• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • Spłacił dług, czeka na eksmisję

    Marta Sudnik-Paluch

    |

    Gość Katowicki 03/2013

    dodane 17.01.2013 00:00

    – Wszystko zostawiłem Panu Jezusowi. Skoro mnie tu zostawił samego, ma w tym jakiś cel... – zastanawia się Jacek Ligoń.

    Skromne, malutkie mieszkanko na dolnym os. Tysiąclecia. Niczym nie wyróżnia się spośród innych, zagubionych w plątani- nie korytarzy. Jacek Ligoń wprowadził się tu w latach 70. ub. wieku. Wtedy pracował w Hucie Baildon. – Blisko było do pracy, wygodnie. W sam raz dla kawalera – mówi. Niestety, lada dzień może być zmuszony do przeprowadzki.

    Życzenia od Karlika

    Jacek Ligoń ma 73 lata. Miły starszy pan. „Z tych” Ligoniów. Jest prawnukiem Juliusza Ligonia, śląskiego działacza społecznego, i bratankiem Stanisława, dyrektora Radia Katowice, autora audycji „U Karlika gra muzyka”. Aż dziw, że żyje właściwie zapomniany. – Kiedy Karlik zmarł, jego córki zaproponowały mojemu ojcu, żebyśmy się przeprowadzili do Katowic i wprowadzili do jego mieszkania. Tata codziennie dojeżdżał z Mikołowa do pracy, więc było mu wygodniej – wspo- mina. Niestety, z jego pamięcią jest coraz gorzej, co jest konsekwencją wylewu, który przeżył w 2009 r. Od tego czasu ma problem z zapamiętywaniem wydarzeń, zwłaszcza tych ostatnich. Jednak wspomnienia są ciągle żywe. Wśród setek fotografii znajduje się również bilecik imieninowy. Z odręcznie pisanymi życzeniami przesłał go Stanisław Ligoń siostrze Jacka – Bronisławie. – Tak, to od Karlika – potwierdza, gładząc dłonią kartkę, i zatapia się we wspomnieniach. Chwilę później z pasją opowiada o tym, jak w mieszkaniu urządził drukarnię bibuły. – Tu powstawały ulotki kolportowane po Katowicach, a może i po całym Śląsku – mówi. Za to zresztą był w więzieniu. – Jak pan wpadł? – pytam. – Proszę pani, tu się roiło od kapusiów. Nigdy nie było wiadomo, komu można zaufać – odpowiada. – Kiedy zaczęliśmy się Jackiem zajmować, jego stan był bardzo zły. Teraz jest dużo lepiej – tłumaczy Leszek Warchoł, wolontariusz z parafialnego zespołu charytatywnego, który codziennie przychodzi do pana Jacka. Nie ukrywa jednak, że sytuacja, w jakiej znalazł się jego podopieczny, jest katastrofalna. – Ciąży na nim wyrok prawomocny o eksmisji. Został już wykreślony z listy członków spółdzielni i czeka tylko, aż miasto wskaże lokal zastępczy – wyjaśnia. O całej sprawie wiadomo niewiele. Pan Jacek nic nie pamięta z tego okresu. Członkostwa w Spółdzielni Mieszkaniowej „Piast” został pozbawiony z powodu długu. Podobne zaległości miał z opłatami za światło, gaz i wodę. Do tego doszły kredyty zaciągnięte w bankach. – Kiedy po raz pierwszy przyszedłem do Jacka, siedział po ciemku, w zimnym mieszkaniu – wspomina Leszek.

    Tu wszystko znam

    Przeglądając dokumenty, Leszek znalazł informację o spadku po siostrze, który lada dzień może przejść na Skarb Państwa. – Jacek z powodu wylewu o tym też zapomniał – uściśla. Tych pieniędzy wystarczyło, by uregulować długi w opłatach za mieszkanie. – Teraz płacimy wszystko w terminie. Dodatkowo część emerytury zajmuje komornik na poczet pozostałych długów – wyjaśnia opiekun. Leszek Warchoł próbował ustalić, jak doszło do takiej sytuacji, lecz Jacek Ligoń niewiele pamięta z okresu przed wylewem. Wtedy miała zajmować się nim pani Dorota, koleżanka znajo- mej. – Ona zabierała mnie na spacery, gotowała, pomagała mi w domowych sprawach. Nie byłem sam – mówi Jacek Ligoń. Zapomniał, dlaczego przestała się nim zajmować. – Chyba wyjechała. – Nam nie chodzi o to, by Jackowi przywracać członkostwo w spółdzielni. Chcemy, żeby mógł tu mieszkać przez resztę życia – wyjaśnia Leszek. – Dużo mi już nie zostało – rzuca Jacek. I zaraz poprawia się: – To Pan Jezus o tym decyduje, więc zostawiam to Jemu. Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej proponował panu Jackowi, by zamieszkał w domu opieki. – Nie zgodziłem się. Tu jestem u siebie i chcę tu mieszkać jak najdłużej. Mam miejsce, żeby się pomodlić, wiem, gdzie co jest – przekonuje. Próbowaliśmy zapytać prezesa Spółdzielni Mieszkaniowej „Piast”, do której zasobów należy mieszkanie Jacka Ligonia, czy jest taka możliwość, by wstrzymać wykonanie wyroku. Niestety, mimo prób kontaktu prezes był nieosiągalny.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół