Nowy numer 19/2021 Archiwum

Jak „schrystianizować” Kościół...?

O nowej ewangelizacji, pomysłach na duszpasterstwo młodzieży oraz radościach z biskupiej posługi mówi bp Jean-Louis Balsa z diecezji Viviers we Francji.

Ks. Tomasz Wojtal: Na początku proszę opowiedzieć nam coś o swojej diecezji.

bp Jean-Louis Balsa: Od 2015 r. jestem ordynariuszem diecezji Viviers we Francji. To stosunkowo niewielka diecezja, licząca ok. 350 tys. wiernych. Mamy 28 księży pracujących duszpastersko, z czego tylko połowa to miejscowi księża diecezjalni. Pozostali to zakonnicy oraz misjonarze z Afryki oraz z... Polski. Ta liczba duchownych pozwala jedynie zapewnić wiernym dostęp do Eucharystii. Zdaję sobie doskonale sprawę z tego, że same usługi religijne to nie wszystko. Naszym wspólnotom parafialnym potrzebna jest przede wszystkim ewangelizacja. Zależy mi, aby księża pracujący w parafiach w miarę możliwości tworzyli żywe wspólnoty z wiernymi. Wielkiej szansy upatruję m.in. w księżach z waszej archidiecezji. Ich świeże doświadczenie wiary niezwykle dynamizuje nasz lokalny Kościół.

Rzeczywiście, od trzech lat w diecezji Viviers posługuje trzech kapłanów archidiecezji katowickiej. Od września prawdopodobnie dołączy do nich jeszcze dwóch...

Jestem za to bardzo wdzięczny abp. Wiktorowi Skworcowi. Dzięki jego otwartości i misyjnej wrażliwości mogliśmy nawiązać tę współpracę, która wszystkich nas napawa nadzieją na przyszłość.

Czy zgadza się Ksiądz Biskup ze stwierdzeniem, że przyszłością Kościoła jest nowa ewangelizacja?

Tak, jak najbardziej! Ale trzeba pamiętać, że ta nowa ewangelizacja nie oznacza rozpoczynania od zera. Musimy nieustannie pamiętać o ponad dwóch tysiącach lat różnych doświadczeń, które stały się udziałem chrześcijaństwa. We Francji mamy piękne, zabytkowe kościoły, ale to przecież nie oznacza, że jesteśmy narodem wierzącym. Z drugiej strony nawet wypełnianie praktyk religijnych niekoniecznie musi być przejawem żywej wiary. W wielu przypadkach mamy do czynienia z pewnym zwyczajem czy tradycją. Aby nie stać się obiektem muzealnym, musimy budować Kościół żywy. Musimy „zainwestować” w ludzi. Cóż z tego, że będziemy mieli piękne budowle sakralne, skoro będą one świecić pustkami. Jako Kościół powinniśmy stawiać sobie pytanie o duchową kondycję naszych wiernych. Trudno mówić o byciu chrześcijaninem bez głębokiej, osobistej relacji z Jezusem. Doświadczenie żywego spotkania z Mistrzem z Nazaretu to jest podstawa. Wszyscy stajemy przed wyzwaniem „schrystianizowania” Kościoła, który już istnieje.

Czy Ksiądz Biskup ma jakiś pomysł na tę „chrystianizację” Kościoła? W jaki sposób prowadzić wiernych do osobistego spotkania z Jezusem?

Właściwie to nie musimy wymyślać niczego nowego. Wystarczy sięgnąć po Dzieje Apostolskie, gdzie w drugim rozdziale opisana jest pierwsza wspólnota chrześcijańska. W tym tekście znajdujemy pięć niezbędnych i uzupełniających się elementów: słowo Boże, Eucharystia, modlitwa, wspólnota, służba ubogim. Ważne, aby wszystkie te „rzeczywistości” współistniały w życiu danej wspólnoty. Jeżeli zabraknie któregoś z elementów albo zlekceważy się jego wartość, całość nie będzie funkcjonowała tak, jak powinna. Jeżeli ktoś we wspólnocie poświęca się ubogim, ale nie dba o swoją relację ze słowem Bożym, nie różni się za bardzo od pracownika instytucji charytatywnej, a przecież nie o to chodzi. W każdej naszej duszpasterskiej aktywności powinniśmy szukać tych pięciu elementów i uwrażliwiać na nie naszych wiernych. W przeciwnym razie Kościół będzie przypominał supermarket, do którego się przychodzi, przegląda się poszczególne produkty i wybiera tylko to, „co smakuje”. Ciało Chrystusa na krzyżu nie było podzielone. Kościół, Mistyczne Ciało Chrystusa, też musi być całością i mieć całościową propozycję dla wiernych. Tworzyć i budować Kościół to nie znaczy inwestować w jakąś maszynę, która ma zapewnić efektywne działanie. Nie jest trudno wyobrazić sobie Kościół na wzór klubu tenisowego, w którym biskup będzie prezesem, diecezjalny ekonom – skarbnikiem i głównym zadaniem będzie organizowanie „zawodów”, czyli – w przypadku Kościoła – wybranych akcji duszpasterskich. W Kościele nie wystarcza mówić o Bogu, trzeba przede wszystkim mówić, rozmawiać z Bogiem.

Taka wizja Kościoła wymaga zaangażowania osób świeckich i ich stałej formacji.

To prawda. Trzeba nieustannie „karmić” świeckich. Nie możemy angażować ich tylko i wyłącznie do działania. Nie możemy uczynić z nich kogoś na kształt pracowników restauracji, którzy przygotowują i serwują jedzenie innym, a sami pozostają głodni. Poza tym gdy wszyscy będą w kuchni, to sala restauracji pozostanie pusta. Ludzie, którzy służą w Kościele, muszą mieć czas na karmienie się Eucharystią i Bożym słowem.

Nie wiem, czy Ksiądz Biskup się ze mną zgodzi, ale mam wrażenie, że w tej restauracji coraz trudniej spotkać ludzi młodych. Co robić, aby i oni chcieli znaleźć swoje miejsce w Kościele?

Chyba nie ma jakiegoś uniwersalnego przepisu na młodych w Kościele. Na pewno trzeba im zaproponować coś konkretnego, a jednocześnie coś, co mogą znaleźć tylko u nas. Nie warto kopiować tego, co robi świat, bo świat zrobi to i tak lepiej i w sposób bardziej atrakcyjny. Musimy zainteresować młodych ludzi Ewangelią. Nie mamy dla nich srebra ani złota, ale możemy im dać Jezusa Chrystusa.

Przyzna Ksiądz Biskup, że nie jest to najłatwiejsze zadanie, szczególnie w dzisiejszym świecie.

Doskonale zdaję sobie z tego sprawę. Młodzi ludzie rzeczywiście mają bardzo różne zainteresowania i jednocześnie bardzo wiele atrakcji do dyspozycji. Ale trzeba próbować. Nie możemy się poddawać. Nie wystarczy na nich czekać, bo oni sami raczej do nas nie przyjdą. Trzeba ich szukać i przekonać, że to właśnie my mamy do zaoferowania coś najlepszego na świecie. Przynajmniej u nas, we Francji, skończyły się czasy siedzenia za biurkiem w kancelarii i czekania na petentów. Trzeba wyjść do ludzi z konkretną propozycją. Poza tym żeby zainteresować młodych Ewangelią, musimy zacząć mówić do ich serca w sposób prosty i pozbawiony górnolotnych i wyszukanych słów. Trzeba dać im czas i poczucie, że są dla nas kimś ważnym. Trzeba opowiadać im o Jezusie na przykładzie własnego życia. Oni zazwyczaj żyją chwilą i mają trudność w systematyczności. Naszym zadaniem jest pomagać im w uczeniu się wierności i scalaniu ich życia. Nie ukrywam, że duszpasterstwo młodych to jeden z moich priorytetów. Kładę duży nacisk na ich formację w małych grupach parafialnych, ale jednocześnie zależy mi na tym, aby mieli świadomość bycia częścią naszej diecezji. Jako biskup co roku proponuję im wspólny wyjazd, coś w stylu rekolekcji diecezjalnych. Jest to taki „wabik”, taka przysłowiowa „marchewka”, żeby ich przyciągnąć i wejść z nimi w relacje. Podstawą tych wyjazdów są modlitwa oraz wspólna służba na rzecz ubogich i potrzebujących. Widzę, że młodzi chętnie podejmują takie wyzwania, bo lubią czuć się potrzebni.

A co, oprócz bycia z młodymi, sprawia jeszcze Księdzu Biskupowi radość?

Wielką radością są dla mnie księża. Często powtarzam, że to są „moi” księża, moi synowie. Staram się odwiedzać ich w parafiach, być dla nich wsparciem, kiedy opowiadają mi o swoich trudnościach i niepowodzeniach. Staram się też dostrzegać i doceniać wartość ich duszpasterskiej pracy oraz piękno ich poświęcenia na rzecz wspólnot parafialnych, którym służą. Wielką łaską jest widzieć na własne oczy, jak Bóg działa przez księży, których mam w diecezji.

Czego możemy życzyć Księdzu Biskupowi na przyszłość?

Przede wszystkim abym wzrastał w wierności. I proszę też o modlitwę za mnie i za diecezję, której służę.

Współpraca: ks. Wojciech Samuel


Bp Jean-Louis Balsa

Pochodzi z Nicei. Od 2015 r. jest ordynariusz francuskiej diecezji Viviers. Od 2018 r. posługują tam księża z archidiecezji katowickiej.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama