Nowy numer 2/2021 Archiwum

Żyłem w śmierci

Trzeźwe życie. Nie powiedział: „Odwal się ode mnie, gnoju. Najpierw się nawróć, idź do Piekar albo do Częstochowy”. Przyszedł do takiego, jakim byłem, a byłem godny pogardy.

Ludzie, Bóg jest!

W końcu nadszedł rok 2003. Andrzejki. Bartosz wchodzi do lokalnego baru. Pije wódkę, piwo i łamie sobie nogę. Do dziś nie wie, jak. – Rano tata pojechał ze mną założyć gips. Pierwsze, co w tym gipsie zrobiłem, to poszedłem do baru. Miałem L4 na jakieś dwa miesiące. I podczas tego zwolnienia zdarzyło się coś, co na zawsze odmieniło moje życie. Było to podczas koszmarnej nocy, jednej z wielu, bezsennej, pełnej lęku, wyrzutów sumienia, poczucia braku sensu życia i wielkiego przygnębienia. Leżałem z połamaną nogą w łóżku, miałem biegunkę, ręce mi się trzęsły, miałem skurcze mięśni, bałem się, że dostanę zawału serca albo wylewu. Strasznie się pociłem i ręce mi drętwiały. Czułem, że moje życie nie ma żadnego celu, że niczego już w nim nie osiągnę. Nie widziałem dla siebie ratunku, nie było dla mnie nadziei. Tego dnia moja młodsza siostra Monika dała mi do poczytania… „Miłujcie się”. Obciach, dziwny tytuł, ale tak naprawdę nie miałem nic do stracenia. Akurat wtedy nic nie wypiłem, a i tak nie mogłem spać. Zacząłem czytać tę gazetę, a w niej m.in. świadectwa ludzi o ich spotkaniu z Bogiem.

Cisza. Bartosz otwiera szafkę i wyciąga pogniecioną, setną kopię artykułu. Obok stawia „Dzienniczek” siostry Faustyny. – Otwarłem na takiej stronie: „Rozmowa miłosiernego Boga z duszą grzeszną”. Był tam obraz Jezusa miłosiernego z podpisem: „Jezu, ufam Tobie” i dialog. Zacząłem to czytać...

Czyta i po latach. – Jezus: Nie lękaj się, duszo grzeszna, swego Zbawiciela, pierwszy zbliżam się do ciebie, bo wiem, że sama z siebie nie jesteś zdolna wznieść się do mnie. Nie uciekaj, dziecię, od Ojca swego, chciej wejść w rozmowę sam na sam ze swym Bogiem miłosierdzia, który sam chce ci powiedzieć słowa przebaczenia i obsypać cię swymi łaskami. O, jak droga mi jest dusza twoja. Zapisałem cię na rękach swoich. I wyryłaś się głęboką raną w sercu moim.

– Nie wiedziałem, skąd są te słowa, ale jak je przeczytałem, to dostałem taki strzał, dotyk Boga, że byłem w 100 proc. pewny, że ta rozmowa odbywa się nie w tej gazecie, tylko że to jest mój autentyczny dialog z Bogiem. W życiu tak się nie czułem – wyjaśnia i czyta dalej. – Dusza: Panie, słyszę głos Twój, który mnie wzywa, abym wróciła ze złej drogi, ale nie mam ani odwagi, ani siły.

– Nic innego nie mógłbym odpowiedzieć. Zacząłem od razu płakać. Jak nigdy wcześniej, to było silniejsze ode mnie – komentuje. (…) – Jezus: Czemuż się lękasz, dziecię moje, Boga miłosierdzia? Świętość moja nie przeszkadza mi, abym ci był miłosierny. Patrz, duszo, dla ciebie założyłem tron miłosierdzia na ziemi, a tym tronem jest tabernakulum, i z tego tronu miłosierdzia pragnę zstępować do serca twego. Patrz, nie otoczyłem się ani świtą, ani strażą, masz przystęp do mnie w każdej chwili, o każdej dnia porze chcę z tobą mówić i pragnę ci udzielać łask. – Dusza: Panie, lękam się, czy mi przebaczysz tak wielką liczbę grzechów, trwogą mnie napełnia moja nędza.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama