy im. Sami nie jeździmy po parafiach zakładać nowych jednostek, bo one powstaną tylko wtedy, kiedy będą tego chcieli sami tubylcy – zapewnia Jarek.Kontakt: jardrag@gmail.com, 509 504 928

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół