• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • Ulga po wyroku w Bytomiu

    Przemysław Kucharczak

    dodane 18.07.2012 11:40

    Precz z ideologią, według której państwo lepiej wychowa dzieci, niż rodzice. Zwłaszcza niż rodzice imigrantów.

    Wyrazy uznania dla sędzi Ludmiły Lampert z Bytomia. Miała odwagę wybrać dobro dzieci. Odrzuciła żądania niemieckiej instytucji, przeżartej lewicową ideologią, według której państwo lepiej wychowa dzieci, niż rodzice.

    Niemiecki Jugendamt, czyli Urząd ds. Młodzieży, od lat kieruje się w swoich decyzjach rasizmem. Po rozwodzie Niemca lub Niemki z cudzoziemcem, konsekwentnie popiera w sporach między byłymi małżonkami stronę niemiecką. Nawet, jeśli tata Niemiec nigdy dotąd nie interesował się swoim dzieckiem – jeśli tylko tego zażąda, dziecko zostanie wydarte matce, która jest Polką, i przekazane ojcu. Po rozwodzie z Niemcem Jugendamty zabraniają polskim rodzicom nawet rozmawiać z dzieckiem po polsku w czasie odwiedzin. To zresztą nie tylko problem Polaków. Parlament Europejski jest zawalony petycjami rodziców z większości państw Europy. To petycje pełne żądań, by Europa zrobiła coś z Jugendamtem - instytucją, która nie została rozwiązana po wojnie, choć była przeżarta ideologią nazistowską. Cudzoziemscy rodzice mogą sobie jednak żądać – Niemcy są najsilniejszym krajem UE i mogą ich lekceważyć.

    Oprócz sprawy rasizmu, jest jeszcze wątek „złej sytuacji materialnej”. Właśnie ona była formalną przyczyną odebrania Daniela i Dawida, 3- i 5-letnich dzieci małżeństwa z Bytomia, które mieszkało w Niemczech. Dzieci mówią tylko po polsku, ale urzędnicy Jugendamtu mieli to gdzieś, gdy zabierali ich do domu dziecka. Dla nich liczy się tylko lewicowa ideologia, według których dziecko należy do państwa. Rodzicom można dziecko odebrać z błahego powodu, albo i na wszelki wypadek - jeśli urzędniczce rodzice wydadzą się jacyś tacy dziwni. To akurat jest problemem nie tylko Niemców. Jeszcze bardziej brutalnie taką politykę wobec dzieci i ich rodziców stosują Szwedzi i Norwedzy. Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu regularnie skazuje dziś państwo szwedzkie na płacenie wysokich odszkodowań rodzicom, którym pochopnie odebrano dzieci. Ale co z tego, skoro te sprawy ciągną się po 20 lat? Przecież rodzice skarżąc się kolejnym sądom, chcieli odzyskać swoje dzieci, a nie zdobyć odszkodowanie. Teraz ich dzieci są już dorosłe, ale po przejściu przez kilkanaście rodzin zastępczych prawie zawsze zmagają się z poważnymi problemami emocjonalnymi.

    Problem w tym, że Polska jest zapatrzona w skandynawskie wzorce. Nasi posłowie wprowadzili do ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie zapisy, które idą właśnie w „skandynawskim” kierunku i ułatwiają kontrolę państwa nad rodziną. Już dzisiaj w Polsce zdarza się, że dzieci są odbierane rodzicom nie ze względu na przemoc, ale właśnie „złą sytuację materialną”. Jeśli trafi się nadgorliwy urzędnik socjalny (a w każdym zawodzie nadgorliwi się trafiają), uznaje, że grzyb na ścianie jest dla dzieci bardziej szkodliwy, niż brak doświadczania miłości, emocjonalne osamotnienie i przemoc w domach dziecka. Na razie takie straszne historie dotykają Polaków słabo wykształconych, nieco niezaradnych, którzy nie wiedzą, jak walczyć na drodze prawnej o swoje dzieci. To właśnie jest pierwszy etap zakorzeniania się w Polsce ideologii, według której za dzieci odpowiada państwo, a nie rodzice.

    Ale może jeszcze nie wszystko stracone, dopóki są sędziowie, którzy kierują się dobrem dziecka, a nie ideologią. Może w Polsce nastąpi jakieś otrzeźwienie, odbicie dominującego dziś trendu w drugą stronę? Oby więcej było w Polsce sędziów takich, jak Ludmiła Lampert z sądu rodzinnego w Bytomiu.

     

    Przeczytaj też informację: Dawid i Daniel uratowani

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    • el
      18.07.2012 23:38

      Polecam wszystkim obejrzeć pierwszy odcinek Pszczółki Mai - to metafora systemu, który gwarantuje pewien poziom funkcjonowania ale za cenę wolności i indywidualizmu. Kiedys myslałam, że to o NRD ale dziś myślę, że to niestety o Europie.

    • Kael
      19.07.2012 09:21

      @kik i jurek, macie racje.
      Pan redaktor jak i jego koledzy, nieobiektywnie informuja o faktach. Temat rasizmu i antypolskosci Jugendamtow jest chwytliwszy, niz problem tej konkretnie rodziny.

      Latwiej napisac populistycznie, ze Niemcy chca germanizowac polskie dzieci, niz przyjrzec sie konkretnemu przypadkowi.
      bo moze cos by nie pasowalo do z gory ustalonej tezy?

      Prawie na to wyglada, ze dla Goscia i jego redaktorow lepiej jest, zeby dziecko umarlo we wlasnej rodzinie, niz mialo szanse na godne zycie, ale na "panstwowej opiece".
       


      Przypomne tylko, ze nikt tej rodziny nie przesiedlal przymusowo do Niemiec. Jezeli GN nie wie, to dodam, ze urzedy niemieckie nie maja wlasnego interesu w odbieraniu dzieci obojetnie komu i jakies istotne powody byly na pewno. Dla GN pewnie nieistotne, bo nie wspomina o nich ani slowa.

      Dla kogos, kto ma za zadanie ochrone dzieci ( a nie rodzicow), niewatpliwie wazkie.


      A gdyby nasz urzedy przygladaly sie konkretnym przypadkom i nie uwazaly, ze rodzina jest zawsze lepsza od innej opieki, to moze zylby chlopiec z Cieszyna, chlopiec z Moraga, dziecko z Elblaga itp itd.
       

       


      A gdyby nasz urzedy przygladaly sie konkretnym przypadkom i nie uwazaly, ze rodzina jest zawsze lepsza od innej opieki, to moze zylby chlopiec z Cieszyna, chlopiec z Moraga, dziecko z Elblaga itp itd.
       

    • Kael
      20.07.2012 09:29

      M.R. jezeli nie potrafisz zrozumiec tekstu, to go nie komentuj.

      Najpierw wpis z rownoleglego watku:

      http://info.wiara.pl/komentarze/pokaz/302341#comment302845
      Krystian Swiderski 2012-07-19 15:47 Ci rodzice wyjezdzajac do Niemiec zgodzili sie na niemieckie warunki wychowania dzieci.One! sie tam! urodzily.Dostali doskonale warunki na ich wychowanie,pieniadze,mieszkanie,darmowa opieke medyczna.Prywatna opiekunke z misji ewangelickiej.Dzieci zostaly zaniedbane ,brak im bylo opieki lekarskiej.Chodzily brudne i glodne w zaniedbanym mieszkaniu. Moze troche obiektywizmu.Matka srednio rozgarnieta, ojciec
      prace dorywcze.Dziecko 5lat nie mowi wcale.Teraz sie okazalo ze slabo slyszy.Nikt TEGO nie sprawdzil?

       

      A teraz odpowiedz: ja nie pisze, ze polskie dzieci mialy zostac w Niemczech (zreszta Jugendamt tez sie przy tym nie upiera, jezeli polski urzad przejmie odpowiedzialnosc za te rodzine).

      Ja pisze, ze na lamach GN potepia sie, z powodow antyniemieckich, prace Jugendamtu, przypisujac mu calosciowo niecne intencje, a NIKT nie zajal sie sprawa tych dzieci (rodziny) merytorycznie:

      - dlaczego byli w Niemczech

      - jak tam zyli

      - dlaczego Jugendamt sie nimi zainteresowal (a zapewniam, ze nie interesuje sie "z urzedu" kazda rodzina, nawet jezeli ktos jest w niej cudzoziemcem - za duzo ma patologii na codzien, ktora musi sie zajac)

      - dlaczego dzieci ciagle nie sa z rodzicami, jezeli to tylko antypolskosc byla powodem odebrania ich przez urzad niemiecki.

       

      To redakcji GN i innych "obroncow polskiej rodziny" KOMPLETNIE nie interesuje.

      Wazne jest DOLOZYC NIEMCOM. Taki przynajmniej obraz wylania sie z komentarzy na lamach Goscia.

       

      Oczywiscie M.R. sie z tym nie zgodzi, ale to jego problem.

    • jesienna
      20.07.2012 19:30
      Nie mam pojęcia jak było w tym wypadku, ale chcę przedstawić pewnien mechanizm w wyniku którego dochodzi do podobntch sytuacji.

      Nie wiem czy taki mechanizm działa w Niemczech, ale wiem, że tak to wygląda w krajach Skandynawskich.

      Wyjeżdża rodzina z Polski, zarabiają bardzp mało lub w ogóle - o orientują się, że mogą ubiegać się o pomoc społeczną. Zachwyceni są tym co mogą od pomocy społecznej uzyskać i myślą, że wygląda to tak jak w Polsce - im gorzej przedstawisz swoją sytuację tym więcej dostaniesz.

      Na początku rzeczywiście to działa -dostają pomoc - jednak tam to wygląda inaczej niż w Polsce.

      Pomoc ze strony pomocy społecznej jest i to bardzo duża, ale się od ludzi ją otrzymujących wymaga by w końcu stanęli na nogi.

      Jeżeli urzędnik zauważa, że taka rodzina notorycznie uchyla się od zrobienia czegokolwiek dla poprawy swojej sytuacji (a często bywa tak, że nic nie robi bo środki z pomocy społecznej wystarczają na zupełnie dobre zycie?)

      a rodzice przy tym przedstawiają swoją sytuację dużo gorszą niż jest, a wręcz tragiczną (bo myslą, że więcej dostaną) to urzędnicy uznają, że mają do czynienia z patologiczną rodziną, tracą cierpliwość i dzieci odbierają.

      Kiedyś Krzysztof Rutkowski w brawurowej akcji "odbijał" dziewczynkę, która została odebrana rodzicom - Polakom zamieszkałym w Szwecji przez tamtejszych urzędników

      Wszyscy oburzali się na Szwedów - a prawda była taka, że rodzice tej dziewczynki robili wszysko by przedstawić się tamtejszej pomocy społecznej jako nieudolni, nieodpowiedzialni, nie mogący sobie poradzić w życiu i nie rokujący, że coś się zmieni.

      Myśleli, że mogą korzystać z opieki społecznej tak w nieskończoność. No i się przeliczyli...

      Nie wiadomo jak było w sytuacji przedsawionej w artykule, ale jedno jest pewne - rzeczywistiść nie jest czarno-biała i nie jest tak jakby się wydawało na pierwszy rzut oka.
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół