• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • Korona Ziemi z... rozrusznikiem

    Danuta Sowa

    dodane 20.07.2014 11:55

    Piotr Głowacki z Mysłowic i jego rozrusznik zdobywają najwyższe szczyty wszystkich kontynentów.

    Piotr Głowacki z flagą z herbem Mysłowic na McKinley na Alasce, najwyższym szczycie Ameryki Północnej (6194 m.n.p.m.)   Piotr Głowacki z flagą z herbem Mysłowic na McKinley na Alasce, najwyższym szczycie Ameryki Północnej (6194 m.n.p.m.) Archiwum Piotra Głowackiego Mysłowiczanin Piotr Głowacki ma pseudonim (od lat szkolnych) Faraon, bo jest z rodu „tych” Głowackich „od Prusa”. Na co dzień jest inżynierem, z pasji podróżnikiem i alpinistą, uczestnikiem wielu wypraw na najwyższe szczyty świata, miłośnikiem żeglowania. Realizuje swoje marzenia, choć od kilkunastu lat ma... wszczepiony rozrusznik serca.

    Wylot z lotniska na Alasce w stronę masywu McKinley   Wylot z lotniska na Alasce w stronę masywu McKinley Archiwum Piotra Głowackiego To małe urządzenie miało go zatrzymać, miało spowolnić jego tempo życia, ale – na szczęście -tak się nie stało. Myślał, że ze stymulatorem nic już nie zdziała, że wszystko się dla niego skończyło, że będzie już tylko rencistą, a aktywność fizyczna będzie polegała na włożeniu kapci i odpoczynku w domu przed telewizorem. Nic bardziej błędnego w przypadku „Faraona”, czyli pana Piotra. Udowodnił, że życie z rozrusznikiem to nie egzystencja. To wciąż pełne życie, nawet na bardzo wysokich obrotach.

    Piotr Głowacki pracuje, żegluje, wspina się, jeździ na motocyklu i podróżuje po świecie. A najważniejsze, że zachęca innych do aktywności. Na swoim przykładzie pokazuje, że rozrusznik to tylko „urządzenie”, które nie powinno uprzykrzyć życia.

    Stworzył i realizuje projekt „Korona Ziemi z Rozrusznikiem”, w ramach którego zdobywa najwyższe szczyty poszczególnych kontynentów. Projekt ma na celu zbudowanie programu aktywizacji pacjentów po wszczepieniu rozrusznika serca.

    Piotr od 1995 roku żyje ze stymulatorem pracy serca. Nie lekceważy swojego zdrowia, ale nie obawia się wspinaczki, przy zachowaniu, oczywiście, respektu i szacunku wobec gór. Góry i wspinaczkę kocha od swoich czasów harcerskich, kiedy to próbował swoich sił na skałkach. Później jeździł na wyprawy z żoną, z dłuższą przerwą, gdy zatrzymały ich sprawy rodzinne, czyli wychowanie dzieci.

    Piotr Głowacki przed swoim domem w Mysłowicach   Piotr Głowacki przed swoim domem w Mysłowicach Danuta Sowa /Foto Gość W Koronie Ziemi jest 9 szczytów, do zdobycia pozostało mu jeszcze sześć. W ramach projektu zdobył już Kilimandżaro w Afryce, Elbrus na Kaukazie i McKinley w Ameryce Północnej. Wchodził też na Aconcaguę w Ameryce Południowej, ale doszedł tylko do 5500 metrów.

    Stamtąd musiał zawrócić z powodów zdrowotnych. Nie do końca udana była wyprawa na Mount Blanc, gdzie przed szczytem pogoda pokrzyżowała jego plany. Tę próbę ma nadzieję ponowić jeszcze w te wakacje.

    A potem - w planach jest wejście na najwyższy szczyt Ziemi, czyli Mount Everest.

    Każdą wyprawą Piotr pokazuje, że życie z rozrusznikiem serca nie musi oznaczać ograniczeń w podejmowaniu wyzwań. Owszem, miał chwile załamania i zwątpienia, ale nie poddał się. Idzie przed siebie, bo ma cel, bo chce, bo to kocha. Przed nim jeszcze wiele wypraw i wiele wyzwań, ma przecież dopiero 51 lat.

    Piotr Głowacki jest magistrem inżynierem mechanikiem, absolwentem AGH w Krakowie, pracuje w swojej firmie. Jest też społecznikiem, wiceprezesem Klubu Wysokogórskiego w Katowicach, którego celem jest m.in. prowadzenie i rozwijanie działalności alpinistycznej.

    Działa w radzie Fundacji Wspierania Alpinizmu Polskiego im. Jerzego Kukuczki. Jest wiceprezesem Stowarzyszenia „Chałupa Chemików”, które prowadzi schronisko w Beskidzie Żywieckim.
     

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół