Ostatnie 19 lat bez wielkiej wody na Odrze trochę uśpiło naszą czujność. A przecież w Raciborzu i okolicach wciąż mieszkają ludzie, którzy w 1997 roku przetrwali noc z 7 na 8 lipca na piętrach swoich domów i na dachach, niektórzy przywiązani do komina. Słuchali ryku wody ocierającej się o ściany i modlili się do rana, żeby fala nie wypłukała zaprawy. Świeczkami dawali znać sąsiadom, że żyją. Patrzyli na eksplozje pieców w raciborskich Zakładach Elektrod Węglowych i słyszeli krzyk pracowników, którzy do końca próbowali ratować fabrykę. Nad miejscami eksplozji w upiornym czerwonym poblasku widzieli formujące się grzyby, przywodzące na myśl wybuchy bomb atomowych. Od ognia w ZEW-ie woda wokół ludzi oczekujących tamtej nocy na ratunek zrobiła się krwistoczerwona. Gdyby dzisiaj na Odrze pojawiła się równie wielka fala jak w 1997 roku, bylibyśmy wobec niej tak samo bezsilni.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 14,90 zł








