Nowy numer 50/2018 Archiwum

Gorliwy ksiądz, dobry człowiek

Świętej pamięci księdza prof. Józefa Krętosza wspomina kard. Kazimierz Nycz, kolega klasowy z liceum.

Wspominając śp. ks. prof. Józefa Krętosza, muszę zaznaczyć, że to wspomnienie będzie bardzo osobiste, ponieważ nasza znajomość sięga 1963 roku. Rozpoczęliśmy wtedy naukę w liceum w Czechowicach-Dziedzicach i znaleźliśmy się w jednej klasie.

Zapamiętałem go jako człowieka niezwykle aktywnego i ambitnego, i już wtedy zainteresowanego historią. Był niezwykle pracowitym uczniem. Zdając maturę, nie miał z nią żadnych problemów, a jednocześnie był przygotowany do studiów o humanistycznym charakterze.

Zaskoczeniem było, gdy kiedyś po maturze spotkaliśmy się i okazało się, że obaj wybieramy się do seminarium duchownego, choć wcześniej o tym nie rozmawialiśmy.

Pochodził z Białki Śląskiej, w związku z tym wstąpił do seminarium w Katowicach, które wówczas miało swoją siedzibę w Krakowie. Może nie tak blisko, jak w szkole, ale przez następne 6 lat spotykaliśmy się i odwiedzaliśmy. Niektóre zajęcia w seminarium mieliśmy wspólne. Pamiętam, że tam jego ukierunkowanie naukowe jeszcze bardziej się kształtowało. Często odwiedzał archiwa i biblioteki, rozwijał swoje historyczne zainteresowania, a Kraków dawał ku temu duże możliwości.

Był święcony rok później ode mnie, w 1974 r., dlatego, że śląscy klerycy mieli obowiązkowy rok pracy w kopalni. Pamiętam, że w pracy parafialnej był bardzo gorliwy.

Potem w 1977 roku znaleźliśmy się na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Ja na teologii, a on też na Wydziale Teologicznym, ale robił doktorat z historii Kościoła u znakomitego profesora ks. Bolesława Kumora. Później wykładał w Śląskim Wyższym Seminarium Duchownym, szybko też zrobił habilitację, gdyż był bardzo pracowity. Pracowitością osiągnął bardzo dużo.

Spotykaliśmy się także, gdy byłem biskupem pomocniczym w Krakowie, a ks. Krętosz przyjeżdżał badać przewiezione tam tzw. archiwum lwowskie. Prowadził badania nad historią Kościoła na przedwojennych ziemiach Polski, zwłaszcza w diecezjach lwowskiej i łuckiej.

Uproszczeniem byłoby powiedzenie, że był tylko naukowcem, profesorem historii. Wiele czasu poświęcał formacji młodych księży, angażował się też w duszpasterstwo. Mieszkał przy jednej z parafii katowickich przez kilkanaście lat po swoich studiach i angażował się tam nie tylko w niedzielę, ale też był przy wszystkich okazjach, które wymagały jego obecności.

Był gorliwym, dobrym księdzem, a przy tym bardzo prostym, szczerym i dobrym człowiekiem. Spotykaliśmy się dość często, urządzaliśmy regularne spotkania, na które przyjeżdżał aż do czasu, gdy dotknęła go choroba, która trwała prawie ostatnie 10 lat, a która wyłączyła go z życia. To był bardzo trudny okres dla niego, a jeszcze trudniejszy dla tych, którzy się nim opiekowali.

Patrząc na jego kapłaństwo i dorobek naukowy - to był bardzo wartościowy człowiek i naukowiec. Cenił go również kard. Marian Jaworski za jego ogromny wkład w udokumentowanie historii Kościoła na Kresach Wschodnich i na Ukrainie.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy