• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • Nie rozeszli się po świecie

    Przemysław Kucharczak


    |

    Gość Katowicki 24/2014

    dodane 12.06.2014 00:00

    Wielkie przenosiny. Plac pod kościół w Nowych Nieboczowach, w których zamieszkają przesiedleńcy znad Odry, pobłogosławił abp Wiktor Skworc.


    Do tej wsi przeprowadzą się mieszkańcy nadodrzańskiej wsi Nieboczowy, która ma się znaleźć na dnie budowanego zbiornika Racibórz Dolny. W tej samej gminie Lubomia, wśród pięknych pól na południe od Syryni, nieboczowianie wznoszą już kilkadziesiąt domów. Nie ma tu jeszcze prądu ani wody (zostaną doprowadzone za ponad rok), więc zbudowali studnie i uruchomili agregaty prądotwórcze. Wzniesione już ściany z czerwonych pustaków są widoczne z daleka.


    Nie przeganiej teścia


    W ten sposób kończy się dobrze historia walki tych ludzi o swoją wieś. Żądali oni od państwa odtworzenia Nieboczów w nowym miejscu, z kościołem i cmentarzem. Z początku zdawało się, że są sami przeciwko całemu światu. Urzędnicy latami ich zwodzili, a w części mediów ukazywały się o nich nieprzychylne opinie. Wielu irytowało się, że nieboczowianie w ogóle stawiają jakieś żądania, zamiast wziąć odszkodowania i natychmiast znad Odry
się wynosić.


    – Jak by my byli sobie obojętni, to by my wziyni ta kupka pieniędzy i sie kaj indzi wybudowali. Ale my chcieli zrobić coś dla następnych pokoleń, żeby wiedziały, skąd pochodzą – mówi Barbara Mazurek z Nieboczów, nauczycielka katechezy w szkole specjalnej w Raciborzu. – Żeby wiedziały, że ich przodkowie byli silni. I kochali swoja ojczyzna tak mocno, że sie nie rozeszli po świecie, yno chcieli dalij tworzyć ta wspólnota.
Antoni Mandera, który z żoną Aliną wznosi dom w Nowych Nieboczowach przy ul. Rzecznej, dodaje: – No i chodziło o to, żeby ze swoim na własnej piersi wyhodowanym wrogiem dalej być razem, jak to ujął Pawlak w „Samych swoich” – śmieje się. – Jeśli sąsiad nie ma studni, biere woda z naszej. Som my ze sobą zgrani.
Nieboczowianie nawzajem pilnują sobie też tych budowanych domów. – Ostatnio dzwoniłech do sąsiada: „Daniel, ktoś ci koło placu chodzi”. A on: „Ja, to jest mój teść, nie przeganiej go” – śmieje się Antoni. – Pańsko skoda też widzymy piyrszy roz, już my chcieli dzwonić do innego sąsiada.


    Park i wyspa


    Nowe Nieboczowy są bardzo sensownie zaplanowane. Mają tu być dwa boiska. Na mniejszym latem będzie można zagrać np. w siatkówkę plażową, a zimą będzie zamieniane na lodowisko.


    Przez środek nowej wsi płynie potok z czystą wodą. Zostanie on spiętrzony małą tamą, żeby powstało płytkie rozlewisko. Latem będzie można tu moczyć nogi. Powstanie też wyspa, a na niej altana, przy której mieszkańcy będą mogli wspólnie grillować. A wzdłuż strumienia zostanie urządzony park ze ścieżkami pieszo-rowerowymi. Szczegóły takie, jak rozmieszczenie placów zabaw, siłowni na wolnym powietrzu czy sposób urządzenia rynku (np. fontanna i amfiteatr ze sceną), będą dopiero uzgadniane z mieszkańcami. Przy rynku – według nowej koncepcji, do której nieboczowianie dopiero się odniosą – powstaną remiza strażacka i długi, szeregowy dom z 12 mieszkaniami. Zamieszkają w nim ci, którzy nie chcieli budować sami. – Na razie działki kupiły tutaj
44 rodziny. Jest też 12 chętnych rodzin albo samotnych osób na mieszkania w tym wspólnym budynku. W sumie to do 200 ludzi – mówi wójt Lubomi Czesław Burek.


    Kilku kolejnych właścicieli domów z Nieboczów, którzy nie zgodzili się na przyjęcie odszkodowań, czeka jeszcze, aż wojewoda wyznaczy im tu działki zamienne. No i wkrótce ruszy przetarg na sprzedaż pierwszych 25 działek ludziom spoza Nieboczów. – Szacujemy, że na całym obszarze nowej wsi będzie mogło zamieszkać do tysiąca osób – mówi wójt.

    
Wielu mieszkańców Nieboczów wzięło jednak odszkodowania i wybudowało domy w zupełnie innych miejscowościach. Dlaczego? Bo urzędnicy Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej z początku tak przeciągali sprawę projektowania nowej wsi, że wielu ludzi przestało wierzyć, że to w ogóle się uda. – Szkoda – kiwa głową Barbara Mazurek.


    Z największą energią, wbrew całemu światu, walczył o Nowe Nieboczowy jej ojciec Lucjan Wendelberger, poprzedni sołtys. Kiedy na horyzoncie pojawił się szczęśliwy finał, w grudniu 2011 roku zmarł. Był w sprawie tych przenosin trochę jak Mojżesz. – Wierza, że tata teroz za nami oręduje. W zeszłym roku jakieś umowy w sprawie budowy kościoła były podpisywane akurat w rocznica jego śmierci. A kościół jest dla tej wspólnoty nojważniejszy, bo Kościół jest w ogóle fundamentym naszego życia – mówi Barbara.


    Mazurkowie budują dom, w którym osobne mieszkanie będzie mieć mama Basi. Będzie w nim też pokój dla wujka księdza, o. Maksymiliana Wendelbergera ze zgromadzenia oblatów. – Ujek Maks bydzie mógł dzięki temu zawsze wracać do swojego domu rodzinnego – mówi Barbara.


    Ocalili część tożsamości


    Nowy kościół św. Józefa ma tu powstać do końca 2015 roku. – Pani Werka Janoszek godo, że dalij bydzie w nim kwiotki ukłodać. A Gienia i Heniek Cuberowie chcą ufundować przy swojej parceli kapliczka, w kerej mogłaby zostać umieszczono drewniano rzeźba św. Józefa z jeszcze starszego nieboczowskiego kościoła, kery stoi dzisiej w skansenie w Chorzowie – mówi Basia.


    – Życzyłbym każdemu księdzu takich odpowiedzialnych parafian. Czuje się, że to jest ich kościół – komentuje ks. Mariusz Pacwa, proboszcz. – W Nieboczowach zostało dzisiaj tylko 295 parafian, a do kościoła przychodzi ich 320... A intencji na rok jest aż 500 – mówi.


    Nowy kościół będzie budowany z pieniędzy z odszkodowania za stary kościół, przy finansowym udziale Banku Światowego. Abp Wiktor Skworc pobłogosławił 3 czerwca plac pod jego budowę. – Wasza determinacja spowodowała, że powstają tu Nowe Nieboczowy i została uratowana część waszej ojcowizny, waszej tożsamości – powiedział do kilkudziesięciu zgromadzonych nieboczowian. – Daliście też przykład, że przed sprawami prywatnymi mają pierwszeństwo sprawy społeczne. Dzięki temu zostanie zapewnione bezpieczeństwo wielu mieszkańców doliny Odry. Wykazaliście się wobec nich zrozumieniem. To był oczywiście pewien proces, który dobrze się kończy. Będą tu cmentarz, kościół, rynek, wasze piękne domy. To jest wasza nowa ojcowizna, do której przenieśliście się dla dobra społecznego. Pozostaje mi wykonać znak Bożego błogosławieństwa nad waszą pracą, nad terenem pod budowę kościoła i nad Nowymi Nieboczowami, które teraz wokół nas pięknie rosną – powiedział im, zanim sięgnął po wodę święconą.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół