Nowy numer 48/2020 Archiwum

Droga do beatyfikacji. Homilia arcybiskupa katowickiego na uroczystość Chrystusa Króla Wszechświata

Tekst wygłoszony został podczas sumy pontyfikalnej w katowickiej katedrze w niedzielę 22 listopada 2020 r.

1. W niedzielę przed tygodniem obchodziliśmy Światowy Dzień Ubogich. Zapamiętaliśmy hasło tego dnia: „Wyciągnij rękę do ubogiego”. Sam papież w tegorocznym orędziu podał nam przykłady ręki wyciągniętej do ubogiego w konkretnym geście miłosierdzia i pomocy.

Ojciec Święty podkreśla, że w sytuacji epidemicznego zagrożenia mogliśmy zauważyć wiele wyciągniętych rąk! „Wyciągnięta ręka lekarza, który przejmuje się każdym pacjentem, starając się znaleźć właściwe lekarstwo. Wyciągnięta ręka pielęgniarki i pielęgniarza, którzy nie patrząc na godziny pracy, zostają, aby troszczyć się o chorych. Wyciągnięta ręka tych, którzy pracują w administracji i organizują środki, aby ocalić jak najwięcej ludzkich istnień. Wyciągnięta ręka aptekarza, realizującego tak wiele próśb, wystawiając się jednocześnie na ryzykowny kontakt z ludźmi. Wyciągnięta ręka kapłana, który błogosławi ze ściśniętym sercem. Wyciągnięta ręka wolontariusza, który pomaga tym, którzy żyją na ulicy, ale też i tym, którzy mają dach nad głową, ale nie mają co jeść. Wyciągnięta ręka kobiet i mężczyzn, którzy pracują, aby zapewnić konieczne usługi i bezpieczeństwo. I jeszcze wiele innych wyciągniętych rąk, które moglibyśmy tu wyliczać, aż do skomponowania litanii dobrych dzieł. Wszystkie te ręce rzuciły wyzwanie zarazie oraz strachowi, aby dać wsparcie i pociechę”.

Do nowo powstającej litanii dobrych gestów i dzieł możemy dodać działania podejmowane pośród najbliższych, wobec tych, którzy są blisko, niejako w zasięgu ręki. Wiemy z własnego doświadczenia, że czasem ta pomoc, ukierunkowana na bliskich: rodziców czy dziadków jest najtrudniejsza i najbardziej wymagająca. Tym bardziej dziękujemy sercom i rękom niosącym pomoc najbliższym w rodzinie i sąsiedztwie.

2. W uroczystość Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata Kościół podejmuje temat rzeczy ostatecznych człowieka. A są to: śmierć, sąd, zbawienie lub potępienie.

W naszej katedrze nad prezbiterium góruje postać Chrystusa Króla wpisana w okrąg, symbol nieskończoności. Na okręgu – zgodnie z wizją opisaną w Apokalipsie św. Jana Apostoła – umieszczono siedem trąb i siedem pieczęci. To atrybuty Chrystusa – władcy ludzkich dziejów, przychodzącego na końcu czasów, aby sądzić żywych i umarłych.

Wówczas Chrystus „przyjdzie w swej chwale i wszyscy aniołowie z Nim (...) Zgromadzą się przed Nim wszystkie narody, a On oddzieli jednych ludzi od drugich, jak pasterz oddziela owce od kozłów. Owce postawi po prawej, a kozły po swojej lewej stronie (...) I pójdą ci na mękę wieczną, sprawiedliwi zaś do życia wiecznego” (Mt 25,31.32.46).

Wierzymy, że zmartwychwstanie wszystkich zmarłych, „sprawiedliwych i niesprawiedliwych” (Dz 24,15), poprzedzi sąd ostateczny. Będzie to „godzina, w której wszyscy, którzy spoczywają w grobach, usłyszą głos Jego: a ci, którzy pełnili dobre czyny, pójdą na zmartwychwstanie życia; ci, którzy pełnili złe czyny – na zmartwychwstanie potępienia” (J 5,28-29).

Wobec Chrystusa, który jest prawdą, zostanie ostatecznie ujawniona prawda o relacji każdego człowieka z Bogiem. Sąd ostateczny ujawni to, co każdy uczynił dobrego, i to, czego zaniechał w czasie swego ziemskiego życia, łącznie z wszystkimi tego konsekwencjami. Zapisał św. Augustyn słowa Boga: „Wiedzcie, że gdy moich najmniejszych i potrzebujących umieściłem dla was na ziemi, ustanowiłem ich waszymi posłańcami, którzy wasze uczynki zaniosą do mojego skarbca. Nic nie złożyliście w ich ręce i dlatego u mnie nic nie posiadacie”.

Bracia i Siostry! To przed Jego trybunałem wszyscy ostatecznie staniemy, wtedy dokona się sąd nad nami. Nie będzie mógł nas reprezentować adwokat, a tym bardziej adwokacka kancelaria. Nasza sprawa nie spadnie z tej wokandy na odległy termin. Nie będzie możliwości wpłacenia poręczenia ani otrzymania wyroku w zawieszeniu. Będą się liczyły tylko fakty: działanie na rzecz bliźniego bądź zaniechanie takiego działania. Liczył się będzie gest wyciągniętej i darującej ręki. Nie ukryje się gest ręki zaciśniętej; ręki zagarniającej ku sobie czy ręki zwiniętej w pięść, wycelowanej w twarz potrzebującego.

Objawionym nam dziś kryterium sądu i wyroku jest pytanie: czy i co zrobiłeś dla bliźniego, gdzie i kiedy byłeś miłosierny? Będziemy rozliczni z czynów miłości wobec bliźniego, które można wszystkie sprowadzić do wspólnego mianownika: chodzi o czyny podtrzymujące życie bądź chroniące życie, które potrzebuje pokarmu i napoju, dachu nad głową i ciepłego kąta. Trzeba też ubrać ubogiego i ochraniać nagiego, który jest w łonie matki, pamiętając, że nadzy przychodzimy na ten świat i tacy stąd odejdziemy (por. Hi 1,20), zostawiając wszystko, co zgromadziliśmy. Głos z nieba mówi: „Błogosławieni, którzy w Panu umierają – już teraz. Zaiste, mówi Duch, niech odpoczną od swoich mozołów, bo idą wraz z nimi ich czyny” (Ap 14,13).

Miał tego świadomość w więzieniu i w celi śmierci nasz kandydat na ołtarze sługa Boży ks. Jan Franciszek Macha. Z całą gorliwością neoprezbitera zaangażował się pomoc biednym, których takimi uczyniła hitlerowska okupacja na Górnym Śląsku. W Kalendarium jego życia zapisano: „od jesieni 1939 roku zaangażował się w pomoc charytatywną rodzinom pozbawionym środków do życia z powodu uwięzienia ojców i mężów”. Ta pomoc była też mocnym wsparciem moralnym, sygnałem: nie jesteście sami, jesteście zapamiętani!

Dwa lata później, w trakcie pełnienia swej misji, ks. Macha został aresztowany. Stracony w katowickim więzieniu w nocy 2 grudnia 1942 roku. Zginął męczennik, apostoł miłości miłosiernej.

3. Na końcu roku sporządza się zwykle bilanse. Niech koniec roku liturgicznego będzie dla nas okazją do rachunku sumienia, do popatrzenia w lustro dzisiejszej ewangelii. Do wyciągnięcia wniosków. Niezależnie jak ten obrachunek wypadnie, cieszmy się, że jeszcze mamy czas i mamy wpływ na ostateczny bilans naszego życia.

Pozostaje jeszcze czas na działanie Boga i na nasze korygujące działanie. Na działanie Boga, Dobrego Pasterza, opisanego u proroka Ezechiela. Uwierzmy Jego słowom: „zagubioną odszukam... zabłąkaną sprowadzę z powrotem..., skaleczoną opatrzę..., chorą umocnię..., mocną będę ochraniał”. Tak prorok Ezechiel opisuje wyciągniętą dłoń Boga do człowieka, mobilizującą nas do analogicznego działania w odniesieniu do naszych bliźnich. Nie marnujmy tej szansy, pamiętając, że znakiem i symbolem czasu pandemii powinna być ręka, dłoń wyciągnięta w geście pomocy do ubogiego. Ale i poszukiwanie zagubionych, zabłąkanych, okaleczonych...

Niech perspektywa sądzenia nas przez Boga, który jest Miłością, dodaje nam skrzydeł do postępowania według prawa Królestwa Bożego, a jest to prawo miłości; według ośmiu błogosławieństw i według katalogu uczynków miłosierdzia.

Niech ich wytrwałe pełnienie zamknie się w dniu sądu nad nami wyrokiem, który brzmi jak formuła beatyfikacji: „Pójdźcie błogosławieni Ojca mojego, weźmijcie w posiadanie królestwo, przygotowane wam od założenia świata”. Obyśmy te słowa usłyszeli i na wieczność należeli do błogosławionych. Amen.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama