Nowy numer 48/2020 Archiwum

Razem, czyli solidarnie

O przemianach w polskim górnictwie i nowych wyzwaniach stojących przed tym sektorem mówi prof. Jan Wojtyła, prezes Rady Nadzorczej Polskiej Grupy Górniczej.

Ks. Rafał Skitek: Jaki będzie 2017 rok dla polskiego górnictwa?

Prof. Jan Wojtyła: Widać światełko w tunelu i rodzi się realna nadzieja na przeprowadzenie procesu rewitalizacji górnictwa. Ważne, aby wypowiadając się w tej materii, wyzbywać się partykularnych interesów i mieć na uwadze konieczną równowagę pomiędzy racjami ekonomicznymi a racjami społecznymi. To jednak jest proces, który trzeba postrzegać w dłuższym horyzoncie czasowym. Ważąc racje w tych kwestiach, jestem optymistą pod warunkiem uwolnienia tych procesów od totalnej negacji. Trzeba tutaj przywołać łacińską maksymę: „Non nocere” – nie szkodzić…

W ubiegłym roku nastąpiło wiele zmian w sektorze górniczym. To jakiś przełom?

Górnictwo to branża, w której podejmując decyzje, trzeba wyprzedzać czas. Nie może być to polityka sprintu i okazjonalnych działań, lecz roztropnej, długowzrocznej troski. Stan, do jakiego doprowadzono branżę górniczą, to skutek wielu zaniedbań. Mocno pokutuje krótkowzroczność poprzednich obozów władzy. Nie wykorzystano dla inwestycji koniunktury rynkowej. W sytuacji dekoniunktury dla ratowania płynności zawierano długoletnie umowy po zaniżonych cenach. Zastany poziom zadłużenia i niedoinwestowania znacząco ciąży na dzisiejszej sytuacji górnictwa. Poza tym cały czas przeplatają się ze sobą dwa wymiary: ekonomiczny i społeczny. Rachuby ekonomiczne mogłyby przecież nakazywać radykalne cięcia i stopniowe ograniczanie wydobycia. Tyle tylko, że byłby to rachunek dość krótkowzroczny. Czy można pozbawiać się paliwowych rezerw strategicznych i pogłębiać uzależnianie się od cen innych nośników energii? W wymiarze ekonomicznym mamy w tej sprawie sporo nieporozumień, które – jak się zdaje – wynikają z gry interesów. Proszę sobie wyobrazić, co by było, gdyby wystąpił deficyt węgla w warunkach energetyki opartej przede wszystkim na tym paliwie. Gdzie szukalibyśmy innych źródeł energii? Dla mnie nie ulega wątpliwości, że jeżeli Polska ma określone strategiczne rezerwy węgla, to bezpieczniej może spoglądać na wahania koniunkturalne innych paliw. To jest nasze dobro narodowe, którego należy bronić. Takie samo jest stanowisko obecnego rządu.

Niektórzy uważają, że lepiej sprowadzać tańszy węgiel z zagranicy, np. z Rosji czy Chin...

Przestrzegałbym przed pułapką zawartą w takim rozumowaniu, które jest bardzo krótkowzroczne. Ceny tego węgla wynikają z niezwykle niskich kosztów pracy. Są to dumpingowe ceny węgla, na których nie można budować strategii. Postulowana stopniowa likwidacja górnictwa węgla kamiennego to nic innego jak pogłębianie uzależnienia. Konieczna jest dywersyfikacja źródeł pozyskiwania energii.

A może po prostu cena polskiego węgla jest wciąż za wysoka?

Koszty produkcji węgla obciążone są licznymi daninami publicznymi. Mówimy tu o 10 różnych obciążeniach. Część z nich ponosi każdy pracownik, niezależnie od tego, czy jest górnikiem, czy nie, na przykład podatek dochodowy od osób fizycznych czy obciążenia ZUS-owskie. Przy relatywnie wysokich wynagrodzeniach w górnictwie odprowadzane kwoty danin są znaczące. Poza tym są też zobowiązania wobec gmin: podatek od nieruchomości, opłaty eksploatacyjne itd. Można się zastanowić, czy nie należałoby rozważyć racjonalności obecnie ponoszonych danin publicznych. Jednocześnie trzeba też pamiętać, że górnictwo generuje określone straty. Czy powinniśmy zatem pozbawiać gminy górnicze tych środków? Myślę, że warto przejrzeć cały katalog tych publicznych obciążeń i tam poszukać pewnych oszczędności. Trzeba także zważyć konsekwencje utraty przychodów z tych danin w następstwie procesów likwidacyjnych. W tych rachubach należy brać pod uwagę tzw. rachunek ciągniony.

Kręcimy się jednak cały czas wokół ekonomii. A wspomniał Pan wcześniej o wymiarze społecznym...

Tak, bo w obowiązującej konstytucji w art. 20 jest mowa o społecznej gospodarce rynkowej. O przymiotniku „społeczny” raczej się dziś zapomina, proponując różne rozwiązania gospodarcze. A przecież art. 2 konstytucji wskazuje na Rzeczpospolitą Polską jako demokratyczne państwo prawa urzeczywistniające zasady sprawiedliwości społecznej. Warto postawić sobie pytanie o to, co ma przeważyć: kalkulacja ekonomiczna czy racje społeczne. Jaka relacja powinna zachodzić pomiędzy pracą a kapitałem? Dotykamy tu kluczowej kwestii, jaką jest praca i sytuacja rodzin pracowników kopalni. Na te kwestie trzeba patrzeć szerzej, nie tylko przez pryzmat ekonomii.

Czy zatem proponowany przez rząd plan naprawy górnictwa działa?

Nie ulega wątpliwości, że górnictwo wymaga rewitalizacji. Jako przewodniczący Rady Nadzorczej PGG obserwuję działania, które obliczone są na dłuższy horyzont czasowy. Na przykład jeżeli jakieś pokłady nie rokują nadziei na efektywną eksploatację bądź pokłady węgla się kończą, to sprawa jest w miarę oczywista. Wymaga to przemieszczenia czy nawet wybudowania nowych kopalń, w których dostęp do węgla byłby dogodniejszy. Te scenariusze bierze się pod uwagę.

Coraz śmielej mówi się też o zacieśnieniu współpracy energetyki i górnictwa. To dobry kierunek?

Solidarność jest tu niezbędna. Te dwie branże muszą żyć w symbiozie. Przykładem może być kwestia cen węgla. Decydujące jest to, za ile sprzedajemy węgiel m.in. dla sektora energetycznego. Trzeba mieć na uwadze różnicę pomiędzy ceną węgla u nas i na rynku światowym. Obecnie polska energetyka kupuje węgiel o ok. 80 zł mniej za tonę w stosunku do cen w portach Amsterdamu, Rotterdamu czy Antwerpii (ceny ARA). To także skutek zawartych umów długoterminowych na bardzo niekorzystnych warunkach, obliczonych na efekt chwili.

Co to oznacza w praktyce?

Proszę sobie wyobrazić, że są takie sytuacje, iż sprzedany został węgiel, który jest jeszcze pod ziemią, niewydobyty. Ze swej strony apeluję o większą solidarność pomiędzy tymi dwoma sektorami – energetycznym i górniczym. Gdyby udało nam się urealnić ceny węgla, górnictwo zyskałoby szansę stabilizacji i wyjścia z trudnej sytuacji. Nie przynosiłoby strat, a nawet generowałoby zyski. Chodzi przede wszystkim o nowy mechanizm kontraktowania cen. Jeśli komuś zależało na zawieraniu umów po zaniżonych cenach, to doraźnie zyskał, lecz w dłuższej perspektywie nic dobrego te działania nie przyniosły.

Da się to jakoś pogodzić z innowacyjnością branży górniczej?

Myślę, że warto postawić sobie pytanie, czy chcemy tylko produkować węgiel, czy też zająć się jego przetwarzaniem, gazyfikacją, przerabianiem go na paliwa. To wszystko jest jeszcze dość kosztowne, ale w przyszłości – przy wyższych cenach ropy i gazu – takie nowe technologie mogłyby się opłacać. Poza tym problemów górnictwa nie da się rozwiązać jedynie w ramach samego sektora górniczego. Trzeba brać pod uwagę całą infrastrukturę. Ważna jest tzw. substytucja miejsc pracy. Kapitał ludzki nie może zostać zmarnowany. Oczywiście, może się to wiązać z koniecznością przekwalifikowań. Ale dzisiaj trzeba dostosowywać się do zmieniających się warunków na rynku pracy. Jest to wielkie wyzwanie dla wszystkich, a zwłaszcza dla procesu kształcenia. W tym wymiarze pomoc państwa jest oczekiwana, możliwa i – co ważne – może być dofinansowywana ze środków unijnych. Problem polega na tym, żeby te pieniądze były rozsądnie wydawane. Bo jeżeli na Pomorzu wydano parę milionów złotych na szkolenie bezrobotnych i nikt nie znalazł pracy, a pieniędzy nie ma, to coś tu nie gra.

A czy ci, którzy skorzystali z osłon socjalnych, dobrze wykorzystują otrzymane środki? Mam wrażenie, że mimo wielu trudności górnicy chętniej dziś korzystają z tej formy pomocy oferowanej przez państwo.

Tak, to prawda. Obecnie opór przed tymi świadczeniami jest nieporównanie mniejszy niż w przeszłości. Górnicy chętniej przechodzą na oferowane świadczenia. Wcześniej, mimo wyższych odpraw, korzystali z tych przywilejów rzadziej. Wydaje mi się, że trzeba stworzyć system, który pomógłby te środki dobrze zainwestować. Nazywam to promocją szans, która jest znacznie lepsza niż alimentacja bezradności. To poważne wyzwanie, także dla środowisk naukowych, które muszą przedstawiać pewne naukowe propozycje, koncepcje, diagnozy. Cieszę się też ze zgody Komisji Europejskiej na wydanie 8 miliardów złotych przez polski rząd na sfinansowanie tych tak doniosłych procesów. To są bardzo ważne środki, które przyczynią się do złagodzenia konsekwencji ekonomicznych utraty pracy czy zmniejszenia zarobków. Zawsze obawiam się werdyktu w Brukseli. Proszę pamiętać, że nie ma tam przychylnego klimatu dla węgla, gdyż przeważają przede wszystkim racje ekonomiczne.

A kto broni interesów polskiego górnictwa w Brukseli?

Nie ulega wątpliwości, że partia rządząca.

Czy wypracowany w ostatnich miesiącach przez PGG zysk to jakaś stała tendencja?

To dobrze rokuje na przyszłość. Oczywiście zakładam, że nie nastąpi jakieś gwałtowne załamanie cen. Powołanie Ministerstwa Energii stwarza pewną możliwość oddziaływania państwa na to, co się dzieje w sektorze górniczym. Jeszcze raz powtórzę, że bardzo potrzebna jest solidarność energetyki i górnictwa.

Mimo tych optymistycznych wieści w 2016 roku dwie kopalnie: KWK „Krupiński” i KWK „Makoszowy” zostały przeznaczone do likwidacji. Ma je przejąć Spółka Restrukturyzacji Kopalń. Nie obyło się przy tym bez protestów górników...

W drodze trudnego dialogu poszukiwano rozwiązań. Tym, którzy chcą dalej pracować, zaproponowano pracę w innych kopalniach. Pozostałym, którzy spełniali warunki do odejścia, zaproponowano odpowiednie świadczenia. Długie negocjacje pozwalały na pełną prezentację racji. To są modelowe rozwiązania. Wydaje się, że przywrócenie dialogu społecznego jako metody rozwiązywania problemów społecznych rodzi nadzieję.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama