Nowy numer 47/2020 Archiwum

By do pierwszego starczyło

Anna i Michał Malińscy opowiadają o tym, czy Pan Bóg zna się na pieniądzach.

A czego chce?

Po pierwsze, przypomina: „Wszystko jest moje. Ja jestem właścicielem. Ja poniżam i wywyższam. Zaufaj mi”. To punkt wyjścia. Dziesięcina nie jest aktem bohaterstwa. Nie chodzi o to, że jesteśmy tak hojni, że mamy gest i łaskawie odpalamy Bogu część działki, plik ciężko zarobionych pieniędzy. On nie potrzebuje tych pieniędzy. Księga Aggeusza przypomina: „Do Pana należy srebro i złoto”. To już nie jest piękna metafora. :-) Nigdy nie zaczynamy kursów od mówienia o dziesięcinie. Najpierw pokazujemy ludziom, że często w ogóle nie zarządzają w domach pieniędzmi. Dostają pensje, popłacą rachunki i ruszają, by wydać kasę. Przecież my co miesiąc jesteśmy w stanie wydać 100 proc. tego, co zarobimy. Nieważne, czy zarabiasz 3 tys., czy 20. Jesteś w stanie wydać wszystko. Zawsze będzie jakaś promocja, wyprzedaż, a współczesny świat bombarduje cię ze wszystkich stron hasłem: „Kupuj!”. Najlepiej stanąć przed Bogiem i spytać: „Co mam zrobić z tymi pieniędzmi? Jak zaplanować budżet?”. Jeżeli będziemy z Nim konsultować nasze wydatki, to On będzie temu błogosławił. Zobaczy, że jesteśmy uczciwi. Co więcej: to przestaje być już naszą odpowiedzialnością. Teraz to On zaczyna się troszczyć

Rolnik wie, że nie może „przejeść” całego ziarna, ale część musi zostawić na zasiew. Dla ludzi wychowanych, jak ja, w bloku to nowość

Zatraciliśmy biblijne myślenie. Skupiamy się na tym, by wydawać, konsumować. Dlatego Biblia przywołuje opowieść o rolniku. O kimś, kto planuje, myśli „do przodu”. Zawsze się usprawiedliwiamy: „nie mam kasy na dziesięcinę”. Ileż razy słyszeliśmy podobne hasła. Jeśli przyjmiemy, że osoba, która ma długi, nie powinna dawać dziesięciny na Boże dzieła, to można zastosować mechanizm: „Będzie mi się kończył dług? Wezmę nowy, by niczego nie dawać”. Polak zawsze znajdzie wyjście.

Spotkaliście ludzi, którzy wyszli z ogromnych długów?

Jasne. Słyszeliśmy wiele świadectw na kursach, które prowadzimy. Wiemy, że to nie nasza zasługa. My, poza tym, że uczymy ludzi robienia bilansów domowych, przede wszystkim czytamy słowo Boże i pozwalamy, by to ono pracowało w ludziach. A ono działa, jest skuteczne. Prosimy ludzi: rozpiszcie swe finanse, zróbcie bilans. To trochę tak jak z oglądaniem horroru. Najbardziej boimy się rzeczy, których nie widzimy. Klimat grozy, muzyka, w tle słychać jakieś krzyki Gdy ludzie zobaczą swoje długi, ale jednocześnie rozpiszą to, co mają (samochód, sprzęty, mieszkanie), często uspokajają się.

Ile macie dzieci?

Troje

Podstawowe zadania ojca rodziny: zadbać o bezpieczeństwo finansowe, zapewnić jej utrzymanie. Dlaczego tak trudno przenosimy te relacje na Boga?

Mamy problem z pierwszym przykazaniem. Mówimy: „Sami zatroszczymy się o siebie”. „Jest jeden Bóg” – to absolutna podstawa i punkt wyjścia. Nie możemy wchodzić w Jego rolę, zastępować Go. Również w dziedzinie finansów. Demon bardzo miesza w tej sferze; połowa grzechów głównych związana jest z finansami: pycha, zazdrość, chciwość, nieumiarkowanie Biblia podpowiada: uczmy się oszczędzania od mrówki. A jak oszczędza mrówka? Latem. A kiedy konsumuje, „wydaje”? Zimą. Musimy wiedzieć, kiedy jest czas oszczędzania, a kiedy wydawania. Kiedy czas obfitości, a kiedy niedostatku. Kohelet podpowiada: „Jest czas siania, sadzenia i zbierania plonów”. Niewielu ludzi myśli o „poduszce finansowej”: oszczędzę tyle, że jeśli stracę pracę, będę miał za co żyć przez trzy miesiące.

Czy prosząc o to, „by do pierwszego starczyło”, nie traktujemy Boga jak pracownika MOPS-u? Zapominamy o Jego wszechmocy?

My modlimy się w rodzinie o to, by dawać dużą dziesięcinę. :-) To prawda, często w naszych modlitwach ograniczamy Pana Boga, stawiamy Mu granice. Jak w kawale: „Jedzie facet tramwajem i narzeka: »Zrzędliwa teściowa, głupi szef, beznadziejni kumple w pracy, chore dzieci«, a tuż za nim stoi Anioł Stróż, notuje to i mówi: »Trochę dziwne te życzenia, ale spełnię«”. Więc nie módlmy się o to, „by do pierwszego starczyło”, i zapomnijmy o przedstawianiu Bogu planu minimum!

Co konkretnie od Niego dostaliście?

Mieszkanie. 120 metrów w ścisłym centrum Chorzowa. Piękna kamienica, wysoki sufit, pięć pokoi, centralne ogrzewanie To prezent od Niego.

Prosiliście o to?

Tak. Mamy notatkę sprzed lat: „Mieszkanie. Zostało nam jeszcze półtora roku wynajmu”. I, jak widać, zatroszczył się!

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama