Nowy numer 25/2022 Archiwum

Kebaby i odbite światło

Ksiądz Witold Psurek wypełnił formularz absolwenta szkoły średniej ołówkiem.

Wrubryce dotyczącej przyszłej uczelni wpisał „weterynaria we Wrocławiu”. – To naprawdę był mój pierwszy pomysł, chciałem leczyć zwierzęta. Brałem udział w olimpiadzie z biologii. Ale myśl o seminarium gdzieś mi towarzyszyła. Nie mówiłem o niej nikomu, nawet nie w kontekście politycznym, chciałem wszystko sam rozważyć. W końcu rodzice zaczęli dopytywać, niepokoić się o maturę. Wszyscy moi koledzy i koleżanki chodzili gdzieś na korepetycje, a ja milczałem. Kiedy powiedziałem im o seminarium, tata stwierdził: „Wiedziałem”. Mama wzruszyła się i poprosiła, żebym dla swojego dobra nie mówił o tej decyzji w szkole. Chodziłem wtedy do dobrego i szanowanego, ale jeszcze „czerwonego” liceum – uśmiecha się obecny proboszcz parafii św. Jerzego w Rydułtowach.

– Kierując się radą mamy, wypisałem ankietę ołówkiem i zamiast seminarium wpisałem weterynarię. Po zdanych egzaminach maturalnych znalazła mnie moja nauczycielka i poprosiła, żebym jednak wypełnił dokumenty długopisem. Wpisałem Wyższe Śląskie Seminarium Duchowne, a ona spojrzała i rzuciła: „Ale się będzie działo”. Wicedyrektor moją decyzję skomentował: „Od nas do was co roku ktoś idzie. Nie spraw mi zawodu” – wspomina kapłan. – Chyba najzabawniejszy był moment, kiedy w czasie uroczystego zakończenia dyrektor wyczytywał najlepszych absolwentów i prosząc o wpis do księgi pamiątkowej, mówił, gdzie dana osoba będzie kontynuować naukę. Miałem szczęście znaleźć się w tym gronie. Dyrektor przeczytał moje nazwisko, ale „Wyższe Śląskie Seminarium Duchowne” nie chciało mu przejść przez gardło. Robił kilka prób, zanim przeczytał poprawnie. Może i nie poszedłem na weterynarię, która dla niego była chyba bardziej do przyjęcia, ale i tak zajmuję się owieczkami i barankami – podsumowuje z uśmiechem.

Ksiądz też odprawia Mszę?

Początek lat 90. ubiegłego wieku to okres historycznego przełomu w Polsce, który zbiegł się z czasem formacji obchodzących w tym roku jubileusz 25-lecia święceń kapłanów. – Czułem zmiany, które nadchodziły. Miałem takie przekonanie, że nasz kraj bardzo się otworzył. Z tamtego okresu pamiętam też pierwsze kebaby – wspomina ks. Grzegorz Zych, który posługuje obecnie w archidiecezji ołomunieckiej. – Jako maturzysta miałem przez rok religię w szkole, zobaczyłem katechezę jako uczeń. Po sześciu latach wróciłem jako katecheta i już wtedy zauważyłem ogromną zmianę: uczniowie przyzwyczaili się do obecności księdza. Teraz widzę jeszcze głębszą transformację. Spotkałem się z pytaniami w czasie katechezy: „Czy ksiądz jest też tym, który odprawia Mszę?”, bo wielu niepraktykujących przychodzi na religię i księdza zna tylko ze szkolnych korytarzy i klasy – diagnozuje ks. Tomasz Żołna, duktor rocznika, wikary w parafii św. Herberta w Wodzisławiu Śląskim.

Okazją do takich wspomnień było spotkanie w Brennej. To tam księża, którzy 10 maja 1997 roku z rąk abp. Damiana Zimonia przyjęli święcenia, uczestniczyli we wspólnych rekolekcjach. – Przez te 25 lat nauczyłem się języka czeskiego – śmieje się ks. Zych. – I skromności w życiu Kościoła – dodaje. – Zrozumiałem, że parafia musi być jak rodzina, to znaczy że zarówno ja muszę się tam czuć dobrze, jak i ludzie. Tego się ciągle uczę, żeby ta wspólnota parafialna żyła, żeby ludzie się lubili, kochali, czasem pogniewali i przebaczyli.

Nadzwyczajne sytuacje

Za ćwierć wieku posługi kapłani z rocznika ’97 dziękowali w czasie wspólnej Mszy św. koncelebrowanej z abp. Wiktorem Skworcem, abp. Adrianem Galbasem i ks. Markiem Studenskim, wikariuszem generalnym diecezji bielsko-żywieckiej, który w Brennej prowadził rekolekcje dla jubilatów. – W centrum maratonu waszej 25-letniej posługi są sakramenty święte, a przede wszystkim Eucharystia, wszak Eucharystią budujemy Kościół, za co składam wam szczere „Bóg zapłać”. A Eucharystia to zawsze powrót do Wieczernika – przypomniał abp Wiktor Skworc. Metropolita wykorzystał tę okazję również do tego, by podziękować za dotychczasowe zaangażowanie obecnych na rzecz uchodźców z Ukrainy. – Kiedy słuchamy fragmentu z Dziejów Apostolskich przewidzianego na dziś, możemy odnieść wrażenie, że Kościół od początku żyje, funkcjonuje w sytuacjach nadzwyczajnych, które jednak zawsze mobilizują do ewangelizacji – mówił metropolita. – Zawsze, a szczególnie dziś ważne jest świadectwo naszego życia. Niech w waszym życiu, w drodze ku następnym jubileuszom spełniają się słowa Jezusa z dzisiejszej Ewangelii: „Moje owce słuchają mojego głosu, a Ja znam je. Idą one za Mną i Ja daję im życie wieczne. Nie zginą one na wieki i nikt nie wyrwie ich z mojej ręki”. Niech te optymistyczne słowa naszego Mistrza i Pana pomnożą i umocnią jubileuszową radość i w pokoju prowadzą do następnych jubileuszy – życzył zebranym w kaplicy.

– Dwadzieścia pięć lat to srebro, białe światło, które kojarzy się z księżycem. Księżyc tylko pozornie świeci, bo odbija blask słońca. To tak jak my. Chrystus jest Światłem, źródłem mocy i łaski, którą my od 25 lat jak księżyc odbijamy. Daj, Boże, byśmy robili to jak najdłużej, by inni mogli w tym świetle odbitym przez nas napełniać się łaską – podsumowuje ks. Tomasz Żołna.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama