• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • Kult Wielkiego Niczego

    Franciszek Kucharczak

    dodane 05.06.2014 13:30

    Żeby coś sensownego stworzyć, trzeba mieć koncepcję. Do zepsucia wystarczy antykoncepcja.

    Kojarzycie Państwo Wenus z Willendorfu? To taka kamienna figurka licząca sobie jakieś 22 tysiące lat. Przedstawia kobietę o obfitych kształtach z mocno podkreślonymi atrybutami kobiecej płodności. Bo też prawdopodobnie rzeźba ta miała związek z kultem płodności. Podobnych figurek znalazło się więcej, a wszystkie świadczą o jednym – płodność zawsze miała dla ludzi pierwszoplanowe znaczenie. Kult płodności występował we wszystkich kulturach, a brak możliwości posiadania potomstwa zawsze uchodził za wielkie nieszczęście.

    A czego to dowodzi? A tego, że ludzkość zawsze instynktownie wiedziała, co jest dla niej ważne. Płodność jest wielkim darem Bożym – to było dla każdego oczywiste. Aż do połowy XX wieku. A potem nastąpiło coś dziwnego – kult płodności (w każdej postaci) ustąpił kultowi niepłodności. Wraz z wejściem w użytek środków antykoncepcyjnych syte społeczeństwa przestały mówić o płodności, a zaczęły mówić o seksie. Już nie chodziło o życie, zaczęło chodzić o wyżycie. W centrum stanęła przyjemność, a nie cel, dla którego ona zaistniała. W końcu – co za nonsens – sama przyjemność stała się celem. A to tak, jakby celem jedzenia było jedzenie, celem patrzenia patrzenie, a chodzenia chodzenie. Właśnie taki absurd zafundowała nam mentalność antykoncepcyjna. To policzek dla zdrowego rozsądku, który mówi, że seks jest po to, żeby były dzieci.

    Halo! Czy to dla kogoś nie jest jasne? Czy ktoś uważa, że seks zaistniał w innym celu niż po to, żeby były dzieci? No dobrze – jedność małżonków, owszem – ale to cel wtórny. Bez zamysłu Boga, jakim jest spłodzenie dzieci, nie byłoby także małżonków. Po co ludzie mieliby się dobierać w pary osób skonstruowanych odmiennie, jeśli nie po to, aby móc stać się rodzicami? Gdyby nie to, nie bylibyśmy przecież odmiennie skonstruowani! Skoro więc jako kobiety i mężczyźni jesteśmy tak różni od siebie, że aż różnie zbudowani, różnie myślący, różnie reagujący, a różnice te istnieją właśnie dla możliwości spłodzenia potomstwa, to znaczy, że ta sprawa jest w porządku natury bardzo ważna. Ważniejsza nawet niż utrzymanie się Platformy Obywatelskiej u steru władzy. Gdyby nie chodziło o dzieci, nie odczuwalibyśmy żadnego pociągu do płci przeciwnej, bo nie byłoby płci przeciwnej.

    To aż wstyd takie oczywiste rzeczy pisać, ale dziś najoczywistsze rzeczy stały się herezją tego świata. Dziś, wedle standardów nowoczesnej seksedukacji, seks jest po to, żeby dzieci nie było. To się w niektórych krajach wtłacza w głowy małolatom już niemal od becika: odpowiedzialny człowiek to ten, który uprawia seks „bezpieczny”. To znaczy wykluczający możliwość zajścia w ciążę. Możesz robić wszystko, co przyniesie ci przyjemność, ale w żadnym przypadku nie może być z tego dziecka. Owszem, jak będziesz już duży, zrobisz karierę, zaspokoisz ambicje, to możesz sobie nawet zorganizować dziecko. Na in vitro są teraz takie promocje...

    Nic dziwnego, że wskutek takiego myślenia w krajach „cywilizowanych” więcej trzeba trumien niż wózków dziecięcych. To obłęd o tak wielkiej skali, że wytłumaczenie ekonomiczne tu nie wystarcza. Ekonomiści potrafią liczyć i wiedzą, że jeśli nie będzie wielu dzieci, zarabianie niebawem się skończy. Na gejach długo się nie uciągnie.

    Czym więc wytłumaczyć to wariactwo? Cóż, dla chrześcijanina powinno to być czytelne: myślenie antykoncepcyjne ma korzenie demoniczne. To diabeł jest w pierwszym rzędzie zainteresowany śmiercią i nicością. On niczego nie tworzy, jest wrogiem jakiejkolwiek twórczości. On robi dziury w tym, co powinno być całe, ale że z niego mistrz pozorów, toteż sprzedaje ten brak czegoś jako „coś”. Na przykład jako „prawo człowieka” albo ochronę przed dyskryminacją kobiet. A że każde nowe dziecko to wyraźny dowód stwórczej mocy Boga, toteż każde poczęcie jest klęską Złego. On nienawidzi poczęć bardziej niż czegokolwiek innego. Już on dobrze pamięta, że właśnie przez to, iż pewna Kobieta poczęła Dziecko, urodziła je i wychowała, jego klęska została przesądzona. I chyba tylko diabelską zawiścią da się wytłumaczyć narastający genderowy obłęd. Trudno wskazać jakiekolwiek korzyści, jakie miałoby to komukolwiek przynieść. Łatwo za to zauważyć, że jest to  bezpośredni cios w rodzinę, czyli w gniazdo, w którym rodzi się i wzrasta życie.

    Czemu jednak – zapyta ktoś – akurat cywilizacja Zachodu z takim zapałem podcina gałąź, na której siedzi? Pewnie dlatego, że postchrześcijańskie społeczeństwa, zdradziwszy Chrystusa, nie mają żadnego systemu odpornościowego. Do myślenia ludzi, którzy wyparli się swojego Zbawiciela, może się przyczepić dokładnie wszystko. Kupią każde diabelstwo, dadzą sobie wmówić największą bzdurę, byle tylko sprawić demonom satysfakcję i przyśpieszyć własny koniec.

    Jeśli jesteśmy ludźmi Chrystusa, nie możemy mieć z tym nic wspólnego. Jesteśmy ludźmi twórczości.

    Więc – żadnej antykoncepcji. Żadnej.

     

    Tekst ukazał się w specjalnym wydaniu „Gościa Niedzielnego” na pielgrzymkę mężczyzn do Piekar.

    «« | « | 1 | » | »»

    Zobacz także

    • t-dębski
      22.06.2014 18:25
      problem tkwi w tym że ludzie mają teraz wybór,
      można miec 10 dzieci mozna nie miec wogóle,
      i mozliwosc wyboru wyjątkowo niektórych boli(nie rozumiem dlaczego).
      Jezeli wierzysz w swojego boga rozmnażaj się ile chcesz(albo on chce) ale czemu chcecie zmuszać do tego innych???
    • H.L.
      22.06.2014 21:51
      Moja prababcia miała trzynaścioro dzieci. Po szóstym straciła praktycznie wszystkie zęby i włosy. Przy 13. zmarła. Widać, wypełniła swój obowiązek, rodząc ile zdołała, lecz zostawiając dzieci bez opieki i oczywiście pozbawiając się życia w wieku niespełna 40 lat. Mój dziadek jako dziecko wychowywał się bez matki. I cóż, nie dziwię się, że uważa antykoncepcję za dobry wynalazek. To niestety prawdziwa historia, a z czasów gdy "jakże przeklęta" antykoncepcja nie była powszechna, na pewno nie jedyny przypadek. Czy autor zdaje sobie sprawę ponadto z tego, że np. w XVII wieku na polskiej wsi, powszechnie akceptowane było pozostawianie "nadmiarowych" dzieci (czyli takich, których rodzina nie była w stanie wykarmić), zaraz po urodzeniu na strychu (gdzie oczywiście umierało z powodu zaniedbania)? I często nie było to 10. dziecko, a 4. czy 5. Owszem, można by powiedzieć że współżycie w małżeństwie nie jest konieczne... Jednak to dowodzi, że autor nie ma jakiekolwiek wykształcenia w zakresie seksuologii i/lub chociaż psychologii. Śmiem wątpić, że nie pokusił się o przeczytanie choćby jednej pozycji uznawanej przez międzynarodowe środowiska naukowe. Pragnę tutaj dodać, że wiedza Naukowa, nieważne jak niewygodnej prawdy by nie przedstawiała, jest Wartościowa. Choć podejrzewam, że autor zapewne stwierdzi, że wiedza jest groźna :-) i dalej będzie tworzyć nieobiektywne i nienaukowe teksty oparte na własnych preferencjach.
    • viator
      23.06.2014 10:28
      "A to tak, jakby celem jedzenia było jedzenie, celem patrzenia patrzenie, a chodzenia chodzenie."

      Hmm, czyż spacerowanie nie jest "chodzeniem dla chodzenia"? Wszak nogi mamy po to - idąc tropem redaktora Kucharczaka - by gdzieś dojść. Tymczasem w spacerowaniu sama przyjemność chodzenia stała się głównym celem. Idźmy dalej, spójrzmy na osoby biegające w parkach, lasach itd. Przecież to bieganie dla samego biegania! Czy to jest "cel pierwotny" biegania?
      Albo pływanie. Człowiek nauczył się pływać po to by przebyć wpław jakąś rzekę. A teraz budujemy sztuczne baseny po to, by pływać dla samego pływania. Czy i to nie jest nonsensem, panie redaktorze?
    • Marcin
      23.06.2014 16:11
      Uwielbiam taką retorykę: antykoncepcja=szatan=gender=homoseksualizm=zamach na ludzkość. Antykoncepcja była, jest i będzie niezbędna. Nasze życie nie ogranicza się tylko do wydawania potomstwa. Jeżeli autor tak myśli, to uważam, że sprzeciwia się całemu Kościołowi. Jezus nie miał dzieci. Księża (przynajmniej większość, nie jest to przytyk w stronę kleru, po prostu faktem jest, że niektórzy księża mają dzieci) też nie mają dzieci. Idąc logiką autora, cały Kościół jest kultem szatana.
      Poza tym, nie wiem jak można łączyć ze sobą temat antykoncepcji i gender. To są dwie, zupełnie różne rzeczy i tylko osoby, które nie posiadają wystarczających informacji na ten temat, nie są w stanie tego dostrzec. W gender chodzi o to, że kobieta powinna mieć prawo do spełniania się w typowo męskich rolach w społeczeństwie, tak jak mężczyzna w rolach typowo kobiecych. Jak można doszukiwać się ataku na cywilizację w tym, że na przykład mężczyzna bierze urlop wychowawczy i zostaje z dziećmi w domu, kiedy kobieta zarabia pieniądze lub kiedy to mężczyzna zostaje kosmetyczką, a kobieta pracuje w kopalni. Każdy powinien mieć prawo robić to co chce, bez względu na to, jak oceniane były dane czynności na przestrzeni wieków.
      Co do tego straszliwego i bezbożnego "bezpiecznego" seksu: żyjemy w czasach, kiedy seks nie jest już tematem tabu, więc edukacja seksualna powinna być czymś normalnym. Moim zdaniem dużo lepsze jest stosowanie antykoncepcji, żeby móc później zapewnić dla dziecka odpowiednie warunki, niż zupełne potępienie tych środków, co powoduje to, że rodzicami zostają szesnastolatkowie, zupełnie niegotowi na macierzyństwo. Co więcej, to normalne, że w małżeństwie ludzie uprawiają seks (to jest zgodne nawet z Kościołem). Jak więc mają uchronić się od notorycznego zachodzenia kobiet w ciążę? Nie sądzę, że dobrym wyjściem jest tworzenie rodzin wielodzietnych (zwłaszcza przy niskim poziomie życia), ani wstrzemięźliwość seksualna.
      Tak na koniec: gdyby Jezus powrócił w dzisiejszych czasach, to śmiem wątpić, że byłby przeciwny używania na przykład prezerwatyw. Musimy pamiętać, że nie służą one tylko antykoncepcji, ale również zapobieganiu rozprzestrzeniania się wielu chorób.
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół