Nowy numer 19/2022 Archiwum

Koledzy błogosławionego

16 śląskich księży spotkało się w Kokoszycach z okazji 50. rocznicy swoich święceń. Mieli ciekawą drogę do kapłaństwa, która część z nich wiodła przez… wojsko.

Ich kolegą z wojska jest błogosławiony ks. Jerzy Popiełuszko. Służyli z nim w kleryckiej jednostce w Bartoszycach w latach 1966–1968. Na pierwszym roku śląskiego seminarium w Krakowie zaczynało ich 56. Do święceń dotarło 35.

Po pierwszym roku część z nich została wcielona na dwa lata do Ludowego Wojska Polskiego. Władza liczyła, że uda się tam kleryków odwieść od kapłaństwa. W przypadku chłopaków z diecezji katowickiej to nie wyszło. Tylko jeden z nich postanowił w tym czasie odejść z seminarium, ale nie dlatego, że przekonali go do tego komuniści. Po prostu rozeznał, że Pan Bóg ma dla niego w życiu inną drogę. – Po roku w wojsku nam to powiedział, ale zastrzegł: „Ja nie będę komunistom robił radości, że nie wracam”. Po zwolnieniu nas do cywila wrócił więc jeszcze do seminarium i dopiero stamtąd odszedł – mówi ks. Leon Loska, długoletni proboszcz w Bojszowach Nowych.

To zachowanie było tym bardziej godne, że inni chłopcy, którzy rezygnowali z seminarium w trakcie wojska, mogli liczyć na przywileje. Komunistyczne władze szukały im na przykład dobrze płatnej pracy. – Ten nasz kolega ożenił się. Jest ojcem i dziadkiem – mówi ks. Loska.

Ukarany z Popiełuszką

Ci z kleryków, którzy nie dostali powołania do wojska, odbywali staż w zakładach pracy. Zgodnie z pomysłem biskupa Bednorza doświadczali w ten sposób życia ludzi, którym później mieli służyć. Ksiądz profesor Józef Kozyra, biblista, pracował pod ziemią na kopalni Julian w Piekarach Śląskich. Z tego rocznika wyszło zresztą aż trzech wykładowców Wydziału Teologicznego Uniwersytetu Śląskiego – także ks. prof. Antoni Reginek i ks. Henryk Krzysteczko.

Klerycy, którzy odbywali staże w zakładach pracy, jeździli autostopem, żeby odwiedzić kolegów w wojsku. Raz dotarli na miejsce o późnej porze i wywoływali kumpli, gwiżdżąc na przemian piosenki śląskie oraz religijne, autorstwa francuskiego ojca Duvala. – Koledzy się „kapli” i wyskoczyli do nas przez okno – śmieje się ks. Wacław Machura z  diecezji bielsko-żywieckiej.

Część tego rocznika może pochwalić się kolegą z wojska, który jest błogosławionym Kościoła katolickiego. To ks. Jerzy Popiełuszko. Mówili do niego „Alek”. – Alek ciągle podpadał dowódcom – choćby za to, że przed spaniem otwarcie klękał przy łóżku do modlitwy albo miał różaniec na ręku – wspomina ks. Leon Loska.

Raz ks. Leon i przyszły błogosławiony razem odbywali karę, czyszcząc lufy pistoletów. Choć doprowadzili je do idealnego stanu, oficer rzucił krótko: „Syf!” i kazał czyścić dalej. – Powiedziałem: „Alek, daj sobie z tym spokój, on z nas robi idiotów”. A on na to: „Spokojnie, Leon, to jest wola Boża. Matka Boża uczy nas cierpliwości”. Ja na to: „Co, Matka Boża przemawia przez tego głuptoka?”. On czyścił, ja nie czyściłem. Oficer na koniec znowu skontrolował obie lufy i ocenił: „Teraz jest błysk” – wspomina.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama