Nowy numer 39/2022 Archiwum

Pół marki za podróż IV klasą

„Z czasem jednak kobiórzanie się o to postarają” – pisał o wyposażeniu kościoła ks. Jerzy Thielmann.

Droga do powstania kościoła parafialnego w Kobiórze nie była łatwa. Choć sama nazwa miejscowości przewijała się w dokumentach od 1467 r., przez lata jej mieszkańcy przynależeli do parafii w Pszczynie. Nie wiadomo, kiedy dokładnie rozpoczęły się starania o budowę świątyni, jednak pierwsze oficjalne pisma w tej sprawie są datowane na 1823 rok. Mieszkańcy prosili w nich o umożliwienie stworzenia miejsca kultu. Z powodu niesprzyjających okoliczności nie udało się osiągnąć oczekiwanego efektu. Dlatego we wrześniu 1884 r. kobiórzanie zwrócili się do pszczyńskiego landrata z prośbą o pozwolenie na zbiórkę datków na budowę kościoła. Zwracali uwagę, że od pszczyńskiej świątyni dzieli ich ok. 10 km drogi, której pokonanie zajmowało mniej więcej dwie godziny. To uniemożliwiało wielu osobom udział w nabożeństwach – autorzy zwracali uwagę, że nawet 12- i 14-letnie dzieci nie były na Mszy św. od dnia chrztu. Zgody nie udało się uzyskać, bo landrat nie mógł jej po prostu wydać. W tym samym roku pismo trafiło do Kurii Biskupiej we Wrocławiu.

Jednostajność z oknami

Co ciekawe, oponentem powstania parafii w Kobiórze był... pszczyński proboszcz ks. Hugo Ohl. Zgadzał się, że kobiórzanie mają problemy z dotarciem do odległego kościoła („Katolik” donosił, że „w zimie, gdy zawieja śnieżna, to z 1500 mieszkańców może ani pięcioro nie odważy się iść do kościoła”), ale twierdził, że te starania to efekt krótkotrwałego entuzjazmu, który zaraz zgaśnie. Uważał, że mieszkańcy nie będą w stanie sfinansować takiego przedsięwzięcia, a kwota, jaką oszacowali (10 tys. marek), nie wystarczy i powstanie budynek, którego „jednostajność będzie urozmaicona otworami okiennymi”. Jednocześnie zastrzegł, że regularne Msze św. i nabożeństwa w Kobiórze będą odprawiane jedynie pod warunkiem, że w parafii w Pszczynie będzie posługiwać czterech księży (wówczas było ich dwóch). Skąd taka postawa? Proboszcz dążył do rozbudowy istniejącego kościoła parafialnego lub budowy nowego. Kobiórzanie, po chwilowym zniechęceniu, postanowili nadal działać na rzecz wybudowania u siebie świątyni. Prace nabrały tempa, kiedy parafię w Pszczynie objął ks. Jerzy Thielmann, bo poparł on starania mieszkańców. Ci zaś nieustannie przypominali o trudnościach, jakie napotykają, chcąc uczestniczyć w nabożeństwach – np. wielodzietnych rodzin nie było stać na to, żeby opłacić podróż pociągiem (0,5 marki za podróż tam i z powrotem IV klasą) czy po prostu opuścić gospodarstwo na tak długi czas, by udać się na Mszę św. Jednocześnie zdawali sobie sprawę, skąd biorą się obawy – odłączenie najludniejszej miejscowości wiązałoby się z nadwyrężeniem kasy pszczyńskiej parafii. „Chcemy tylko kościół filialny, który będzie z Pszczyny duszpastersko prowadzony” – podkreślali.

Konsekracja na stulecie

Cel udało się osiągnąć w 1908 roku. 4 sierpnia kard. Jerzy Kopp powołał gminę kuracyjną w Kobiórze „z samodzielnym zarządem majątku oraz własnym nabożeństwem”. Teraz pozostała kwestia budowy kościoła. W marcu 1910 r. Jan Affa z Raciborza opracował nowy plan i kosztorys budowy. Projekt był jeszcze poprawiany przez Józefa Ebersa i zaakceptowany w maju 1911 roku. Pierwszą łopatę wbił pod budowę nowej świątyni ks. Thielmann 15 sierpnia 1911 roku. Bryła kościoła powstała w ekspresowym tempie – prace zakończyły się w lipcu kolejnego roku. Miał być poświęcony przez kard. Koppa, jednak jego wizytę odwołano z powodu stanu zdrowia. Pszczyński proboszcz w liście do purpurata donosił o ufundowanych przez darczyńców monstrancji, kielichu i baldachimie oraz zwracał uwagę na brak ołtarza głównego. „Z czasem jednak kobiórzanie się o to postarają” – zapewniał. Konsekracja kościoła nastąpiła dopiero na 100. rocznicę jego powstania.

– Najpierw przeszkodziły dwie wojny światowe, potem ta kwestia zeszła na dalszy plan. Dobrą okazją było świętowanie stulecia. Wtedy też udało się częściowo przywrócić wygląd pierwotny wnętrza – tłumaczy ks. Damian Suszka, proboszcz parafii Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Pierwotny ołtarz główny wzorowany był na gotyckiej monstrancji, w której centrum umieszczony był obraz autorstwa Ludwika Baendela, pochodzącego z Łąki. Wizerunek znajduje się tam do dziś. Wzorowany jest na barokowym obrazie Włocha Guido Reniego. Do współczesności częściowo przetrwała też wspaniała droga krzyżowa – 14 stacji wykonała firma Ferdinanda Stuflessera z St. Urlich-Gröden. Bogato rzeźbione, pozłacane sceny ufundowało 14 rodzin. – Wnętrze kościoła zostało mocno zmienione po Soborze Watykańskim II. Cały czas przywracamy jego pierwotny wygląd, uzupełniamy o nowe elementy. W ostatnich latach udało nam się m.in. odtworzyć ambonę z wizerunkami ewangelistów. Co prawda znajduje się w innym miejscu niż pierwotnie, ale jest dostosowana do wystroju kościoła – mówi proboszcz. – Nowe elementy nawiązują do tego, czym żyje wspólnota Kościoła, np. w Roku Miłosierdzia powstała u nas kaplica z obrazem Jezusa Miłosiernego i dzięki temu w każdy piątek sprawujemy nabożeństwo do Miłosierdzia Bożego. W Roku Ducha Świętego odtworzyliśmy nad ołtarzem wizerunek gołębicy, który kiedyś tam był. Ciągle doposażamy kościół – dodaje.

Można liczyć na parafian

Ksiądz Suszka zwraca uwagę na szczególny rys maryjny parafii. – Mamy silną grupę róż różańcowych. W najlepszych latach było ich 46. Teraz jest 26 i tradycyjnie opiekuje się nimi proboszcz. Są spotkania formacyjne i Różaniec przed Najświętszym Sakramentem w każdą sobotę. Wspólnie z parafianami odmówiliśmy także trzy Nowenny Pompejańskie, co było naprawdę dużym przedsięwzięciem. Na modlitwie spotykaliśmy się w poniedziałki, wtedy rozważania poszczególnych tajemnic opatrzone były komentarzami z Ewangelii. Dołączyły różne stany, np. nauczyciele, samorządowcy, kobiety, dzieci i każdego dnia modlitwę prowadziła inna grupa – opowiada.

Parafianie 22 razy ruszali wspólnie pieszo na Jasną Górę. – Społeczność jest tutaj bardzo zwarta, zawsze mogę na nią liczyć – podkreśla duszpasterz. – Tradycją są wspólne Drogi Krzyżowe, w piątek przed Niedzielą Palmową. Idziemy ulicami miasta, a przy każdej stacji młodzież przygotowuje krótką inscenizację. Podobnie na Boże Ciało – jeden z ołtarzy to zawsze jakaś scenka z przesłaniem. Cieszę się, że takim ośrodkiem, który jednoczy społeczność, jest nasz dom parafialny – mieszkańcy często sami wychodzą z inicjatywą, żeby organizować w nim spotkania, np. dożynki, festyny czy wydarzenia w czasie Metropolitalnego Święta Rodziny – wylicza ks. Suszka. Do parafii należy także kaplica na tzw. osiedlu, a jej patronem jest św. Antoni z Padwy. W każdą niedzielę sprawowane są w niej Msze św.


Korzystałam z książki „Parafia Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Kobiórze” autorstwa Ewy Marii Ryguły.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy