• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • Biskup na eksport

    Aleksandra Pietryga

    |

    Gość Katowicki 02/2014

    dodane 09.01.2014 00:00

    Ksiądz rektor szedł seminaryjnym korytarzem, nagle przystawał przed klerykiem i rzucał: „Człowieku, co jest?”.

    Wbrew pozorom nie było to stresujące stawianie do raportu, tylko autentyczna troska o alumna, chęć towarzyszenia mu w tej konkretnej chwili. Ksiądz Szymecki potrafił słuchać – wspomina ks. Marek Szkudło, wikariusz biskupi ds. stałej formacji kapłanów. Arcybiskup Stanisław Szymecki, emerytowany metropolita białostocki, urodził się 26 stycznia 1924 roku w Katowicach. Kiedy miał 7 lat, jego rodzina wyemigrowała za chlebem do Francji.

    Stanisław kształcił się najpierw w niższym seminarium duchownym w Brive, a następnie przygotowywał się do kapłaństwa w wyższych seminariach duchownych (m.in. w Polskim Seminarium Duchownym w Paryżu). Święcenia diakonatu miał szczęście przyjąć z rąk ówczesnego nuncjusza apostolskiego we Francji abp. Angelo Giuseppe Roncallego, późniejszego papieża Jana XXIII. 3 lipca 1947 roku w Paryżu przyjął święcenia kapłańskie. Do Polski przyjechał w 1948 roku, na apel bp. Stanisława Adamskiego. Przez 8 lat był jego sekretarzem i kapelanem, towarzysząc mu również na wygnaniu z diecezji. Francja pozostała jego wielką miłością i również tęsknotą. Na dłuższy czas wracał do niej dwukrotnie: w latach 1959–1961 studiował w Instytucie Katolickim w Paryżu, uzyskując stopień doktora teologii fundamentalnej, a w latach 1980–1981 pełnił funkcję wicerektora Polskiej Misji Katolickiej.

    – Zachwycał mnie pięknem języka francuskiego – wspomina rektora seminarium, a jednocześnie swojego opiekuna rocznika ks. Stanisław Puchała, emerytowany proboszcz parafii katedralnej w Katowicach. – Jego życie i wychowanie we Francji zaowocowało innym spojrzeniem na kapłaństwo i cały Kościół niż to, do którego byliśmy przyzwyczajeni w Polsce; intuicją duszpasterską, którą dziś nazywamy nową ewangelizacją; odwagą i zaufaniem, na przykład do mnie, młodego kleryka, gdy wyrażał zgodę na moje zaangażowanie w duszpasterstwo akademickie.

    Ksiądz Szkudło jest jednym z kapłanów archidiecezji, którzy swoją formację seminaryjną przeżywali pod okiem abp. Szymeckiego, ówczesnego rektora Wyższego Śląskiego Seminarium Duchownego. Funkcję tę sprawował od 1968 roku przez kolejne 10 lat. Z rozmów z ówczesnymi alumnami, dziś statecznymi proboszczami, wyłania się obraz dobrego człowieka o niezwykle bystrym umyśle, szerokiej perspektywie myślenia i głębokiej duchowości. – Wieczorami widywało się go w kaplicy na kolanach, nierzadko gasił w niej światło – przypomina sobie ks. Szkudło.

    Ksiądz Roman Grabowski, proboszcz par. Narodzenia NMP w Golasowicach, po święceniach w 1978 roku trafił spod skrzydeł księdza rektora Szymeckiego wprost w jego proboszczowskie ramiona. – Ks. Szymecki marzył o wyjeździe do Francji, o duszpasterstwie wśród tamtejszej Polonii – zdradza ks. Grabowski. Dekret na proboszcza parafii św. Wojciecha w Mikołowie przyjął, jak mówił, z posłuszeństwa biskupowi. Przez lata uczył kleryków tej postawy, teraz sam zdał z niej egzamin. A mikołowska parafia była wymagająca dla duszpasterzy. 20-tysięczna rzesza wiernych, liczne grupy parafialne, wiele Mszy, spotkań. Proboszcz szybko wszedł w rytm pracy, okazał się dobrym gospodarzem, administratorem. – Przede wszystkim zaś kapłanem – dodaje ks. Grabowski. – Nie zrzucał wszystkich obowiązków na wikarych, sam wstawał wcześnie, żeby spowiadać, odprawiać ranne Msze. Kiedy wracaliśmy wieczorami z katechezy na probostwo, schodził do nas, pytał, jak minął dzień, czy nie zmarzliśmy, czy jesteśmy głodni.

    W 1981 roku został mianowany biskupem diecezji kieleckiej, a w 1993 – arcybiskupem metropolitą białostockim. Urząd ten pełnił aż do zwolnienia z tej funkcji i przejścia na emeryturę w 2000 roku. W archidiecezji białostockiej metropolita abp Szymecki swoją osobowością oraz otwartością zaskarbił sobie szacunek i sympatię diecezjan. – Rewelacyjny szef – ocenia s. Letancja Kupniewska, która pracowała jako jego sekretarka. – Dzięki niemu miałam szczęście być w Ziemi Świętej. Na miejscu ksiądz arcybiskup, widząc, że nic nie kupuję, bo nie mam za co, wyciągnął 100 dolarów i mówi: „Niech siostra sobie kupi coś do jedzenia albo jakieś pamiątki dla współsióstr”. Abp Szymecki dostrzega takie rzeczy, pomaga, wysłucha, ma czas. Jest przy tym autentyczny, dlatego lubią go młodzi, którzy chętnie przychodzili na spotkania z nim. – Każde spotkanie z ludźmi, oficjalne i nieoficjalne, ksiądz arcybiskup zaczynał od słowa „dziękuję” – mówi ks. Jarosław Grzegorczyk, dyrektor Wydziału Duszpasterskiego w Białymstoku, były kapelan abp. Szymeckiego. – Dla mnie jest przykładem siły i niezłomnej wiary.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół