Nowy numer 26/2022 Archiwum

Pojechaliśmy zawieźć radość rodakom

O. Tomasz Maniura OMI, przewodnik NINIWA Team, dwa dni po powrocie z Wysp Brytyjskich do Kokotka opowiada o wyprawie rowerowej "Radość Życia".

Pojechaliśmy zawieźć radość rodakom   Każda wyprawa rowerowa NINIWA Team tradycyjnie wyjeżdża spod oblackiego ośrodka dla młodzieży w Kokotku, dzielnicy Lublińca Szymon Zmarlicki /Foto Gość Ile par połączyła już NINIWA Team?

Trudno powiedzieć dokładnie, ale jest ich sporo. Po tej wyprawie też kilka przybyło. Dokładnie dwie, nie licząc tych, którzy byli parą już wcześniej. Ale mogę intuicyjnie przeczuwać, że w najbliższym czasie dokona się coś, co zaczęło się już w trakcie podróży. Na każdej wyprawie ktoś się z kimś skuma, ale niektórzy decydują się też do życia zakonnego! Na przykład chłopak, który był na Syberii, skończył już nowicjat…

Dwie ostatnie wyprawy były specyficzne, inne od poprzednich. Wcześniej z każdym kolejnym wyjazdem udowadnialiście, że jesteście w stanie wyznaczyć sobie jeszcze bardziej spektakularny cel i go osiągnąć, przejechać jeszcze więcej kilometrów… Natomiast rok temu pojechaliście w Nieznane, gdzie każdy dzień wyznaczał nowy kierunek, a teraz na Wyspy Brytyjskie, które mimo ponad 5 tysięcy kilometrów na liczniku wydają się, jakby były za miedzą. Chociaż sensem wyprawy nie jest punkt na mapie, to czy za rok na jubileuszową, dziesiątą wyprawę NINIWA Team planujecie „bombę”?

Nie ukrywam, że chciałbym pojechać do Niniwy. To naturalne, że na dziesiątą wyprawę NINIWA Team wybrałaby właśnie Niniwę. Wydaje się to zupełnie nierealne i istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, że okaże się to niemożliwe.

Poza tym nie mam pomysłu i mówię szczerze, że nie wiem, gdzie pojedziemy. Na pewno będzie to coś oryginalnego i mocnego, ale czy wyrazi się to w liczbie przejechanych kilometrów, czy w przekazie - tego nie wiem. Trzeba sobie dać czas i po to jest jesień, żeby wszystko sobie poukładać w głowie.

Pan Bóg daje znaki i pierwszym z nich na pewno będzie moja rozmowa z ojcem prowincjałem, bo wtedy powiem mu o Niniwie. Jeśli z góry odpowie mi „nie”, to już będę wiedział, że jest to wykluczone i będziemy zbierali różne pomysły i propozycje. Trzeba modlić się, spotykać, rozmawiać i myślę, że dojdziemy do czegoś ciekawego.

Natomiast jeśli prowincjał usłyszy o Niniwie i powie, że on temu błogosławi, to temat jest zamknięty i już wiadomo, gdzie pojedziemy.

Zgodnie ze starotestamentalnym zwyczajem, jubileuszowa wyprawa ma być czasem łaski, zostaną zniesione ograniczenia wiekowe, a jedynym warunkiem uczestnictwa będzie przejechanie wypraw przygotowawczych. Może to zaowocować powrotem do składu weteranów, którzy brali udział we wcześniejszych misjach. Dacie radę pojechać z jeszcze większą liczbą uczestników?

Przed tą wyprawą powiedziałbym, że nie. Ale teraz jestem otwarty i wiem, że uda nam się pojechać nawet w 50 osób!

Kogo poza rowerzystami można spodziewać się na festiwalu Together 2015 w listopadzie?

Mamy nadzieję, że przyjadą ludzie, u których nocowaliśmy podczas wyprawy. Naprawdę szczerze ich zapraszaliśmy, wymieniliśmy się adresami i pokazaliśmy naszą stronę internetową. Mówiliśmy też o książce z relacjami z wyprawy, gdzie będą zdjęcia z noclegów w ich domach. Wyślemy im podziękowania i zaproszenia.

Myślę, że z Holandii i przede wszystkim z Anglii uda się ściągnąć kilka osób. Festiwal odbędzie się 21 listopada, w przedostatnią sobotę miesiąca, w Miejskim Domu Kultury w Lublińcu.

Przeczytaj nasze wcześniejsze relacje z wyprawy:

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama