Nowy numer 27/2020 Archiwum

Po roku „na kanapkach”

Tej nocy nikt z nich nie upije się ani z samotności, ani ze szczęścia. I każdemu życzyć będzie można lepszego nowego, 2017 roku...

– W zeszłym roku, kiedy chodziliśmy z kanapkami, co tydzień rozmawiałam z jednym panem. Sylwester tak szybko mi przeleciał, że nie miałam czasu do niego podejść. W końcu widzę, że się zbiera i krzyczy do mnie: „Nie rozmawialiśmy!”. Lecę do niego, a on mi mówi, że bardzo dziękuje nam za cały rok „na kanapkach” i za sylwestra. Powiedział, że teraz będzie próbował poukładać sobie życie – wyjaśnia Dorota Oszek z Pszczyny, studentka nauk o rodzinie. Dorota na ulicy nie spotkała go już nigdy więcej. Wierzy, że mu się udało. – W moim sercu i pamięci zawsze jest pani Lidka. Na pierwszego sylwestra trafiła prosto z dworca. Łukasz Piper (obecnie diakon – przyp. red.), z racji tego, że mieliśmy wolne miejsca, stwierdził, że weźmie kogoś z ulicy. Poszli grupą na dworzec i jedyną bezdomną osobą, która na tym dworcu była trzeźwa, okazała się pani Lidka. Przyprowadzili ją. Była bardzo zdziwiona i szczęśliwa. Mamy zdjęcie, jak siedzi z wielką paczką. Zupełnie nie spodziewała się, że coś takiego tego wieczoru ją spotka. Potem praktycznie przez cały rok spotykaliśmy ją „na kanapkach”. I już od stycznia wypytywała o sylwestra. W grudniu, kiedy szliśmy z zaproszeniami, już wcześniej stała na dworcu i czekała na nas. Wzięła też zaproszenie dla kogoś znajomego. Na sylwestrze szukałem jej i... nigdzie nie znalazłem. Byłem trochę zawiedziony. W styczniu znów spotkaliśmy się na dworcu. Okazało się, że ktoś z rodziny zachorował, musiała więc do niego pojechać. Było coś ważniejszego – dodaje Łukasz.

Więcej o akcji znaleźć można na Facebooku: Sylwester z Ubogimi oraz na: sylwesterzubogimi.pl.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama