• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • Jego duch tu będzie

    Marta Sudnik-Paluch

    |

    Gość Katowicki 27/2013

    dodane 04.07.2013 00:00

    „Zmartwychwstanie daje nadzieję. Zapowiada moje zmartwychwstanie. To nadzieja, że nie wszystek umrę. Pozostanie we mnie to, co niezniszczalne” – to słowa Jacentego Jędrusika, którego w czwartek pożegnali bliscy i przyjaciele.

    Nie ma przesady w stwierdzeniu, że Jacentym Jędrusikiem stał chorzowski Teatr Rozrywki. On był jedną z twarzy, które – obok Marii Meyer czy Andrzeja Kowalczyka – przyciągały widzów, dawały gwarancję warsztatu aktorskiego. Jego rola w „Sweeney Toddzie”, choć karkołomna, była warta uwagi. Zresztą na deskach chorzowskiej sceny stworzył wiele niezapomnianych kreacji: Lejzora Wolfa w „Skrzypku na dachu”, Perona w „Evicie” czy Maksa Białystoka w „Producentach”.

    Jacenty Jędrusik był laureatem trzech Złotych Masek: za Diabła w „Panu Twardowskim”, Konferansjera – Generała Haiga w „Rozkosznej wojnie” i Mistrza Ceremonii w „Cabarecie” (specjalna Złota Maska im. red. Barbary Sośnierz). W 2000 roku odebrał Nagrodę Prezydenta Chorzowa w dziedzinie kultury. W grudniu 2012 r. otrzymał złotą honorową odznakę „Zasłużony dla województwa śląskiego”. – Choć nie zobaczą go już państwo na scenie, my postaramy się, aby jego duch pozostał z nami, za sceną w garderobie – powiedział Dariusz Miłkowski, dyrektor Teatru Rozrywki. Jacenty Jędrusik dał się poznać nie tylko jako niezwykły aktor, ale również jako zaangażowany parafianin. – „Kiedy czytam pasję – wzruszam się. Nie można wobec takiego Słowa zachować dystansu. W »Jesus Christ Superstar« występuję w roli Heroda. Gdy przychodzi scena ubiczowania Jezusa, trudno mi zachować taką twarz i postawę, jaka powinna cechować tę postać, zdecydowanie negatywną. Przecież tu chodzi o Chrystusa!” – mówił nam. – Byłeś człowiekiem mądrym, ponieważ w tym swoim pierwszym etapie życia, gdzie było nam dane ciebie poznać, szukałeś tego, co najważniejsze. W tej wspólnocie parafialnej szukałeś Boga. Często pod chórem, na chórze, a potem u stopni ołtarza, kiedy rodzinnie, z małżonką i synem, przystępowałeś do Komunii świętej. Pokazałeś światu, jaki ważny jest Pan Bóg. Jacenty, przyjacielu, ten, kto ciebie spotkał, spotkał nie tyle mędrola, co człowieka wielkiego serca – powiedział ks. Marek Noras podczas uroczystości pogrzebowych. Odbyły się one w kościele parafialnym aktora pw. Podwyższenia Krzyża i Matki Bożej Uzdrowienia Chorych w Katowicach, na os. Tysiąclecia.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół