Nowy numer 29/2021 Archiwum

Tak umiera Bóg

„Mając 33 lata, Jezus Chrystus umarł, abym mógł żyć. Mam 33 lata, żyję”.

Przychodzi Jezus

Maciek ostatni raz Ryśka spotkał na kilka dni przed jego śmiercią. Długo rozmawiali w pewnej knajpie. O czym? Tego niestety nie pamięta. Przesadził wtedy z alkoholem. „Bardzo mi go brakuje, bardzo za nim tęsknię” – zwierza się czytelnikom. „Mam nadzieję, że zobaczę go na jakimś wielkim koncercie uwielbienia w niebie. Modlę się cały czas za niego, żeby dobry Bóg przygarnął go do siebie”. O Maćka co jakiś czas upominał się sam Jezus. To Jemu przypisuje uratowanie przed samobójczą śmiercią (szczegóły w książce), Jego zaczął doświadczać też w Medjugorju. Pojechał tam… w poszukiwaniu energii. Wiózł w bagażniku kilka kilogramów krowich odchodów, potrzebnych do palenia świętego hinduskiego ognia. Jezus Miłosierny przyszedł do niego także w czasie… wschodniej medytacji. „Był i wyciągał do mnie swe dłonie. Pojawił się, zapraszał mnie do siebie” – pisze Maciej. W tym samym czasie w intencji jego nawrócenia modliły się wspólnoty z Wrocławia i Warszawy. „Byłem zszokowany, czułem, że coś się we mnie zmienia. Zacząłem porównywać śmierć Jezusa ze śmiercią Buddy. (…) Z jednej strony Budda – odchodzący w pozycji medytacyjnej, zwrócony do siebie, do wewnątrz. Z drugiej umierający Jezus – w najbardziej otwartej na innych pozycji, z rozciągniętymi na krzyżu ramionami, umierający nie dla siebie, lecz dla nas” – wzruszająco opisuje Maciej.

Maciej Sikorski, „Byłem w piekle. Nie polecam”, Wydawnictwo Niecałe, ss. 159, Bytom 2017.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama