Nowy numer 2/2021 Archiwum

Żyłem w śmierci

Trzeźwe życie. Nie powiedział: „Odwal się ode mnie, gnoju. Najpierw się nawróć, idź do Piekar albo do Częstochowy”. Przyszedł do takiego, jakim byłem, a byłem godny pogardy.

Jezus: Większe jest miłosierdzie moje, aniżeli nędze twoje i świata całego. Kto zmierzył dobroć moją? Dla ciebie zstąpiłem z nieba na ziemię, dla ciebie pozwoliłem przybić się do krzyża, dla ciebie pozwoliłem otworzyć włócznią najświętsze serce swoje. (Dzienniczek św. Faustyny, 1485).

– Nie miałem cienia wątpliwości, że mówi to Jezus. To są słowa najważniejsze w moim życiu. Dobra nowina: Bóg kocha grzesznika. To nie jest ściema dla babć ani dla dzieci w przedszkolu. Leżałem w tym domu, chciałem wstać, obudzić wszystkich i powiedzieć: „Ludzie, Bóg jest!”. Miałem spokój, jakiego w życiu nigdy nie czułem. Jeśli tak jest w niebie, to nie umiem się doczekać – uśmiecha się.

– Dotarło do mnie, że jestem grzesznikiem, że jakbym w tej chwili umarł, to idę do piekła. Żyłem w śmierci, w stanie grzechu śmiertelnego. Miałem niesamowite pragnienie pójścia do spowiedzi. Wiedziałem, że w nocy nie jest to możliwe, ale potem chodziłem, na kartkach pisałem grzechy i Bóg oczyszczał moje serce i przedziwne rzeczy zaczynały się dziać. Nie przestałem od razu pić, ale pragnąłem czegoś innego. 8 lipca 2004 r. to jest pierwszy dzień mojej trzeźwości. I on trwa do dziś. Mam ogromną pokorę w tej kwestii. Wiem, że to jest łaska, którą przechowywać trzeba w naczyniu glinianym. Codziennie na kolanach proszę Boga o trzeźwość.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama