GN 20/2018 Archiwum

Od koryta do Boga

Wielu nie wzięło alkoholu do ust od kilkunastu lat. Spotkali się 10 marca w Rybniku- -Chwałowicach.

Okazją był jubileusz 20-lecia Śląskich Dni Skupienia i Modlitwy dla Trzeźwiejących Alkoholików i Ich Rodzin. Krzysztof opowiadał, jak siedem lat temu w ciemnym pokoju, przed pustą ścianą, błagał Boga, w którego istnienie nawet nie wierzył, żeby przyszedł i wyciągnął go z bagna alkoholizmu. Wkrótce trafił na Dni Skupienia do Chwałowic. – Byłem po raz pierwszy w życiu nie tylko na rekolekcjach, ale w ogóle na spotkaniu związanym z wiarą – mówił do tłumu ludzi na niedzielnej Mszy świętej.

Od siedmiu lat nie pije. Doświadczył, że wzięcie krzyża Chrystusa... przynosi radość. – Myślę, że nic dobrego nie było ze mnie przez te 20 lat, kiedy piłem. Teraz mogę być choć trochę dobry dla mojej żony, moich dzieci, moich współpracowników i dla samego siebie – mówił, a ludzie w kościele w Chwałowicach bili brawo. Na Śląskie Dni Skupienia przyjeżdżają górnicy, stolarze, lekarze, inżynierowie górnictwa, piekarze... Ludzie wszystkich zawodów. Wszyscy dotknęli dna i doświadczyli Bożego miłosierdzia, a teraz nawzajem się wspierają. Wiele na temat relacji z Bogiem od tych fantastycznych ludzi mogą się nauczyć też ci chrześcijanie, którzy sami dotąd nie mieli problemów z alkoholem. Trzeźwiejący alkoholicy zastrzegali jednak, że wcale nie są pewni siebie i jutrzejszego dnia. – Żona mnie pyta: „Czemu się nie wpiszesz do księgi trzeźwości? Przecież ty już 12 lat nie pijesz”. A ja na to: „Nie wpiszę się, bo ja muszę żyć dzisiejszym dniem. Dzisiaj jestem trzeźwy”. Mimo 12 lat trzeźwości nie mam gwarancji, że jutro nie będę leżał do góry kołami... A obietnic składać nie chcę, bo dawniej za dużo razy je złamałem – tłumaczył jeden z mężczyzn. Jedno ze świadectw wygłosił Zbigniew. – Kiedyś moja Asia mie zostawiła, pojechała z dziećmi do Wisły. Mało żech w te dni jod. Jak żech szoł drogom naprany, moi rodzice odwrócili ody mie wzrok. Prziszła mi wtedy myśl: „Po co jo w ogóle żyja? Całe życie sprawiom kłopoty”. Przipomnioł mi się mój zakład poprawczy. To było taki użalani się nad sobą – wspominał Zbigniew. – Odkręciłech gaz, łeb prawie już żech mioł w piekarniku. Co mie powstrzimało, to chyba nawet nie strach, ale... smród. Pootwierołech okna i zaczonech się modlić: „Panie Boże, pomóż mi się zmiynić!”. 10 minut potym żech wypił płyn do golynio... Pomyślołech, że Pon Bóg jest, ale dlo tych babć, co dziynnie rzykajom [modlą się] i taki som świynte. A mie, myślołech, Pon Bóg nie chce pomóc, bo na to nie zasługuja – wspomina. Ta zatruta myśl przez następne lata oddalała go od Boga. Jednak z drugiej strony coś dobrego w jego życiu też zaczęło się dziać. Zaczął sporadycznie chodzić do spowiedzi. Nadal jednak czuł się gorszy od innych. W 1994 roku zajrzał na chwałowickie Dni Skupienia. – Tak z ciekawości, ni że na rekolekcje, ale że tu się alkoholicy spotykali. I tu, w Chwałowicach, zaczon się mój powrót do Boga. Nigdy nie zapomna spowiedzi, kiero odbyła się nie w konfesjonale, ale w izbie – mówił. Tłumaczył, że jest przygłuchy, co go wcześniej usztywniało: zawsze miał wtedy obawy, że ludzie wokół konfesjonału słyszą jego rozmowę z księdzem. Spowiedź w Chwałowicach w niecodziennej atmosferze go jednak odblokowała. – Późnij na innych rekolekcjach jedyn ksiądz spowiadoł nawet w moim maluchu – śmieje się Zbigniew. – Jo jest cały czas w drodze do Boga. Ale tu, w Chwałowicach, to sie zaczło. Już się tak nie boja, już się nie czuja gorszy. Moi życie to jest powrót syna marnotrawnego. Jo ida od tego koryta do Pana Boga – mówi.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma