Świątynia po tragedii

Przemysław Kucharczak

|

Gość Katowicki 17/2021

publikacja 29.04.2021 00:00

Co najmniej 105 górników zginęło w 1896 r. w katastrofie na kopalni Kleofas w Załężu. Nad trumnami 40 z nich, wśród szlochu dzieci, żon i rodziców ofiar, rozległo się przejmujące ślubowanie wybudowania kościoła pod wezwaniem św. Józefa, patrona dobrej śmierci.

◄	Kościół został wzniesiony w stylu neogotyckim ◄ Kościół został wzniesiony w stylu neogotyckim
Przemysław Kucharczak /Foto Gość

Nasz kościół jest jednocześnie wotum dziękczynnym dla Pana Boga za to, że ta tragedia nie była jeszcze większa – mówi ks. Jerzy Słota, proboszcz parafii św. Józefa w Katowicach-Załężu.

Do tamtej katastrofy na Kleofasie, jednej z najbardziej tragicznych w dziejach Śląska, doszło 125 lat temu.

Ogień w nocy z 3 na 4 marca 1896 roku prawdopodobnie zaprószył pracownik, który uszczelniał rurociąg parowej maszyny odwodnieniowej. Działo się to w szybie Frankenberg w Załężu-Obrokach. Mężczyzna nieostrożnie przelewał do swojej lampy naftę, którą próbował ukraść.

Pożar błyskawicznie ogarnął drewnianą obudowę szybu i pognał dalej. Gęsty dym odciął pracujących pod ziemią ludzi.

72 wdowy, 219 sierot

Połowie załogi udało się wycofać, ale wielu górników nie miało którędy uciekać. Kilkunastu dotarło pod szyb Schwarzenfeld, gdzie usiedli lub położyli się. W tym szybie nie było urządzeń do wyciągania ludzi, ale był kubeł do transportu drewna, opuszczany ręcznym kołowrotem. Problem w tym, że uciekinierzy nie mieli już sił, żeby wejść do tego kubła. Ratownicy zjechali więc do nich; kilku zdążyli uratować.

Kolejnych górników ratownicy odnajdywali, nawołując w chodnikach. Przeżyli między innymi czterej przodowi, którzy uciekli do chodnika wentylacyjnego i uszczelnili za sobą tamy. Komora z czystym powietrzem, w której przetrwali, miała tylko 30 metrów długości. Ostatnich dwóch cudem ocalonych górników ratownicy znaleźli dopiero po 1,5 doby.

Zginęło co najmniej 105 ludzi. „Zmarłych pokładziono rzędem w cechowni. Był to rzeczywiście serce rozdzierający widok, gdy się widziało rozpaczające wdowy, ojców lub krewnych ofiar” – relacjonowało czasopismo „Katolik”.

Zostały 72 wdowy, 207 sierot, a także 12 nienarodzonych jeszcze dzieci. Najmłodszymi, którzy zginęli na Kleofasie, byli zaledwie 16-letni Józek Szklorz i Paweł Kasza (Josef Sklorz i Paul Kascha).

Sznur wozów z trumnami

Pogrzeby ofiar były przejmujące. „Katolik” opisał długi szereg wozów z 40 trumnami na cmentarzu w Bogucicach. Tamtejszy proboszcz ks. Ludwik Skowronek zaczął mowę słowami Jezusa: „Smutna jest dusza moja aż do śmierci”. – Na tym cmentarzu ludzie ślubowali wybudowanie w Załężu kościoła św. Józefa, patrona dobrej śmierci – mówi ks. Jerzy Słota. – Ci ludzie, dotknięci ogromną tragedią, doskonale wiedzieli, co mają robić. Postawili na Pana Boga i na świętego Józefa – dodaje.

Czytaj dalej na następnej stronie

Poniżej galeria zdjęć

Już 20 kwietnia 1896 r., 125 lat temu, w Załężu została erygowana nowa parafia. Budowa świątyni ruszyła w 1898 r.. – Już po dwóch latach, w 1900 roku, kościół z całym wyposażeniem, nawet z organami, został poświęcony – mówi proboszcz.

Imiona i nazwiska ofiar katastrofy na Kleofasie zostały umieszczone na tablicach w kopalnianej cechowni. – Kiedy w latach 2002–2003 kopalnia była likwidowana, jej władze zapytały mnie, czy przyjęlibyśmy te tablice. Umieściliśmy je w kościele koło ołtarza świętej Barbary – wskazuje ks. Słota.

Farorze biskupami

W przeszłości parafia w Załężu miała ponad 22 tys. wiernych. Dzisiaj ma 9 tysięcy, bo na jej terenie powstały z czasem parafie na osiedlu Witosa i Załęskiej Hałdzie. Proboszczami byli tu późniejszy biskup gorzowski Wilhelm Pluta (dziś kandydat na ołtarze) oraz późniejszy arcybiskup poznański Jerzy Stroba.

Ksiądz Jerzy Słota jest tu duszpasterzem od 2000 roku. Niedługo po objęciu przez niego parafii doszło tu do wstrząsającej tragedii, gdy w 2002 r. na torach zginęło czterech chłopców z gimnazjum. Kradli oni węgiel z pociągu towarowego. Niestety, zeskakując z niego, dostali się pod pociąg osobowy. Widok czterech trumien tych chłopców w czasie pogrzebu w załęskim kościele był bardzo przejmujący.

Czytaj dalej na następnej stronie

Poniżej galeria zdjęć

Działo się to w czasie dużego bezrobocia. W tamtych latach likwidowana była nie tylko kopalnia Kleofas, ale również leżąca na terenie parafii ogromna Huta Baildon, zatrudniająca wcześniej 16 tys. ludzi. – Na kolędzie widzieliśmy, że niemal w każdej rodzinie był ktoś, kto stracił pracę. Z czasem powoli zaczęło się to poprawiać – mówi ks. Słota.

Proboszcz zwraca uwagę, że wśród parafian jest bardzo dużo ludzi, wychodzących z energią naprzeciw ubogim, których w tej dzielnicy jest sporo. – Na terenie parafii mamy klub Wysoki Zamek, który działa wśród młodzieży, oraz Dom Aniołów Stróżów zajmujący się dziećmi. Już od czasów mojego poprzednika, jeśli nie wcześniej, działa u nas duży zespół charytatywny. Parafia jest podzielona na rejony. Jeśli ktoś znajduje się w potrzebie, panie z zespołu we współpracy z Caritas załatwiają pomoc materialną albo karty do zrealizowania w dyskoncie spożywczym – wylicza. – Przy domu sióstr jadwiżanek zawiązało się stowarzyszenie „Matuzalem”, które dobrze organizuje czas ludziom starszym. To na przykład wyjazdy albo spotkania z muzyką. Odbywają się u sióstr, u nas w salkach albo w Wysokim Zamku. Czasowo ta działalność jest przyhamowana przez pandemię – wskazuje ks. Słota.

Kościół św. Józefa jest dziś wyremontowany z zewnątrz i wewnątrz; odnowione są też ołtarze. Tylko prace nad elewacją probostwa zostały przerwane, bo w czasie pandemii parafii na to nie stać. Trwa jednak generalny remont organów, także dzięki współfinansowaniu ze środków miejskiego konserwatora zabytków.

Z okazji Roku św. Józefa kościół na Załężu został ogłoszony przez arcybiskupa kościołem jubileuszowym. W związku z tym w każdym 19. dniu miesiąca można tutaj uczestniczyć w specjalnie organizowanych nabożeństwach do św. Józefa. Odbywają się one po wieczornej Mszy około 18.45. •

Poniżej galeria zdjęć