• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • Pani ministra nam tłumaczy

    Franciszek Kucharczak

    dodane 13.12.2013 14:10

    Agnieszka Kozłowska-Rajewicz chce rzetelności w kwestii gender. We Francji też to przerabiali, zanim się ocknęli.

    Portal Tomasza Lisa „NaTemat” zamieścił tekst pod tytułem „Agnieszka Kozłowska-Rajewicz tłumaczy, czym jest «gender»”. Bo podobno gender jest czymś innym niż jest. My go źle rozumiemy. Albo w ogóle nie rozumiemy. Tylko, takie pytanie, jak to jest, że tego nie rozumiemy? I dlaczego państwo wpaja dzieciom coś, czego nawet nie wytłumaczyło rodzicom? A jeśliby nawet wytłumaczyło, to wypadałoby jeszcze chyba zapytać, czy rodzicom się to podoba, prawda?

    Zanim jednak ktoś taki jak Agnieszka Kozłowska-Rajewicz zacznie nam tłumaczyć, czym jest gender, powinien – w imię rzetelności, na jaką się powołuje – wytłumaczyć, kim jest Agnieszka Kozłowska-Rajewicz. Otóż ta pani, jako pełnomocniczka rządu ds. równego traktowania, opowiedziała się za seksedukacją, która dla wielu ludzi, a już na pewno dla każdego katolika, oznacza deprawację. Jak w czerwcu alarmowała Fundacji Mamy i Taty, „dzieci mają wysłuchiwać opowieści o związkach homoseksualnych, mają być uczone akceptacji dla różnych, w tym także dewiacyjnych, form seksualności, indoktrynowane tzw. prawem do aborcji”. Działanie „równościowe” minister Rajewicz polegało np. na objęciu patronatem publikacji dla nauczycieli pt. „Lekcja Równości”, wydanej przez Kampanię Przeciw Homofobii. W ten sposób zaangażowała autorytet państwa w promowanie „rzetelnej wiedzy”, polegającej na mitach, kolportowanych przez Roberta Biedronia (tak, tego posła, który przyznał publicznie: „w moim przypadku boląca pupa to znaczy, że było dobrze”). Przykład „rzetelności” z tamtej polecanej nauczycielom pozycji? Proszę bardzo: „w społeczeństwie około 8% osób to osoby o nieheteroseksualnej orientacji seksualnej (geje, lesbijki, osoby biseksualne)”. Takie rzeczy (i wiele innych), dawno już skompromitowane, propaguje pani minister, i oczekuje, że jej łaskawe „wytłumaczenie” czym jest gender, zamyka sprawę.

    Nie zamyka. Przeciwnie – pokazuje, z jaką arogancją jesteśmy traktowani. Z jaką bezczelnością sekskomanda wyciągają ręce po nasze dzieci, i jeszcze mają pretensje, że im za to nie bijemy czołem. Wystarczy spojrzeć na pierwszą stronę piątkowej „Wyborczej”. Duży tytuł: „Nowa edukacja seksualna”. I podtytuł: „Według MEN połowa klasy będzie się uczyła, jak nakładać prezerwatywę, a połowa – że antykoncepcja to grzech. Czy doprowadzimy do segregacji obyczajowej w szkole?”.

    Otóż nie doprowadzimy, jeśli nie pozwolimy deprawatorom niszczyć moralnie naszych dzieci. Bo próby takiego niszczenia są teraz podejmowane z całą siłą i bezczelnością.

    Dobrym przykładem tej bezczelności jest sprawa Rybnika, w którym rodzice ośmielili się sprzeciwić genderowej indoktrynacji ich dzieci w przedszkolu (przeczytaj tekst Gender? Bunt rodziców).

    Od tamtej pory niemal co dnia czytam w „postępowych” gazetach biadolenie, że wciąż trwa tam „ciemnogród” (ciekawe, skąd dziennikarze, używający tego pełnego szacunku dla ludzi terminu, mają miernik ciemnogrodztwa?). Bo ludzie tam jakoś nie chcą przyjąć „wytłumaczeń”, czym jest gender. I nawet jakoś nie przejmują się medialnym darciem szat nad takim „terrorem”, że ktoś tam rozrzucił ulotki z napisem: „Stop homoterrorowi – chłopak, dziewczyna, normalna rodzina”. I użył tam znaczka „zakaz pedałowania”, przedstawiającego zarys dogadzających sobie dwóch panów.

    Być może to prowokacja, ale nawet jeśli tak, to jaka w tym nieprawda? Właśnie tym chwalił się poseł Biedroń, wiecie?

    Nieważne zresztą – Rybnik jest pozytywnym przykładem, że potężna machina propagandowa nie zdoła ludziom przewrócić w głowach, jeśli ludzie są konsekwentni. I jeśli mają oczy otwarte. Wystarczy, że porównają to, co u nas się próbuje zrobić, z tym, co na Zachodzie już się zrobiło.

    A propos: już teraz zapowiadam, że 10 stycznia 2014 r. o godzinie 18.00 w kościele św. Teresy w Rybniku-Chwałowicach wystąpi Bertrand Bisch, Francuz, który opowie o tym, jak podstępna propaganda genderowa doprowadziła Francję do miejsca, w jakim jest teraz. Łatwo zauważyć, że w Polsce robi się dokładnie to samo. No chyba że się wierzy pani ministrze od równości.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    • Absolwent
      17.12.2013 17:22
      To ja się pytam kto utrzymuje "naukowcow" badajacych problematyke gender?

      Oczywiscie, ze panstwo (bo gender to wladza i pieniadze), bo na wolnym rynku tacy "naukowcy" nie maja racji bytu. Ich badaniami mozna sobie tyłek podetrzec. Żadna prywatna firma (taka , która nie ma aspiracji quasi-politycznych) nie bedzie zainteresowana "odkryciami" gender.
      Kazdy glupek wie, ze generalnie sprzedaz, kapitalizm oparty jest na predyspozycjach biologicznych, ktore sa uwypiklane na potrzebny marketingowe (teledyski,reklamy kosmetyków, ciuchy), bo to sie po prostu sprzedaje.

      Podobnie jest z marksizmem, wystarczy sie przejsc na jakikolwiek wydział nauk spolecznych na panstwowy uniwerek i odwiedzic biblioteke, zeby stwierdzic, ze 80-90% prac naukowych to zwykła makulatura nie nadajaca sie nawet na horrory S-F o jakiś dziwacznych komunistycznych utopiach. Jest to relikt poprzedniej epoki, podobnie bedzie z gender
    • hub381
      18.12.2013 16:53
      Pytam po co ? I na co komu potrzebne te wywody na temat GENDER ?
      Uważam,że najlepiej podsumował to niejaki<+Antek>.Nie wdając się w dysputy ale szczerze !
      A to co zaszło w Chwałowicach to propaganda m.innymi miejscowego plebana !
      Szczęść Boże !
    • Demonolog63
      18.12.2013 19:25
      Przeciwnicy gender w ideologicznym zacietrzewieniu dezinformują o nauczaniu Kościoła na temat płci i płciowości. Nie w obronie prawdy, a tradycyjnego ładu społecznego. To droga pod prąd kierunkowi wyznaczanemu przez ostatnich papieży.

      „Feminizm raczej nie cieszył się sympatią polskich hierarchów, którzy zwykli sprowadzać jego postulaty do kwestii aborcji, antykoncepcji, niewygodnej kwestii przemocy w rodzinie i kapłaństwa kobiet” – pisze w najnowszym numerze „Tygodnika Powszechnego” Małgorzata Bilska.

      Krytycy ‘ideologii gender’ nie tylko ignorują problem dyskryminacji kobiet, bez której gender nie ma racji bytu. Mylnie łączą termin z pornografią, prostytucją i... pedofilią, co przerzuca odpowiedzialność z księży na tajemniczą mafię genderystów’ – pisze Bilska.

      Wieloletnie zaniedbania, lekceważenie tematyki spowodowało, że dzisiaj brak kościelnych ekspertów z prawdziwego zdarzenia. Wypowiadają się teologowie, moraliści, prawnicy, specjaliści od spraw rodziny. Trudno oprzeć się wrażeniu, że bardziej ceniony jest radykalizm poglądów niż kompetencje.

      Biskupi nie muszą znać się na gender. Powinni jednak pamiętać nauczanie Kościoła o kobietach - podkreśla Bilska.
    • Do demonologa
      18.12.2013 19:49
      O jakiej dyskryminacji mowisz?

      Wystarczy poszukać troche popracować, zeby sie doweidzieć, ze nie ma zadnej dyskryminacji kobiet, gejów, mniejszosci narodowcych i go jeszcze tam chcesz.

      Nie rozumiem dlaczego biskupi maja sie odnosic do czegos czego nie ma...
      No chyba, ze za miarodajna ocene dla calego wszechswiata uznamy poglady Bierdonia, Grodzkiej i Szczuki.

      Słowa p.Bilskiej można skwitować prafrazujac pewien cytat:
      "Dobrze jest mysleć w taki sposob jak chce Bilska ponieważ takie rzeczy moga sie kiedys wydarzyc, chociaz nigdy wczesniej nie miały miejsca"

      Czyli wymyslimy sobie potrzebe Psychologiczna (konsyumencka) a pozniej ja zapokoimy.
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół