Nowy numer 50/2018 Archiwum

Rolnik w sutannie

Był związany z niemiecką kulturą, ale poza Śląskiem nigdzie nie czuł się u siebie. Ukazała się biografia proboszcza z Bielszowic z lat 1911–1929.

Ksiądz Franciszek Buschmann w książce Rafała Wawrzynka to postać w jakimś stopniu tragiczna. Był znakomitym, dbającym o upiększenie kościoła gospodarzem i budowniczym, co jego parafianom bardzo się podobało. Uprawiał też należącą do parafii ziemię, hodował zwierzęta i robił to tak dobrze, że inni rolnicy słuchali jego rad. Rafał Wawrzynek przytacza związane z nim anegdoty, które przez lata krążyły po Bielszowicach i w rodzinie farorza. Przy probostwie ks. Franciszek we wzorcowy sposób prowadził sad. Pewnego sobotniego wieczoru, już po wieczornym obchodzie gospodarstwa, rozszczekały się „farskie” psy. Proboszcz wypuścił je do ogrodu, a ponieważ długo nie wracały, zostawił je tam na noc. Rano ze zdziwieniem zauważył, że na jednym z jego drzew siedzi pewien miejscowy górnik, a przy pniu wciąż warują dwa owczarki... Na dodatek za płotem już zebrała się grupka ciekawskich, którzy właśnie szli na pierwszą niedzielną Mszę Świętą. – Było ci tego trzeba? Gdybyś przyszedł do mnie i poprosił o jabłka, nie odmówiłbym przecież. Miałbym z tego korzyść i ja, bo pomógłbyś mi nazrywać owoców, i ty – miał wtedy powiedzieć proboszcz.

Ksiądz Franciszek pochodził z Jemielnicy pod Strzelcami Opolskimi i doskonale godoł po ślonsku. Od dziecka był jednak mocno związany z kulturą niemiecką. W Bielszowicach było znacznie więcej polskich Ślązaków niż niemieckich. Ks. Franciszek wyraźnie jednak faworyzował niemieckie stowarzyszenia kościelne i niemieckich polityków. A że przy tym miał wyrazistą osobowość, dominującą i nieskłonną do kompromisów, zraził do siebie część propolskich parafian. Mimo to miał przyjaciół wśród Polaków. Nawet dawni powstańcy śląscy, zwolennicy Wojciecha Korfantego, zachowywali wobec niego szacunek i lojalność – choć nie wszystko u farorza im się podobało. A jednak ks. Buschmann w 1929 r. stracił probostwo w Bielszowicach. Autor książki uważa, że przyczyniła się do tego polityka. Otóż jak wroga traktowała proboszcza znacznie mniej liczna organizacja powstańców – związany z rządzącą sanacją Związek Powstańców Śląskich. Jej działacze starali się podgrzewać nastroje i wywoływali przy kościele awantury – i to nawet w czasie wizytacji biskupiej! Robili to w ramach rywalizacji z „Korfanciorzami” – ale ofiarą ich zachowania był ksiądz. Wreszcie kuria zmieniła proboszcza, żeby uspokoić parafię. Ksiądz Franciszek przeniósł się wtedy na niemiecką stronę granicy. Został proboszczem w Gościęcinie w powiecie kozielskim. W 1947 r. został stamtąd wysiedlony do Niemiec. Zmarł w 1954 r. jako proboszcz Ailringen w Badenii. Choć zawsze był związany z Niemcami, nigdzie poza Śląskiem nie czuł się u siebie. Rafał Wawrzynek, Rolnik w sutannie. Ks. Franciszek Buschmann (1876–1954). Proboszcz w Bielszowicach, Ruda Śl. 2017.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy