Nowy numer 9/2021 Archiwum

Zorganizowana siostra

Gdy miała cztery lata, obozowy kapo wyrzucił ją na beton, żeby tam umarła. Innym razem wartownik już mierzył do niej z karabinu. Siostra Henrietta, służebniczka z Panewnik, ma niesamowitą historię życia.

Aby uwolnić się od głodu, Adela z koleżanką zgłosiły się do opieki nad dziećmi w niemieckim gospodarstwie. Trafiły do Niemki przesiedlonej z Besarabii, która, jak się okazało, miała tylko 14-letniego syna. Nie chodziło wcale o opiekę, lecz o ciężką harówkę na polu. Roztrząsały tam nawet gnój. Głód ich nie opuścił, bo Niemka wydzielała im jedzenie. – Nie miała nad tymi dziewczynkami żadnej litości – mówi siostra.

W Potulicach straciło życie aż 1300 dzieci. Wiele innych żyło tam bez rodziców. Tym, które wyrosły z ubranek, pani Pronobis szyła koszulki z własnych prześcieradeł, dostarczanych przez babcię. Niestety, pewnego dnia została wywieziona z obozu do pracy przy kopaniu okopów. Pięcioletnia już Wanda została całkiem sama. Wydaje się jej, że trwało to co najmniej pół roku. – Moja siostra mówi: „Musiałaś być bardzo zorganizowana, żeś przeżyła”. Nieraz przecież, jak dzieciak niósł zupę, to mu jakiś głodny chłop ją wyrwał i wypił – mówi.

W sierpniu 1944 roku Niemcy pozwolili babci zabrać wychudzoną Wandę z obozu. Powoli wróciła do zdrowia. Skończyła technikum budowlane. Miała chłopaka, ale na Jasnej Górze rozeznała, że Matka Boża chce ją mieć w zakonie. Wstąpiła do sióstr służebniczek. – 30 października będę miała już 60 lat w zgromadzeniu – mówi.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama