Nowy numer 39/2022 Archiwum

Śląskie. Trzylatek, który wypadł z okna, jest wybudzany ze śpiączki

Trzyletni chłopiec z Jastrzębia-Zdroju, który w miniony piątek wypadł z okna na trzecim piętrze bloku w tym mieście, jest wybudzany ze śpiączki farmakologicznej. Jego stan jest stabilny, a rokowania - choć ostrożne - są optymistyczne - informuje Górnośląskie Centrum Zdrowia Dziecka w Katowicach.

Stan dziecka ustabilizował się na tyle, że od wczoraj trwa procedura wybudzania chłopczyka. Proces ten potrwa do jutra - wtedy zostanie odłączony od niezbędnej do tej pory aparatury i będą podjęte dalsze decyzje terapeutyczne" - poinformował we wtorek PAP rzecznik szpitala Wojciech Gumułka.

Już w niedzielę lekarze zaczęli przygotowania do wybudzenia chłopca ze śpiączki, później jednak postanowili jeszcze z tym zaczekać. Ostatecznie w poniedziałek procedura wybudzania została rozpoczęta. Oceniono, że rokowania, choć bardzo ostrożne, są optymistyczne.

"Chłopiec trafił do naszego szpitala w ciężkim stanie, miał bardzo poważne obrażenia. Tak naprawdę przez te kilka dni toczyła się walka o życie dziecka. Wszystko wskazuje na to, że nasi lekarze tę walkę wygrali. Stan chłopczyka ustabilizował się i poprawił na tyle, że lekarze zdecydowali o rozpoczęciu procedury wybudzania go ze śpiączki farmakologicznej. To się w tej chwili dzieje" - powiedział rzecznik.

"Nasi lekarze są ostrożnymi optymistami, jeśli chodzi o stan dziecka" - dodał Wojciech Gumułka.

Do wypadku doszło w piątek późnym popołudniem przy ul. Pszczyńskiej w Jastrzębiu-Zdroju. Chłopczyk z poważnymi obrażeniami głowy, w ciężkim stanie, trafił śmigłowcem do Górnośląskiego Centrum Zdrowia Dziecka w Katowicach. Jest na oddziale intensywnej opieki medycznej.

W niedzielę 50-letni ojciec chłopca i jego 45-letnia partnerka, którzy w chwili wypadku byli nietrzeźwi, usłyszeli zarzuty narażenia dziecka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Oboje zostali objęci policyjnym dozorem. Może grozić im do trzech lat więzienia.

Podejrzani tłumaczyli, że nie zaniedbali opieki nad dzieckiem. Gdy doszło do wypadku, kobieta – według jej relacji – poszła do toalety, a ojciec wyszedł na chwilę do sąsiada. Okno – według opiekunów chłopca – miało być w tym czasie przymknięte.

« 1 »

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy