• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • Zapalał ludzi

    ks. Tomasz Jaklewicz

    |

    Gość Katowicki 27/2013

    dodane 04.07.2013 00:00

    80 księży w koncelebrze i pszowska bazylika szczelnie wypełniona tymi, którzy przyszli go pożegnać. Pogrzeb pokazał, kim był Tadeusz. Dobry, Boży człowiek, pełen ciepła i troski o innych.

    Mszy przewodniczył jego syn ks. Wojciech, wyświęcony rok temu, kazanie głosił jego brat ks. Andrzej, proboszcz z Zabrza, na cmentarzu żegnał go jego szwagier, ks. prof. Jerzy Szymik. Atak serca powalił Tadka w drodze do kościoła w niedzielę 2 czerwca. Jak zawsze śpieszył, aby posługiwać przy ołtarzu jako nadzwyczajny szafarz Komunii św. Upadł tuż obok przejeżdżającej karetki pogotowia.

    Natychmiastowa reanimacja. Z bazyliki zdążył jeszcze wybiec proboszcz ks. Józef Fronczek, który udzielił mu absolucji, namaszczenia i towarzyszył modlitwą aż do momentu, gdy zabrano go do szpitala w Raciborzu. Tam lekarze walczyli o jego życie długich 20 dni. Otoczyła go w tych dniach modlitwa rodziny, licznych przyjaciół z Ruchu Focolari, pszowskiej grupy „Poco”, Ruchu Światło–Życie, środowiska, wielu księży. Umarł w sobotę 22 czerwca, w Godzinie Miłosierdzia. Po ludzku zdecydowanie za wcześnie. Wyrwany nagle, bez ostrzeżenia, z życia tak pełnego życia. Bo Tadka wszędzie było pełno. Lubił ludzi, cieszył się nimi, interesował ich życiem, gotowy pomóc o każdej porze dnia i nocy. Skoncentrowany na tym, aby między ludźmi płonęło „ognisko” (wł. focolare). Pracował z niepełnosprawnymi. W tym kierunku się wykształcił i była to dla niego więcej niż praca. Będzie go strasznie brakowało. Żonie Bożence, córce Marysi, synom Michałowi i Wojtkowi, jego rodzicom, czwórce rodzeństwa z rodzinami, teściowej, szwagrowi... i tylu, tylu innym. Tadek miał dar błyskawicznego zaprzyjaźniania się z ludźmi, skracania dystansu. Człowiek miał wrażenie, że zna go od zawsze. Dlatego w czwartek 27 czerwca w Pszowie tak wielu ocierało łzy. Widać Bóg chciał go mieć już u siebie, może potrzebują tam takiego animatora. Płakaliśmy, ale był nad nami uśmiech Pszowskiej Madonny, który przypominał, że rozstanie jest przejściowe. Tadku, dziękuję z serca w imieniu swoim i wielu innych.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół