Nowy numer 48/2020 Archiwum

Kilar mnie dostał

Świadectwo nawrócenia. O umieraniu ojca, dziewczynie, która trzy razy podchodziła, i powrocie do Boga przy „Angelusie” z Michałem Fitą

Bóg przedarł się przez ten mur.

Miałem przyjaciółkę, która jakoś walczyła o mnie. Wciągnęła mnie do Młodzieży Franciszkańskiej. Najpierw wolałem chodzić na piwo z kumplami niż na te spotkania, ale stopniowo zaczęły mnie pociągać. Pewnego dnia trafiłem w kościele na prelekcję o górach. Zaproszony gość ilustrował opowieść fotografiami Tatr i muzyką Wojciecha Kilara. Nigdy wcześniej jej nie słyszałem. Urzekła mnie. Ze słuchawkami na uszach na okrągło słuchałem „Angelusa” i mimo woli, razem z chórem, powtarzałem: „Zdrowaś, Maryjo”. Naprawdę miałem dreszcze. Ruszało mną. Jechałem z franciszkaninem ojcem Brunonem na święto młodzieży na Górze św. Anny i przyznałem się, co robi ze mną ta muzyka, a on walnął z grubej rury: „Widocznie masz coś na sumieniu”. Wtedy coś pękło. Otworzyłem się i przez trzy godziny wylewałem przed tym zakonnikiem wszystko, co we mnie siedziało.

To był przełom? Moment nawrócenia?

Tak naprawdę od śmierci ojca Pan Bóg delikatnie mnie do siebie przyciągał. Pamiętam, kiedy siedziałem na maturze z języka polskiego, patrzyłem w okno i zastanawiałem się, czy żyjemy tylko po to, żeby iść do piachu, czy jest coś więcej. Potem Bóg poruszył moje serce przez muzykę Kilara. Bardzo długo nie kojarzyłem tego momentu ze swoim nawróceniem. Tak naprawdę, dopiero podczas pogrzebu kompozytora zdałem sobie z tego sprawę.

No właśnie – dziwiło mnie, że przez tyle lat nie próbował się Pan skontaktować z kompozytorem, żeby mu opowiedzieć swoją niesamowitą historię.

Mam nadzieję, że w niebie będziemy mieli dużo czasu, żeby o tym porozmawiać (śmiech). Poza tym wierzę, że Wojciech Kilar to już wie. Ta przełomowa prelekcja odbywała się w kościele, który kiedyś był szynkiem. Symboliczne. Jakby zapowiedź tego, jak moje życie zostanie przerobione.

Powiedział Pan kiedyś, że Wojciech Kilar dostał Pana w przydziale. Żeby się Panem opiekować.

Choć nie był tego świadomy (śmiech). Mam wrażenie, jakby Bóg przyciągał mnie do siebie przez tego kompozytora. Najpierw nawróciłem się przy jego muzyce. Niedawno przeżywałem problemy, miałem poważny kryzys. W tym czasie zadzwoniła Basia Gruszka-Zych, że skończyła pisać książkę o Kilarze, do której wcześniej mocno ją namawiałem. A kilka tygodni później zostałem zaproszony na spotkanie autorskie w siedzibie NOSPR w Katowicach. Siedziałem, słuchałem tych niesamowitych opowieści o kompozytorze i czułem, że Bóg znowu wyciąga mnie z tego marazmu, w jakim tkwię, że pozwala mi na nowo uświadomić sobie, z jakiego bagna wyrwał mnie wcześniej. Docenić, jak pięknie potoczyło się moje życie. Zobaczyć, jaki precyzyjny był plan, który dla mnie przygotował.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama