• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • Pożegnanie „lekko chorego kolegi”

    Przemysław Kucharczak

    |

    Gość Katowicki 28/2014

    dodane 10.07.2014 00:00

    Klaudiusz Głombik, 46-letni dziennikarz Radia Piekary, został 2 lipca pochowany w Katowicach.

    Przed laty pracował też w rozgłośni archidiecezji katowickiej – Radiu Plus Katowice i Radiu eM. Był laureatem nagrody wydawców katolickich Mały Feniks. Otrzymał ją w 2011 roku za promowanie w mediach książki katolickiej. Przez całe swoje zawodowe życie biegał z mikrofonem po Śląsku i nagrywał o nim audycje. Sprawiał wrażenie, że jest wszędzie, gdzie tylko coś się dzieje – czy to w samorządowej polityce, czy w ekologii, czy w Kościele. Muszymy coś nagrać Po pogrzebie przyjaciele przywoływali związane z nim anegdoty.

    – Był do bólu szczery. Kiedy w jednej z diecezji województwa śląskiego zmienił się biskup, Klaudiusz wysłuchał jego bardzo długiej konferencji prasowej. A po niej podszedł i powiedział: „Księże biskupie, muszymy coś nagrać, bo z tych dwóch godzin sie nic nie nadowo” – wspominali. Ksiądz, który 2 lipca przewodniczył Mszy św. pogrzebowej, wspominał audycje „Misyjne drogi”, w których występowali m.in. oblaci z jego parafii na Koszutce w Katowicach. Tego wysokiego, chudego dziennikarza w grubych „brylach” prawie co niedzielę można było spotkać właśnie w tym kościele na Mszy św. o godz. 21. W Radiu Piekary Klaudiusz wyprodukował i zrealizował m.in. prawie tysiąc odcinków programu publicystycznego „Kalejdoskop Śląski”, cieszącego się sporą słuchalnością. Był autorem magazynu popularnonaukowego „Laboratorium” przy współpracy UŚ, przygotowywał też niedzielne audycje „Z życia parafii”.

    Znali go chyba wszyscy, którzy prowadzili na Śląsku jakąś publiczną działalność. Ksiądz Krystian Kukowka, były dyrektor Księgarni św. Jacka, wspominał na pogrzebie, że Klaudiusz „czekał cierpliwie do końca z tym swoim mikrofonem”, aż przewalą się spieszący się inni radiowcy, a dopiero później podchodził i zaczynał rozmowę. I zwykle ta rozmowa trwała długo. O zmaganiu się z chorobą nowotworową, która go dopadła, niewiele mówił. – Miesiąc temu napisał: „Może odwiedzisz w szpitalu lekko chorego kolegę?”. I w ten sposób po raz ostatni ze mnie zażartował – wspominał jeden z uczestników pogrzebu. Zmęczenie – też tak mam Czas, w którym toczył swoją walkę z rakiem, reporter najwyraźniej dobrze wykorzystał. Ślady, które o tym świadczą, pozostawił w internecie, na swoim profilu facebookowym. 4 lutego napisał: „Jezu, jak tu nudno, większość przynudza polityką, a reszta koniecznie chce się z kimś powadzić. LUDZIE, CZY WY NIE WIDZICIE, ŻE ŻYCIE WAM UMYKA PRZEZ PALCE!”. Kiedy ktoś żartował, że lekarze podpisujący deklarację wiary będą wypisywać teraz na receptach „Zdrowaś Maryjo ¥ 2 przed posiłkiem, Msza św. w dni nieparzyste, woda święcona 3 krople do herbaty”, skomentował to w sposób zaskakujący i rozbrajający: „A może tak oprócz np. inhibitora pompy protonowej, który właśnie dostałem, byłby różaniec – ja się bym nie pogniewał...”.

    Udostępnił wpis o tym, że nie wstydzi się Boga. 12 maja cytował fragment starożytnego kodeksu Psuedo-Bazylego „Jak zostać świętym?”. Dzień później wkleił kolejne zdania z tego kodeksu: „Cokolwiek zamierzasz uczynić, najpierw myśl o Bogu. Pilnie badaj, czy to, co zamierzasz, jest zgodne z Jego wolą, a jeśli jest właściwe przed Bogiem, czyń to. Jeśli jednak uznasz za przeciwne, wyrzuć ze swej duszy” (Pseudo-Bazyli). 7 czerwca udostępnił „Modlitwę człowieka zmęczonego życiem” ze swoim komentarzem: „Zmęczenie, też tak mam”. W tej modlitwie są słowa: „Panie, wstając dziś rano, powiedziałem sobie, że będzie tak samo jak w inne dni. I rzeczywiście, było tak samo. Pojechałem tym samym metrem jak co dzień, przeczytałem takie same obłudne rozważania w prasie na temat niezmieniającej się sytuacji międzynarodowej. Wszedłem po tych samych nijakich schodach i na biurku zastałem takie same dokumenty do przejrzenia – dokumenty, które nie zmieniają się od teraz już blisko dziesięciu lat. Dziewczyna w centrali była ta sama, tak jak kierownik działu personalnego. Miny mieli takie jak co dzień, jak każdego dnia, kiedy nie oczekuje się niczego specjalnie nowego. W południe zjadłem to samo, co zwykle w poniedziałek. Potem wróciłem do biura i pracowałem do szóstej. Przed chwilą przyszedłem do domu i powiedziałem sobie, że jutro będę musiał znowu robić to samo. Panie, jestem tym wszystkim zmęczony. Marzyłem o czymś innym. Marzyłem, że kiedyś będę prowadził życie aktywne, ruchliwe, pełne wrażeń i niespodzianek (...). Panie, pozwól mi w ten wieczór wyrazić to moje znużenie, to pragnienie ucieczki. Komu to powiem, jeśli nie Tobie?”. Do świata, który jest piękniejszy niż marzenia i w którym nie ma już zmęczenia, Klaudiusz Głombik odszedł 29 czerwca.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół