Nowy numer 21/2022 Archiwum

Święci z twarzami wikarych

Nie ma drugiego takiego kościoła, gdzie w prezbiterium rósłby wyrzeźbiony las – a właściwie pogański święty gaj.

W tym gaju ręce wznosi – a może je załamuje – pogański kapłan. – Obok niego stoją uzbrojony w miecz woj, Piast Kołodziej, matka z dziećmi – wskazuje Bogusław Szyguła, pasjonat historii Knurowa. – Bliżej nas siedzą święci Cyryl i Metody. Wydaje się, że oni nauczają jednocześnie i tych ludzi sprzed tysiąca lat, i tych współczesnych, którzy stoją w kościele – mówi.

Ta robiąca wrażenie grupa rzeźbiarska jest dziełem Henryka Burzca, artysty z Zakopanego. Można ją zobaczyć w kościele Świętych Cyryla i Metodego w Knurowie.

Wystrój kościoła jest niezwykły. Na jego ścianach zaklęto w kamieniu – w licznych mozaikach i rzeźbach – historię zbawienia i historię Ślązaków. Są też pokazane postawy ludzi wobec Boga – a wśród nich przejmująca rzeźba kobiety z martwym dzieckiem na kolanach. To jedyna postać, która odwróciła się od ołtarza, ale jednak patrzy w niebo i wyciąga ku niemu dłoń. – Henryk Burzec przedstawił tu swoją żonę, która odwróciła się od Boga po śmierci ich pierworodnego syna – mówi Bogusław Szyguła.

Płoną posągi

Nad wyrzeźbionymi Cyrylem, Metodym i Słowianami jest, przedstawiona na mozaice, scena wrzucania w ogień posągów pogańskich bóstw. – To się u nas na Śląsku stało około stu lat wcześniej niż przyjęcie chrześcijaństwa przez Mieszka I w 966 roku! – zwraca uwagę B. Szyguła.

Chrześcijaństwo dotarło tutaj wcześniej niż do państwa Polan, ze względu na sąsiedztwo Państwa Wielkomorawskiego. Już w IX wieku na Wielkich Morawach Jezusa głosili święci Cyryl i Metody. Na Górny Śląsk docierali ich uczniowie.

Rodzeni bracia Cyryl i Metody byli Grekami. Od dzieciństwa znali język słowiański. Opracowali teksty liturgiczne w tym właśnie języku, a Cyryl stworzył słowiański alfabet. Dzięki temu Najświętsza Ofiara była sprawowana wtedy na Górnym Śląsku w języku mieszkających tu ludzi, a nie w kompletnie niezrozumiałej dla nich łacinie. Nauka o Chrystusie miała więc większe szanse z mocą trafić do serc.

Cyryl i Metody mieli poparcie papieża, ale ostro sprzeciwiali się im niemieccy duchowni. Niemcy sami chcieli prowadzić tutaj misję i krzywo patrzyli na „konkurencję”. Twierdzili, że przybysze z Grecji, wprowadzający liturgię w języku Słowian, są heretykami. Metodego, choć był już arcybiskupem, Niemcy uwięzili. Wypuścili go dopiero po trzech latach, po interwencji papieża.

– Cyryl i Metody wprowadzili do liturgii język tubylców. Dopiero ponad tysiąc lat później Sobór Watykański II przyznał im rację! Szczególnie cenił ich Jan Paweł II, który ustanowił świętych patronami Europy i poświęcił im encyklikę – mówi z pasją Bogusław Szyguła.

W Knurowie święci bracia zostali docenieni dużo wcześniej przed soborem. Stało się to dzięki ks. Alojzemu Koziełkowi, który od 1928 r. był tu proboszczem i budowniczym nowego kościoła.

Poprzednia, drewniana świątynia w Knurowie nosiła wezwanie św. Wawrzyńca. W 1935 r. została ona przeniesiona do Chorzowa. Wielu parafian domagało się, żeby nowy budowany kościół odziedziczył wezwanie św. Wawrzyńca. Do Cyryla i Metodego z pasją przekonywał ich jednak ks. proboszcz Alojzy Koziełek, który postawił na swoim.

Skąd przyszedł mu ten pomysł? Kult apostołów ludów słowiańskich nie był wówczas szczególnie silny. W diecezji katowickiej nie było wtedy ani jednej świątyni pod ich wezwaniem. Proboszcz był jednak nimi zafascynowany. – Ks. Alojzy Koziełek, jego brat ks. Jan oraz ks. Stefan Siwiec, dyrektor gimnazjum w Rybniku, brali udział w kongresach pansłowiańskich w Velehradzie – mówi Bogusław Szyguła.

Velehrad na Morawach to miejsce działalności Cyryla i Metodego. Celem kongresów pansłowiańskich było zbliżenie Kościołów tradycji wschodniej i zachodniej. – Na grobie księży Koziełków jest napis: „Aby wszyscy jedno byli” – dodaje.

To hasło do dzisiaj jest dla parafii ważne. Wyraża się na przykład w serdecznych kontaktach z wiernymi prawosławnej parafii we Wrocławiu. W Knurowie koncertował na przykład chór Oktoich z tej wspólnoty. Z kolei knurowianie we Wrocławiu dziwili się, widząc, że egzemplarz encykliki Jana Pawła II o Cyrylu i Metodym, należący do prawosławnego księdza, nosi ślady wielokrotnego czytania. – Mówiliśmy: „Ale wyście som prawosławni!”, a oni: „Ale papież tę encyklikę zaadresował do nas!” – wspomina B. Szyguła.

Wyrzeźbieni księża

Henryk Burzec, tworząc wystrój kościoła w latach 60. XX wieku, dużo dyskutował z tutejszymi „kapelonkami”. – Patrzył tak przy śniadaniach na mnie i na drugiego wikarego ks. Henryka Loskę. No i potem nas wyrzeźbił jako świętych Metodego i Cyryla – śmiał się w rozmowie z nami ks. January Liberski, mieszkający dziś w domu księży emerytów w Katowicach.

Wizja rzeźbiarza okazała się prorocza, bo obaj młodzi wtedy księża zostali – podobnie jak święci Cyryl i Metody – misjonarzami. Tak samo głosili ludziom Jezusa w ich lokalnych językach. Ks. January spędził 40 lat w Zambii i Zimbabwe, a ks. Henryk poniósł Ewangelię do Zairu (Kongo) i do Estonii.

– W tamtych czasach na misje jeździli tylko zakonnicy, więc ks. Henryk Loska wstąpił do franciszkanów. Okazało się, że na misje pojechał trzy lata później niż ks. January Liberski, bo ten został pierwszym w Polsce księdzem diecezjalnym, wysłanym na misje – mówi Bogusław Szyguła.

Patroni Europy

Knurowska wspólnota pamięta też o swoim pierwszym patronie – św. Wawrzyńcu. W budynku parafialnym powstała niedawno przedpogrzebowa kaplica pod wezwaniem tego starożytnego męczennika.

W podejściu do historii widać tu dużo szacunku. Niedawno parafii udało się odnowić drogę krzyżową, która była częścią pierwotnego wystroju kościoła. Trafiła na zewnątrz, zamontowano ją wokół świątyni. Odnowił ją malarz Zygmunt Jerzyk, uczeń autora stacji Józefa Kandziory. – Jak zobaczył na tych obrazach podpis swojego mistrza, bardzo się ucieszył – mówi ks. Mirosław Pelc.

Praca nad odnowieniem dzieła była dla pana Zygmunta duchowym przygotowaniem na… własną śmierć. Kiedy zaczął tę pracę, był już poważnie chory na raka. Jego bliscy sądzą też, że to zadanie do wykonania o kilka miesięcy przedłużyło jego życie na ziemi.

Według danych sprzed pandemii parafia liczy 11,9 tys. wiernych. Powstaje tu wiele nowych domów, przeprowadzają się tutaj mieszkańcy Gliwic i innych dużych miast. Także odpływ ludzi z Kościoła z powodu pandemii nie zaznaczył się tutaj tak mocno jak w wielu innych miejscach.

Gdy proboszcz ks. Mirosław Pelc w 2014 r. witał się z parafianami, wspominał, że jako katecheta zabiegał, by młodzież coś wiedziała o patronach. – Gdy przychodził 14 lutego i młodzież mówiła mi coś o walentynkach, grzmiałem: „Żadne walentynki, tylko święto Cyryla i Metodego, głównych patronów Europy!” – śmieje się.

14. dnia każdego miesiąca po porannej Mszy św. w tym kościele odbywa się nabożeństwo przed ikoną świętych Cyryla i Metodego, przywiezioną przez ks. Koziełka z Velehradu. – Po każdej Mszy w tygodniu odmawiamy też specjalną modlitwę. Prosimy ich o wstawiennictwo, żeby Europy nie zalało pogaństwo, i o uchronienie przed epidemiami – mówi ks. Pelc. – Od tych świętych trzeba się uczyć, jak głosić Ewangelię w tych zaskakujących czasach. Oni też przyszli w nieznane. Wprowadzili nowe metody ewangelizacji. Za ich wzorem musimy szukać nowych sposobów dotarcia do człowieka – dodaje.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama