• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • Bilans strat

    Przemysław Kucharczak

    |

    Gość Katowicki 06/2013

    dodane 07.02.2013 00:00

    Rozbiórka uszkodzonego przez ogień stropu kościoła św. Jana Chrzciciela jest zakończona. Teraz czas na odbudowę.

    Trwa praca nad projektem, trzeba będzie też poczekać na pozwolenia budowlane – mówi ks. Ambroży Siemianowski, proboszcz. Co trzeba zrobić? – Nie tylko nowy strop, więźbę i pokrycie dachu, bo do kościoła w czasie gaszenia wlały się też hektolitry wody. Nie wiemy, jak to zalanie przeżyły organy. Są teraz zdemontowane. Wszystkie głośniki poszły, woda wylatywała ze wzmacniaczy, jak je wyciągaliśmy. Żyrandole poleciały, bo spaliły się linki, na których wisiały. Mieliśmy drewnianą boazerię. Nie wiemy, co będzie z posadzką. Straż pożarna pompowała wodę z kościoła, a wtedy był mróz – zaczyna wyliczać proboszcz. Biegły nakazał też wzmocnić ocalałe mury kościoła wieńcem żelbetowym. Prace ruszą wiosną.

    W ocalonej chrzcielnicy

    Do pożaru dachu kościoła w Orzeszu-Jaśkowicach doszło 14 stycznia. – Nagle o 21.26 (ta godzina mi się zapisała w telefonie) dzwoni sąsiadka, że w kościele chyba komin się pali. Ja do okna: rzeczywiście! Tymczasem już ktoś dzwonił do drzwi domofonem, bo przejeżdżał drogą i zauważył – wspomina proboszcz straszną noc. – Emerytowany strażak Marek Borowski zjawił się natychmiast, zawiadomił zawodową straż. Przybiegli kościelny i organista. Pan Marek z kościelnymi zajęli się organizacją ratowania wyposażenia kościoła – parafianie wynieśli figury, ornaty, księgi liturgiczne... Jestem pełen podziwu dla tych ludzi. Młodzież, wszyscy ze łzami w oczach ratowali, co się dało. Od razu w nocy przyjechał też do nas arcybiskup – relacjonuje. Pierwszą czynnością, jaką wykonał proboszcz po wejściu do kościoła, było wyniesienie Najświętszego Sakramentu. Wnętrze było już wtedy rozświetlone poświatą przez lufciki na stropie. Jej źródłem były buszujące wyżej płomienie. – Nie lubię do tego wracać ani oglądać zdjęć z pożaru. Czułem się wtedy, jakby mi ktoś bliski odchodził, umierał. Byłem podłamany, jakby mi się życie kończyło. Ale... Do Szefa, przed Najświętszy Sakrament! I trzeba się zbierać – mówi. Ciało Pańskie pozostało w Jaśkowicach, w kaplicy cmentarnej. Jest w tabernakulum, które dotąd było używane w ciemnicy w Wielki Czwartek. Kaplica mieści najwyżej 100 ludzi. W niedziele parafianie zbierają się więc na Mszy św. w sali Miejskiego Ośrodka Kultury. W kaplicy cmentarnej stoi też chrzcielnica, którą parafianie wynieśli z płonącego kościoła. 27 stycznia przyjęły przy niej chrzest dwie nowe małe parafianki z Jaśkowic – Kinga i Karolina.

    Wieża jak komin

    Pożar uszkodził też w kościele ścianę ołtarzową oraz wieżę. – Wieża w czasie pożaru zaczęła w pewnym momencie pracować jak komin. Elektronika, żaluzje – to wszystko jest w niej do wymiany. Nie wiemy, w jakim stanie są dzwony. Na szczęście, wydaje się, że witraże w kościele przetrwały w dobrym stanie – ocenia ks. Siemianowski. Co było przyczyną pożaru? Proboszcz podejrzewa komin, bo to w jego sąsiedztwie na dachu wybuchły płomienie. – Pewności jednak nie mamy. Kominiarze badali komin po pożarze i stwierdzili, że zapalenia sadzy w nim nie było. Zresztą u nas dwa razy w roku na dachu siedział kominiarz i ten komin pucował. Piec z pompami i sterownikami oraz instalacja c.o. są nowe, zamontowane w maju 2011 roku. Elektryka też nie zawiniła. W górnej części kościoła była świeżo wymieniona, ale tam, gdzie zauważyliśmy ogień, nie biegły żadne przewody. Jest za to pęknięcie na kominie na wysokości więźby, choć – według strażaków – mogło też powstać przy gaszeniu. Czekamy więc na ekspertyzę biegłego – mówi proboszcz. Nowe dach i strop będą kosztować ok. 500 tys. zł. Co najmniej drugie tyle pochłonie likwidacja szkód wyrządzonych przez wodę. Parafia nie jest duża – liczy 2,5 tys. wiernych. – Ale my już teraz dziękujemy każdej parafii, która przekazała nam pomoc. Zbiórkę dla nas organizują też dwie grupy pielgrzymkowe, które u nas, w Jaśkowicach, nocują w drodze do Częstochowy – jedna z Cieszyna i Strumienia, druga – z Zaolzia (to Polacy z Republiki Czeskiej) – mówi ks. Siemianowski. – No i dziękujemy za wpłaty na konto. Pojedyncze kwoty wpływają nawet z Warszawy i Wrocławia, a z Katowic czy Rybnika jest bardzo dużo.

    Jak pomóc?

    Datki na odbudowę: Parafia Narodzenia św. Jana Chrzciciela, ul. Wolności 20, 43-100 Orzesze, ING Bank Śląski nr 89 1050 1399 1000 0090 3013 6270.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół