Nowy numer 29/2021 Archiwum

Kościół, nie kino

Jej budowniczowie aż 20 razy stawali przed sądem. A kiedy 60 lat temu święcił ją bp Herbert Bednorz, proboszcz Jan Kapołka... gdzieś zniknął. Historia tej tyskiej świątyni jest niezwykła.

W 1956 r. upadł w Polsce stalinizm. Nastał krótki czas „odwilży” w stosunkach państwo–Kościół. Biskupi śląscy postanowili więc szybko wznieść nowe kościoły.

W 1957 r. władze zgodziły się na wybudowanie jednego z nich w Tychach. Za robotę raźno wziął się ks. Jan Kapołka, wikary u św. Marii Magdaleny. Biskupi prosili, żeby się pospieszył, zanim władze się rozmyślą.

– Ks. Kapołka umiał z każdym rozmawiać, nawet z komunistami. W 1957 r. przekonał szefa Tyskiego Przedsiębiorstwa Budownictwa Miejskiego, żeby to on wybudował mu kościół – relacjonuje ks. Szołtysik.

Dobrze, panie ksiądz

Dyrektor tego przedsiębiorstwa był Żydem i nosił nazwisko Wolski. Ks. Kapołka wspominał jego odpowiedź: „Panie ksiądz, musi być jakiś czynnik społeczny, niech pan weźmie kilku górników i pokaże mi, że ludzie tego kościoła chcą”. – I w ten sposób świątynię budowała państwowa, socjalistyczna firma... – śmieje się ks. Szołtysik.

Po kilku miesiącach komuniści wrócili do wojny z Kościołem i firma przerwała prace. Jej robotnicy nadal jednak przychodzili po godzinach na budowę świątyni.

Problemy narastały. Władze Tychów zapowiadały, że tę wznoszoną świątynię odbiorą i przeznaczą na salę koncertową, kino lub muzeum ziemi tyskiej.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama