Nowy numer 49/2020 Archiwum

Milicjanta... chonor

Dla funkcjonariusza SB ważne jest pozytywne „rozpaczenie raportu”. Choćby tego o liście „z treścią pogruszkową”.

Albo innego, o pracowniku katowickiej Huty Baildon o imieniu Zbyszek, który „posiada proste długie owłosienie i krutką brutkę bez wąsa”. To cytaty z nowego numeru półrocznika „CzasyPismo”. Wydaje go katowicki IPN. Jeden z jego tekstów opowiada o zmaganiach funkcjonariuszy milicji i bezpieki PRL nie tylko z wrogami ustroju, ale też z... językiem polskim. Funkcjonariusze i tajni współpracownicy pisali więc na przykład odkrywczo: „Ojciec wyżej wymienionego już od kilku lat nie żyje, ponieważ zmarł”. W opinii na temat podwładnego pracownik resortu zapisał: „W rozmowach swych jest szczery, lecz skłonny do kłamstw”. Inni wspominali o strzelaniu z „leworweru”, bronili „chonoru milicjanta” i tropili dawnych żołnierzy 1. Korpusu „Gen. Maćka”. Któryś napisał, że pewne schorzenia można leczyć przy pomocy „operacji na prostotę”.

Nałogi ujemne

Albo taka charakterystyka jednego z funkcjonariuszy: „Obcuje w środowisku robotniczym ludzi o przeciętnej opinii lecz lubiących wódkę. Zachowanie jego tak w czasie służby jak i poza służbą jest przeciętne, lubi wypić co czynił dość często poprzednio i zawierać znajomości z kobietami. Nałogów w pełnym tego słowa znaczeniu nie posiada (...). Poczucie dyscypliny należyte, natomiast honoru i godności osobistej na przeciętnym poziomie”. Autorka tekstu często czytała też o „ujemnych nałogach”, „złych nałogach” i „nałogach w ujemnym słowa znaczeniu”.

„CzasyPismo” ma za zadanie popularyzować historię. Tym razem można w nim znaleźć m.in. tekst o peregrynacji obrazu MB Częstochowskiej w 1966 r. w Piekarach, z okazji Milenium. Milicja zatrzymała wtedy obraz w Bytomiu i skierowała prosto do Piekar. W dzień uroczystości w kinach i telewizji już od ósmej rano leciały – jak nigdy – atrakcyjne filmy. W Rybniku trwały mistrzostwa żużlowe, a w Chorzowie na Śląskim aż dwa hitowe mecze. Zorganizowano niezliczoną ilość wycieczek zakładowych. Chyba odezwała się wtedy w wiernych niepokorna polska natura, bo mimo takiego wysiłku władz Piekary aż pękały w szwach od pielgrzymów. Według Służby Bezpieczeństwa zjawiło się tam 140 tys. wiernych – znacznie więcej niż na Jasnej Górze (tam było, według SB, 80 tysięcy). Kościół z kolei szacował liczbę pielgrzymów w Piekarach na 400–500 tysięcy. Jest też materiał o obchodach Milenium w Sosnowcu. Choć odbywały się na terenie należącym do Kościoła, władze i tak uznały to za prowokację ze strony kard. Wyszyńskiego. Bo jak to – Kościół organizuje duże spotkanie w „czerwonym” Zagłębiu? W mateczniku tylu ważnych komunistów?

Podziw dla Zagłębiaków

Władza zagrała więc tu znacznie ostrzej niż na Śląsku. Uczniowie podstawówek musieli obowiązkowo stawić się w szkołach na wspólnym, klasowym oglądaniu... programu telewizyjnego. Młodzież szkolną zobowiązano do uczestnictwa w koncercie Czerwonych Gitar. Dorośli mieszkańcy Sosnowca mieli darmowy wstęp i dowóz na mecz Polska–Belgia oraz wycieczki. Z kolei pociągi w ogóle nie zatrzymywały się na stacji Sosnowiec... Za udział w obchodach milenijnych robotnikom w Zagłębiu przełożeni grozili wyrzuceniem z pracy, a uczniom usunięciem ze szkół. I niestety, często tę groźbę bezwzględnie zrealizowali.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama