Nowy numer 43/2020 Archiwum

Marynarz i biskup

Pływał z polskim węglem i cementem do Afryki. Z Indii wracał z rudą żelaza. Tylko po to, żeby na środku morza nie umrzeć z nudów, zajął się sztuką. Dzisiaj jego rzeźby stoją w wielu kościołach.

Wystawę rzeźby byłego marynarza Andrzeja Borgieła można oglądać do 14 kwietnia w Muzeum Archidiecezjalnym w Katowicach. Nazwał ją „Miłosierdzie” i zadedykował przyjacielowi: biskupowi Czesławowi Dominowi w 20. rocznicę jego śmierci. Z Czechowic na ocean Andrzej wybrał w młodości nietypową ścieżkę edukacji jak na synka z Czechowic-Dziedzic: skończył Szkołę Morską w Szczecinie. Od 1969 r. pływał po świecie potężnymi masowcami, wypełnionymi na przykład polskim cementem, który trzeba było rozładować w Maroku albo w Egipcie. Do Ghany płynął kiedyś z węglem. – Inna rzecz, że wtedy w Ghanie z naszego węgla robili podsypkę pod tory kolejowe... W tym państwie widziałem też na nabrzeżu pługi śnieżne z darów ze Związku Radzieckiego... Typowa gospodarka socjalistyczna – wspomina. Przy powrocie do Polski jego statek bywał wypełniony np. fosforytami i apatytami z Maroka (to minerały wykorzystywane do produkcji nawozów sztucznych) czy rudą żelaza z Indii. Latem pływał też po rudę do szwedzkiego Luleå nad Bałtykiem, a zimą, gdy Zatokę Botnicką skuwał lód, po ten sam ładunek kierował się do znacznie odleglejszego Narviku w Norwegii, gdzie morze nie zamarza. Brzmi to bardzo ciekawie, jednak na dłuższą metę, kiedy tygodniami wokół nie widać nic oprócz wody, bywa monotonnie...

– Kolega przyniósł mi w czasie pierwszego rejsu pędzle i powiedział: „Zaczynaj, bo to jest najlepszy sposób na nudę” – wspomina Andrzej Borgieł. Na morzu, po wykonaniu obowiązków, członkowie załogi często poświęcali się swoim hobby. – Pływałem na przykład z kapitanem, który robił na statku fantastyczne meble – mówi. A jeśli komuś z marynarzy brakowało hobby, albo choćby ochoty do czytania? Wtedy pozostawała przyjaźń z Jasiem Wędrowniczkiem, czyli Johnnie Walkerem... Andrzej jednak w 1969 roku na statku zamiast whisky – wybrał sztukę. Choć nie skończył żadnych szkół artystycznych, z czasem zaczął rzeźbić w drewnie tak dobrze, że jego prace – m.in. rzeźbiona chrzcielnica czy stojak na paschał, który wygląda, jakby sam płonął – znalazły swoje miejsce w kościołach. Z czego to jest? Po pięciu latach spędzonych w większości na wodzie, Andrzej zostawił morze. Już z żoną i dziećmi wrócił w strony rodzinne. Ze swoim wykształceniem oficera mechanika łatwo znalazł pracę w FSM. Do końca lat 70. zeszłego wieku montował silniki do małych fiatów. A później zaczął utrzymywać się już tylko z rzeźbienia. Kiedyś jego prace zobaczył w Księgarni św. Jacka katowi- cki biskup pomocniczy Czesław Domin. I w czasie swojej wizyty w Czechowicach (wtedy należały do diecezji katowickiej) podjechał go odwiedzić.

Biskup Czesław był znany z pogodnego usposobienia, bezpośredniości i otwartości na innych ludzi, więc wkrótce serdecznie się zaprzyjaźnili. Odtąd często odwiedzał Andrzeja i jego rodzinę. Przyjeżdżał po rzeźby, którymi później obdarowywał darczyńców Caritas w całej Europie. Czasem zabierał do Borgiełów innych zaprzyjaźnionych księży. – W ten sposób poznaliśmy arcybiskupa Skworca, który wtedy był w Katowicach kanclerzem kurii – wspomina rzeźbiarz. Kiedyś podarował biskupowi świętego Michała Archanioła. – Wyrzeźbiłem go z ciemnego drewna orzechowego. Wyglądał jak z brązu, co biskup później wykorzystywał, przyjmując zakłady, z czego to jest – śmieje się. Dla biskupa Czesława ta rzeźba była ważna: trzymał ją na biurku. Pochodził zresztą z parafii św. Michała w Michałkowicach i przez całe życie czuł się z tym archaniołem szczególnie związany. Jego biskupie hasło było wyjaśnieniem imienia Michała: „Któż jak Bóg”. Biskup Czesław Domin położył ogromne zasługi w odrodzeniu w Polsce dzieła Caritas. W 1992 r. wyjechał ze Śląska na Wybrzeże, ponieważ został biskupem ordynariuszem diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej. Rzeźbę św. Michała zabrał wtedy ze sobą. Ustawił ją w sypialni przy swoim łóżku. Zmarł 15 marca 1996 roku.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama