Nowy numer 48/2022 Archiwum

Nie chciała do zimnego Michała, dziś nie potrafi się rozstać

46 lat u boku św. Michała Archanioła, w służbie. Ale w swoim 80-letnim życiu nie narzeka, chce w kościele św. Michała Archanioła w Katowicach być jak najdłużej. Dziś (25.09) odpust parafialny w katowickiej Perle Archidiecezji.

Jest dzieckiem urlopowym. "Tata wrócił z przepustki i wiadomo" - uśmiecha się siostra Ewarysta, elżbietanka. Ale to uśmiech okraszony delikatnym smutkiem, bo jak mówi "całe życie czekam na tatę".

Kiedy się urodziła ojciec był w wojsku, potem wybuchła wojna, a później przyszła wiadomość o śmierci taty. Zostały z mamą we trzy, ona była najmłodsza i bardzo szybko odkryła powołanie. Jednak mama się sprzeciwiała, nie chciała, by jej najmłodsza córka, która tak naprawdę nawet nie mogła poznać ojca, odeszła do zgromadzenia. Jej upór był jednak duży. Siostry, zwłaszcza jedna prosiła, by zmieniła zdanie. "A Ty zrezygnowałabyś ze swojej miłości, swojego męża, by zostać z mamą?" - pytała i właściwie wszystko było już jasne. Siostry najpierw w tajemnicy zaczęły przygotowywać dla przyszłej Ewarysty wyprawkę. Wreszcie i mama uległa widząc olbrzymią miłość swojej córki do Jezusa. Ewarysta wstąpiła do zakonu.

Najlepsza z ludzi

Chciała być Felicytą. Pamięta, że w przedszkolu takie imię nosiła siostra bliska jej sercu. Ale otrzymała imię Ewarysta. Postanowiła poszukać w "Żywotach świętych" znaczenia. Okazało się, że to piąty papież znany też pod imieniem Aristo. Prawdopodobnie urodził się w Betlejem i tam spędził swoje dzieciństwo. Prawdopodobnie zginął śmiercią męczeńską, choć te informacje poddawane są w wątpliwość. Siostra pamięta taką scenę, kiedy będąc w nowicjacie poszła do przełożonej z żywotami i ta zaczęła głośno czytać informacje o owym papieżu. Gdy jednak doszła do miejsca, w którym znaczeniu imienia Ewaryst przypisuje się "najlepszy z ludzi" szybko zamknęła księgę i natychmiast kazała odłożyć na półkę. Czyżby drobne ukłucie w serce, że tej młodziutkiej zakonnicy tak piękne imię się trafiło. Zresztą całe życia starała się być godna tego imienia, służąc sumiennie w każdym miejscu, do jakiego ją posłano.

Zimno jak u Michała

W parafii mariackiej w Katowicach było jej trochę, jak u Pana Boga za piecem. Ze zgromadzenia, w którym mieszkała prawie w papuciach wystarczyło przejść, by służyć w tym kościele. W dodatku piękny, duży, znany w mieście. Kiedy więc dostała decyzję o oddelegowaniu do kościoła świętego Michała w Parku Kościuszki w Katowicach, nie była zadowolona. Mały drewniany, śliczny kościółek, ale zimny, nawet bardzo, zwłaszcza, że zimy w tamtym czasie nie takie jak tera bywały. Ale ślubowała posłuszeństwo, więc woli przełożonej pokornie się poddała i poszła do Michała. A losy tej parafii były niesamowite. Kościół zbudowany został w Syryni w 1510 roku. Przez 428 lat pełnił funkcję kościoła parafialnego, by trafić do Katowic po zapewnieniu parafian z Syryni, że na pewno nie będzie tylko i wyłącznie zabytkiem w skansenie, ale będzie służył wiernym w nowym miejscu. Tak się stało.

Szczęście do dobrych ludzi

Miała szczęście do dobrych ludzi. "Tacy wspaniali ludzie mnie w Michale otaczali". Księża, świeccy, dzieci. Tylko zimno ciągle było, jak uczyła religii w niewielkiej drewnianej wieży, to naprawdę trzeba było dużo samozaparcia, by nie skapitulować. Ale dzieci były wspaniałe, choć niejednego z zajęć zdarzyło jej się wyrzucić, gdy zbyt długo urwisował. Choć kościół jest cały otoczony starym drzewostanem, zanurzony, choć na skraju parku, to jednak pełen niebezpiecznych zaułków, nie bała się, mówi, że święty Michał zawsze ją pilnował. Nie raz komuś pogroziła, kto wydawało jej się, że zbyt pilnie obserwuje bawiące się na placu kościelnym dzieci. Raz nawet w nocy przyszło jej jechać. "Pamiętam pierwszy dzień świąt wielkanocnych, noc, a ja nagle się zrywam, bo nie jestem pewna, czy w drewnianej wieży wyłączyłam grzejnik". Przełożona zgodziła się, by z dwiema innymi siostrami pojechała ostatnim nocnym tramwajem sprawdzić, czy coś złego się nie dzieje. Gdy otworzyła drzwi ciepło buchnęło z środka, ale na szczęście nic się nie stało. Jeszcze udało im się wrócić do zgromadzenia, tym ostatnim kursem.

Tak ją prowadził Michał. Zresztą niejedno u niego wymodliła i to nie tylko dla siebie. Udało się uprosić zdrowie dla chorej dziewczynki, której mama myślała, że dziecku nie uda się z powodu choroby przystąpić do komunii. Ale już w sobotę na dzień przed dziecko poczuło się lepiej, a kolejnego dnia mogło przyjąć do serca Pana Jezusa. Łączyła małżeństwa. Skłócone, proszące o modlitwę, a potem zanoszące dziękczynienie do świętego Michała Archanioła, bo wrócili do siebie, bo miłość wzniecili od nowa, większą i gorętszą, która przetrwa wszystko. A siostra? Dziś modli się o miłość ludzi wzajemną, ich relacje i pokój w sercach, by byli najlepszymi z ludzi.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy