• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • Many, many problems

    Marta Sudnik-Paluch


    |

    Gość Katowicki 28/2013

    dodane 11.07.2013 00:00

    - Swojski chop, kery chce nom pomóc - tak młodzież Nikiszowca scharakteryzowała prof. Philipa Zimbardo.


    Wszystko zaczęło się dość nieoczekiwanie. – Śmiejemy się, że połączyło nas przeznaczenie – nasz skrót to FIL, a do profesora znajomi również zwracają się Phil – uśmiecha się Waldemar Jan, prezes stowarzyszenia Fabryka Inicjatyw Lokalnych.
W pewien grudniowy poranek w siedzibie stowarzyszenia zadzwonił telefon. – Dzwonił przedstawiciel Uniwersytetu Śląskiego z pytaniem, czy możemy profesorowi Zimbardo, który akurat miał w Katowicach wykłady, pokazać Nikiszowiec – wspomina Anna Skiba z FIL.

    Dziewczyny pracujące w stowarzyszeniu wpadły w lekką panikę, ponieważ w biurze panował rozgardiasz. Zaczęły się gorączkowe poszukiwania mieszkańca osiedla, który mógłby gościowi coś opowiedzieć po angielsku. Okazało się, że sławny prof. Zimbardo jest szalenie miłym starszym panem, który żywo zainteresował się działalnością FIL. – Rozmawialiśmy o zajęciach, które organizujemy dla młodzieży, i o aktywizacji lokalnej społeczności. W pewnym momencie profesor wyciągnął z kieszeni wizytówkę, na której napisał, że jeżeli uda nam się znaleźć odpowiedni lokal, on zobowiązuje się ufundować do niego zestaw do karaoke – wspomina A. Skiba. Wizytówka i zdjęcie dokumentujące tamtą chwilę do dziś są przechowywane przez członków stowarzyszenia.


    Rozpoczęły się poszukiwania lokalu. – Wszędzie, gdzie się zgłaszaliśmy, okazywało się, że przychodzimy o dwa lub trzy dni za późno, że właśnie tę powierzchnię przyznano komuś innemu – relacjonuje A. Skiba. Jednocześnie władze UŚ zapewniały stowarzyszenie, że deklaracja prof. Zimbardo jest jak najbardziej obowiązująca. Uczelnia również zobligowała się do pomocy. – Zbliżał się termin kolejnej wizyty profesora, a my ciągle nie mieliśmy lokalu. Właściwie straciliśmy już nadzieję, że nam się uda. Był nawet taki roboczy pomysł, że zainaugurujemy działalność Zimbardo Youth Center u nas w siedzibie, a później, jak znajdzie się lokal, przeprowadzimy się. W ostatniej chwili otrzymaliśmy informację, że zwolnił się lokal przy pl. Wyzwolenia – mówi A. Skiba.


    Lokalizacja do ostatnich chwil nie była pewna. Członkowie stowarzyszenia zdawali sobie sprawę, że przystąpienie do przetargu na komercyjnych warunkach jest poza ich zasięgiem. – Postanowiliśmy przedstawić profil naszej działalności zarządowi spółdzielni i przedstawicielom kopalni „Wieczorek”, do której spółdzielnia należy. Nasza inicjatywa jest działalnością społeczną, niekomercyjną. Pomagał nam w tym jeden z mieszkańców Nikiszowca – wspomina A. Skiba. Cel udało się osiągnąć. Niestety, w lokalu potrzebny jest generalny remont. – Wcześniej mieścił się tam salon gier i tak naprawdę tajemnicą pozostaje, co tak naprawdę się tu działo. Śmialiśmy się z prof. Zimbardo, że łączy nas „mafia” – jego rodzina pochodzi z Sycylii – mówi W. Jan.


    Prof. Zimbardo był pod wrażeniem uporu członków FIL, którzy mimo – jak to określił – „many, many problems” osiągnęli cel. Obecnie trwa poszukiwanie sponsorów, którzy wspomogą remont pomieszczeń. – Zgłosiła się już nasza młodzież, chętna do pomocy. Ale oni nie są w stanie przeprowadzić prac budowlanych. Na pewno się przyłączą do malowania i sprzątania. My także będziemy się angażować w remont – zapewnia Anna Rogowska z FIL.


    Zimbardo Youth Center będzie wyjątkowe jeszcze z jednego powodu – ma stanowić wzór dla placówek, które powstaną na całym świecie. – To ma być takie bezpieczne miejsce, w którym młodzież znajdzie swój kąt. Chodzi o to, by – mimo wykorzystania lokalnych symboli i tradycji – mechanizm działania sprawdzał się pod każdą szerokością geograficzną. Dostaliśmy prezent w postaci „marki Zimbardo” i teraz czeka nas ciężka praca – ocenia W. Jan.


    Członkowie FIL, przygotowując Centrum Młodzieżowe, postanowili sprawdzić, czy rzeczywiście brakuje miejsc, w których młodzi ludzie mogą przebywać we wspólnym gronie. To, co zobaczyli w terenie, przerosło ich najgorsze obawy. – Oględnie mówiąc, nie chciałbym, żeby w którymkolwiek z tych miejsc przebywało moje dziecko – mówi A. Skiba. 
– Trzeba jednak podkreślić, że takie problemy nie dotyczą tylko społeczności kojarzonych jako biedne czy dysfunkcyjne. Problem braku miejsca spotkań może odnosić się także do tych osiedli czy dzielnic, które powszechnie uważane są za dobrze funkcjonujące – zaznacza W. Jan.


    Jak zwracają uwagę przedstawiciele FIL, chodzi nie tylko o organizowanie zajęć pozaszkolnych w budynku szkoły. Celem jest stworzenie relacji, która zaowocuje np. troską o własne otoczenie. – Obecnie staramy się taki kontakt budować. Proponujemy młodzieży kreatywne spędzanie czasu. Pierwszym efektem naszych działań była akcja zachęcająca do sprzątania psich kup. Chodzi po prostu o włączenie się w życie lokalnej społeczności, zbudowanie poczucia, że jest się za nie odpowiedzialnym – wyjaśnia A. Skiba.


    Centrum Zimbardo to na razie odrapane drzwi i kolorowe plakaty, które przysłaniają proszące się o remont wnętrze. – Teraz koszty remontu najbardziej spędzają nam sen z powiek. Liczymy na przychylność sponsorów – przyznaje szczerze W. Jan.


    Centra dla herosów


    Prof. Philip Zimbardo (ur. 1933) – psycholog, autor „eksperymentu więziennego”. Jak sam przyznaje, początkowo był zwolennikiem teorii zatrutego jabłka – impulsu, który demoralizuje społeczność. Obecnie w swoich badaniach i obserwacjach życia społecznego kładzie nacisk na znaczenie heroizmu dnia codziennego.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół